A gdyby tak... Polecane

Do wzięcia fajna fucha w ZIKiT-cie. Wymagania? Nieprzewidywalność

Jazda! Stoooop! Jazda! Stoooop! Mam wrażenie, że ktoś w ZIKIT-cie ma całonocny dyżur, trwający okrągły rok i polegający na banalnie prostym zadaniu – losowaniu zielonej i czerwonej kulki – pisze Marta, która wyprowadziła się z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach.

Dzień powszedni, ok. godz. 11, ruch niewielki. Przejazd z Kleparza w okolice Ronda Grunwaldzkiego. “Jazda! Stoooop! Jazda! Stoooop!” i tak sześć razy.

Sobota, ok. godz. 22, ruch jeszcze mniejszy. Przejazd z placu Centralnego w okolice Dobrego Pasterza. System: “Jazda! Stoooop! Jazda! Stoooop!” uruchamia się osiem razy.

Gdzieeeeeeeeee???!!!

Ledwie ruszysz, musisz się zatrzymać. Nadjeżdżasz, widzisz zielone, przyśpieszasz i nagle sygnalizator szczerzy żółte zęby w bezczelnym uśmiechu i zaczyna z siebie wypluwać: “Gdzieeeeeeeeee???!!! Zmieniam na czerwone!”. I znów stop, i znów stoimy.

Silnik samochodu burczy niezdrowo (a kto byłby zdrowy, gdy non-stop wprowadzono na go na wysokie obroty tylko po to, by za chwilę kazać stanąć?), czas przejazdu wydłuża się jak dżdżownica, a przebieranie palcami po kierownicy jasno daje znać, że ktoś tu zaraz może eksplodować.

Słowem – minusów takiego systemu zarządzania światłami (a raczej jego braku) jest sporo – od żyłowania samochodu po żyłowanie naszych nerwów.

Rozumiem, że Kraków jest dużym miastem, ale czy to naprawdę niemożliwe, by przez tyle lat opracować system, który choć kilkaset metrów pozwoli przejechać płynnie? Nie wymagam tego w piątek o godz. 16, ale podczas małego natężenia ruchu?

Płynnie choć kawałek

Nie wiem, czy jest jakaś specjalna dziedzina, która się tym zajmuje. Czy w Krakowie w ogóle ktoś się nad tym pochyla, ale zauważam tylko, że przejechania trzech sygnalizatorów bez wciskania hamulca to już niezły wyczyn.

Inżynierką nie jestem (co już zapewne zauważyliście), ale mam wrażenie, że w Walencji (tam sporo jeździłam samochodem) ten ruch jest dużo płynniejszy. Że jak już zapali się zielone, to wystarczy tylko trzymać prędkość ok. 50 km/h i już kawałek można jakoś pokonać.

Może taki system jest drogi, może pasuje tylko do specyficznych miast, ale niezmiennie zaskakuje mnie inna rzecz – czemu sygnalizatory w Krakowie walą mi czerwienią po oczach także w nocy? Czy nie można wtedy zastosować żółtego pulsacyjnego? Przynajmniej na tych głównych ulicach (Aleje, Opolska, Wielicka itd.), gdzie nie ma żadnych wątpliwości, która droga jest główna, a która podporządkowana.

Na szczęście za dnia już tym chaosem “żółte-czerwone” nie trzeba się przejmować, bo systemu zarządzania światłami w permanentnym korku na pewno nikt jeszcze nie wymyślił.

 

Marta

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

“A gdyby tak…” to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Idiotyczny zwyczaj w krakowskich knajpach! Ale jeśli ma pomóc, to niech się przyjmie