Lifestyle Polecane

Zjedz Kraków: Koniec z banią za 4 złote, czas na japoński bimber! Odkryliśmy świetne miejsce!

Zgodnie z wynikami badań, które naprędce sobie zmyśliłem, japońska kuchnia kojarzona jest w pierwszej kolejności z sushi, w drugiej z ramenem, a następnie z holenderskim żeglarzem, gotowanym w wielkim kotle w jednym z pierwszych odcinków serialu Shogun. W to nieco skostniałe towarzystwo próbuje od kilku miesięcy przeniknąć inny dalekowschodni bohater – udon.

Udon to rodzaj grubego makaronu z mąki pszennej, formowanego ręcznie i podawanego (najczęściej) w misce zupy na bazie lekkiego bulionu z rozmaitymi dodatkami. Bywa również serwowany na zimno, zwykle w zestawieniu z glonami i sosem z dashi, czyli wywaru z suszonych ryb.

Gdzie znaleźć ów wynalazek? Od kilku miesięcy serwują udon przy Rakowickiej, w jednym z najmodniejszych obecnie lokali orientalnych, pod egzotycznym tytułem Ka Udon Bar.

Wystrój

Do potężnych lokal z pewnością nie należy, choć oddać właścicielom trzeba, że przestrzeń zagospodarowano niezwykle ekonomicznie, maksymalizując ilość miejsc siedzących (Oh, how Japanese!).

Są więc ciasno ustawione krzesła przy długich stołach barowych, są mniejsze i większe stoliki i są miejsca na zewnątrz, zarówno od strony Rakowickiej jak i w niewielkim ogródku od zaplecza. Wystrój wnętrza od razu przywodzi na myśl szalonego stolarza, który w twórczym szale tnie, piłuje, szlifuje i zbija kolejne drewniane elementy wypełniające lokal. Ponownie: miała być japońska prostota i minimalizmy i jest japońska prostota i minimalizm.

Menu

Udaliśmy się z A. na piątkową kolację, poprzedzającą spodziewane wieczorne ekscesy. Korzystając z jednego z ostatnich ciepłych dni 2017 roku zajęliśmy stolik na zewnątrz z idealnym widokiem na kuchnię, w której piętrzył się makaron, parował wrzątek i wrzał olej. 

Zanim przejdę do menu, warto dwa słowa poświecić obsłudze, wyjątkowo miłej, całkiem świadomej tego, co klientom serwuje i niezwykle pomocnej. Ponieważ zdecydowaliśmy się skorzystać tego wieczora z komunikacji miejskiej był czas na degustację sake, której wybór w Ka Udon Barze mają ogromny. Zdając się na pomoc kelnerki wybraliśmy Katori 90, rzekomo tradycyjną, mocno ryżową propozycję.

Dalsze studiowanie menu nie trwało długo, bo – podobnie do wystroju – również w tym przypadku zionie japońską, wegetariańską prostotą.  Macie więc do wyboru cztery rodzaje gorącego udonu (w formie zupy) i dwa rodzaje ziemnego (bliższego sałatce) w różnych konfiguracjach i z różnymi dodatkami.

A. wybrała Tempura Udon podawany z 3 kawałkami warzyw w tempurze, z dymką i imbirem. Ja zdecydowałem się na Kakiage Udon z ciastkiem warzywnym w tempurze, podawany z dymką i imbirem. Na drugiej stronie menu znaleźliśmy różne dodatki, więc mój udon wzbogaciłem sobie rodzajem jajka na miękko Onsen Tamago.

A. była bardziej zachowawcza, więc zdecydowałem, że dostanie jeszcze porcję Kimchi oraz talerz Grzybów i warzyw w tempurze. Z obowiązku nadmienię, że zamówienie zamknęły dwie szklanki lokalnego piwa 0.3l, co miało niebagatelny wpływ na wysokość końcowego rachunku.

Zamówienie

Zaczęliśmy od degustacji sake, serwowanej w tych komicznych kieliszko-miseczkach, które prawdopodobnie mają wynieść spożycie bimbru na wyższy, bardziej filozoficzny poziom. I faktycznie, ten bimber był doskonały i nawet A., z początku mocno nieprzekonana, przyssała się do kieliszko-miseczki jak akwariowy glonojad.

W drugiej kolejności zaserwowano nam Kimchi i Grzyby w tempurze z dodatkami. Jeszcze dobrze nie zabraliśmy się do dań pierwszych, a na stole zmaterializował się ów tajemniczy udon.

Dwie słuszne miski, których nie da się źle sfotografować, bo wyglądają jak dania przygotowywane specjalnie na potrzeby sesji fotograficznych magazynów kulinarnych. Szczególnie moje fikuśne ciastko, które mogłem zarówno chrupać jak i namaczać w bulionie dodawało zupie ekskluzywnego sznytu. 

Uspokoję was od razu – w tym przypadku wygląd idzie w parze ze smakiem, a my przestaliśmy się dziwić ogromnej popularności Ka Udon Baru. Nie można jej również przypisywać li tylko oryginalności serwowanych potraw. Ten udon może mieć właściwości silnie uzależniające, a jeśli do tego dodamy jeszcze doskonały, długo gotowany wywar, w punkt trafione jajko i cudowanie chrupiącą tempurę, to mamy gotowy przepis na sukces.

Podsumowanie

No i tyle, no i już. Kto był, ten niech wraca. Kto nie był, niech się zbiera. Pomimo braku mięsa Ka Udon Bar można polecić każdemu, a sam lokal ma wszystkie argumenty, aby stać się mekką krakowskich wegetarian. Ceny raczej zachęcają do odwiedzin, choć musicie pamiętać o tym, że łatwo się zapędzić. Każdy dodatek to kolejne monety do rachunku i z taniego japońskiego lunchu możecie stworzyć całkiem kosztowny i równie wystawny obiad.

Dla kogo? Dla tych, którzy potrzebują odmiany. Dla okolicznych pracowników biurowych, szukających lunchu. Dla wegetarian, znudzonych hinduskimi sosami. Dla chcących spędzić miły i całkiem romantyczny wieczór w towarzystwie japońskiego bimbru ryżowego. 

Koszt: 121 zł (40 zł pochłonęły alkohole), a można i taniej, bo najprostszą miskę udonu z wywarem zjecie już za 19 zł.

Dawid Litwin

zdjęcie tytułowe / fot. Dawid Litwin