Afera o Las Borkowski czyli miasto w najgorszym wydaniu

fot. Jan Musiał

Sprawa Lasu Borkowskiego ukazuje, skupia jak w soczewce, trzy wielkie przywary, które każde, najpiękniejsze nawet miasto potrafią zamienić w politowania godny zaścianek. W miejsce, gdzie trudno się mieszka. Proszę – trzy (z Bóg wie ilu) grzechy główne.

Arogancja władzy

Właściciel chciał sprzedać działkę już dawno, rzucił cenę. 10 milionów. I odbił się od ściany. Rozmowy w sprawie odkupienia spornego terenu nabrały konkretów dopiero wtedy, gdy sprawą zainteresowały się media. Wcześniej propozycja kupna lasu nie wzbudziła zainteresowania. „Las? A na ch*j nam las” – parafrazując tekst z „Nic Śmiesznego”.

Brak myślenia o ogóle

Trudności ze sfinalizowaniem transakcji sprowadzają właściciela do konkluzji: „Szkoda, że w styczniu nie wyciąłem tych drzew”. Do takiej, a nie innej. Wypowiedział ją jeden ze współwłaścicieli, Wojciech Ziobrowski (brat Szymona, innego ze współwłaścicieli działki, dyrektora Tatrzańskiego Parku Narodowego). To człowiek, który patrząc na drzewo powinien widzieć coś więcej niż przeszkodę w zarabianiu pieniędzy. Niestety – drzew w lesie nie widzą też władze miasta. Drzew, które w ekologicznej sytuacji Krakowa powinny być wynoszone na piedestał.

Brak planowania

Awantura o Las Borkowski to kolejny przykład na to, że rozwój miasta jest nie tylko chaotyczny, ale też uwarunkowany nagłymi zrywami opinii publicznej. Ludzie chcą chronić forty – OK, staramy się chronić forty. Ludzie chcą ratować Las Borkowski – OK, sprawdźmy, co da się w tej sprawie zrobić. Dobry samorząd wyprzedza ludzi, w Krakowie w wielu przypadkach wciąż jest na odwrót. Nim ludzie poderwą się z krzykiem, urzędnicy powinni działać już od dawna. Zresztą brak planu zagospodarowania to bolączka praktycznie całego Krakowa. Prace nad nim, w poszczególnych rejonach miasta, rozpoczynają się dopiero wtedy, gdy deweloperzy podzielili już między sobą działki i nawet oni stwierdzają, że nic więcej zbudować się tu nie da.

Pewnie znalazłoby się w tej sprawie więcej pomniejszych grzeszków. Jak choćby uprawianie brudnej gierki w postaci kontrolowanego przecieku do prasy, co nadało sprawie dodatkowego rozgłosu, ale z pewnością nie ułatwi dalszych rozmów. To dowód na to, że autorowi tego przecieku nie zależy na szczęśliwym zakończeniu negocjacji. On już zaczyna przygotowania do wytłumaczenia swojej porażki.

Kraków to miasto z wielkim potencjałem, ale wymaga też wyjątkowej dbałości o swoich mieszkańców, o swoje ulice, zabytki, historię i naturę. Zapominając o tym – nawet najlepsze miejsce do życia można zamienić w piekiełko, z którego wszyscy w końcu będą chcieli uciec.

(wm)

fot. Jan Musiał

Zobacz także