3, 2, 1… rusza fala hejtu! Wszystko inne mamy w du**e

Zaraz się zacznie. Trzy, dwa, jeden… I fala hejtu zaczyna się przelewać przez Kraków. Najpierw w Hucie, następnie aleją Jana Pawła II płynie w kierunku centrum. Zahacza o Rynek, aby dalej przelać się w kierunku Ruczaju. Później delikatnie skręca i wpada do Zakrzówka. Tak, do tego Zakrzówka.

Zakrzówka, który jest ponoć perłą w koronie. Taką perełką na mapie Krakowa, a może nawet i świata. Zakrzówka, za który wielu dałoby się ponoć pokroić. Ponoć, bo to hipokryzja. Bicie piany, nic więcej.

Właśnie zakończyło się głosowanie na projekt architektoniczny Zakrzówka. O wynikach piszemy tutaj. Czekamy na hejt – że koncepcja beznadziejna, fatalna, najgorsza z możliwych. Teraz w Krakowie przez wiele dni, a może nawet i miesięcy, będzie się toczyć dyskusja, jaki to ten Zakrzówek będzie do bani. Jego przyszłość będzie się rysować w czarnych barwach. A najwięcej do powiedzenia będą mieli oczywiście ci, którzy… nie zagłosowali.

O przyszłości Zakrzówka zdecydowało bowiem – uwaga! – 18 000 krakowian! Słownie: osiemnaście tysięcy! Sądząc po tym, ile ludzi na co dzień „masturbuje się” Zakrzówkiem, to jedynie jakiś mały odsetek. Garstka. Garsteczka. A wystarczyło kilka kliknięć.

Podejrzewam, że wielu krakowian codziennie więcej czasu spędza nad „przeklikiwaniem” durnych galerii w stylu „Zobacz jej niesforny biust” albo „10 sposobów na poderwanie faceta”. Tymczasem to właśnie na Zakrzówku mężczyźni mogliby pooglądać sobie kobiece biusty (nie tylko te niesforne), a panie poderwać jakiegoś wysportowanego przystojniaka. Warto więc zainteresować się tym miejscem, zamiast teraz siedzieć przed komputerem i stukać w klawiaturę, że koncepcja beznadziejna lub „co za debil ją wybrał”.

Frekwencje w głosowaniach, w których mieszkańcy mogą zdecydować o losach miasta (konkursy architektoniczne, budżet obywatelski itp.), czy na konsultacjach społecznych i dyskusjach, pokazują tylko tyle, że tak naprawdę krakowianie mają głęboko w du**e miejsce, w którym żyją.

Cała ta gadka o społeczeństwie obywatelskim, które się ponoć wykształca, to zwyczajne „pitu-pitu”. To okłamywanie sobie, że jest się miejskim aktywistą, bo to akurat teraz jest „trendi”.

Łatwo jest narzekać, hejtować i pastwić się nad wprowadzanymi rozwiązaniami, nie proponując i nie dając nic w zamian. Niestety, takie głosowania udowadniają, że krakowianie nie dorośli do podejmowania decyzji. Nic więc dziwnego, że ktoś musi robić to za nich. A reszta sobie pohejtuje i będzie mieć fan.

Łukasz Mordarski

fot. Arcadiuš via Foter.com / CC BY

8 KOMENTARZE

Najnowsze

Co w Krakowie