Monika Piątkowska to wspólna kandydatka Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego na prezydenta Krakowa. Taka rekomendacja jest najprawdopodobniej wystarczająca, by wejść do drugiej tury, ale może okazać się obciążeniem w ostatecznym starciu o prezydenturę. Dlaczego wygrana Moniki Piątkowskiej nie będzie taka prosta? Jakie ma szanse na wygraną? Oto nasza analiza.
Zacznijmy od tego, że pani senator nie była pierwszym wyborem dla Donalda Tuska. Gdyby jakiś profesor ze znanym nazwiskiem zgodził się wejść w polityczne buty, Monika Piątkowska nie byłaby w ogólne brana pod uwagę. Trzeba jednak przyznać, że ta kandydatura ma swoje atuty.
Podstawa na II turę
Pierwszy – to wspólna kandydatka Koalicji Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, choć to bardziej pokaz dla ogólnopolskiego wyborcy, że trzon Koalicji 15 października wciąż trzyma się mocno i w jedności.
Drugi atut to odwołanie do wyborców prezydenta Jacka Majchrowskiego. Monika Piątkowska przez wiele lat była urzędniczką w krakowskim magistracie, właśnie za rządów profesora Majchrowskiego. I zapewne w kampanii wyborczej Jacek Majchrowski stanie obok swojej byłej urzędniczki i powie, że warto na nią głosować. Wsparcie KO, PSL i byłego prezydenta miasta powinno wystarczyć na dostanie się do drugiej tury.
Atut, który może być obciążeniem
Ważne będzie jednak, z kim zmierzy się w niej Monika Piątkowska…
Sam premier Donald Tusk przedstawiając kandydatkę mówił, że najgroźniejszym jej rywalem będzie Łukasz Gibała. Jeśli to on znajdzie się w II turze, to Monika Piątkowska będzie miała poważne problemy, by go pokonać. Po stronie Łukasza Gibały stanie cała prawica (choć jemu samemu raczej do niej daleko) i do tego będzie mobilizować swoich wyborców tak samo jak w niedawnym referendum grzmiąc, że wraca stare. I to nie tylko to, co było za Aleksandra Miszalskiego, ale i to z czasów Jacka Majchrowskiego. Dla PiS, Konfederacji, Konfederacji Korony Polskiej radny Gibała będzie mniejszym złem niż kandydatka wskazana przez Tuska i popierana przez Majchrowskiego.
Znacznie większe szanse będzie mieć Monika Piątkowska, gdyby w II turze za rywala miała kandydata PiS czy Konfederacji. Wtedy zmobilizuje się elektorat lewicowy i centrowy, by nie oddać miasta prawicy.
Bezpieczna kandydatka
I pewnie na taki scenariusz liczy Donald Tusk. Dla niego i przyszłości ugrupowań tworzących koalicję rządową ważne jest, by ich kandydatka nie wypadła gorzej niż kandydaci PiS i Konfederacji. Nawet przegrana Moniki Piątkowskiej z Łukaszem Gibałą w II turze nie będzie tragedią.
Klęską będzie jednak sytuacja, w której Monika Piątkowska nie dostaje się do II tury. To oznaczałoby, że lepszy wynik będzie miał jakiś kandydat prawicy. To wydaje się mało prawdopodobne właśnie ze względu na odwołanie się do elektoratu Jacka Majchrowskiego.
Z tego względu wskazanie Moniki Piątkowskiej było dla Donalda Tuska w miarę bezpieczne. A jakby udało jej się wygrać, to rządzący w kraju mieliby argument, że prawicowa opozycja potrafi tylko burzyć, ale nie budować czegoś nowego. Do tego coraz większa liczba kandydatów odwołujących się do tych samych wyborców co Łukasz Gibała może sprawić, że to on będzie miał kłopot, by w II turze się znaleźć. W niej Łukasz Gibała mógłby liczyć na tych, którzy w I zagłosują na Darię Gosek-Popiołek, Aleksandrę owcę czy Jana Hoffmana, ale on tych głosów może potrzebować już w pierwszej, by nie prześcignął go np. Michał Drewnicki z PiS.
Jedno ale…
Te wszystkie założenia wezmą w łeb, jeśli pojawi się kandydat, który przejąłby część wyborców KO, PSL i prezydenta Majchrowskiego. I nie chodzi tu jakiegoś kandydata Polski 2050, ale np. o Rafała Sonika, gdyby zdecydował się na start jako kandydat niezależny. To nie oznaczałoby, że on będzie miał lepszy wynik od Moniki Piątkowskiej (choć to też jest możliwe), ale może jej zabrać na tyle głosów, by nie weszła do II tury.
Grzegorz Skowron
Kandydaci na prezydenta Krakowa [lista, kim są, co robią, z kim są związani]



