Albo znajdziemy drogę, albo sami ją wytyczymy – czyli o sprawie przejścia przez teren szpitala Narutowicza

Musisz przeczytać

Dyskusja dotycząca budowy przejścia dla mieszkańców Żabińca przez teren szpitala im. Gabriela Narutowicza nie kończy się. Radny Łukasz Wantuch nie przestaje podkręcać atmosfery i robić wyrzutów władzom szpitala. Tymczasem dyrekcja tej placówki podkreśla, że jej obowiązkiem jest dbanie o bezpieczeństwo pacjentów i przestrzeganie procedur.

A gdyby zamiast szpitala Narutowicza stał duży dom z ogrodzonym terenem zielonym, mielibyśmy pretensje, że jego właściciel nie pozwala mieszkańcom korzystać z pięknych ogrodów i przechodzić przez posesję? A gdyby była tam szkoła lub przedszkole, chcielibyśmy, by obok bawiących się dzieci przemykały tłumy obcych ludzi? A gdyby był to klasztor, zwracalibyśmy się do przeora z prośbą o udostępnienie terenu dla mieszkańców sąsiadujących z nim osiedli?

Pytania, na które każdy rozsądny człowiek odpowie „NIE”, można mnożyć. Tylko po co? Radny Łukasz Wantuch najwyraźniej uzależnił się od krytykowania władz szpitala im. Narutowicza. Powód? Jego zdaniem dyrektor Renata Godyń – Swędzioł utrudnia życie mieszkańcom i nie pozwala na budowę pieszej ścieżki dla mieszkańców Żabińca przechodzącej przez teren szpitala czy też zdemontowanie ogrodzenia szpitala od strony nasypu kolejowego.

– Moim obowiązkiem jako dyrektora szpitala jest dbanie o zdrowie i życie pacjentów, a zdemontowanie istniejącego ogrodzenia od strony torów kolejowych stwarza realne zagrożenie zarówno dla poruszających się tam ludzi jak i dla transportu sanitarnego, który jadąc na sygnale z pacjentami znajdującymi się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego powinien mieć zapewniony bezkolizyjny dojazd do SOR-u – mówi dyrektor Renata Godyń – Swędzioł. Ponadto rozporządzenie Ministra Zdrowia z 27 czerwca 2019 roku nakazuje, aby wejście dla pieszych i podjazd dla karetek zorganizowany był niezależnie od innych wejść i podjazdów do szpitala. – Obecnie nasz szpital spełnia te warunki. Do SOR-u prowadzi odrębna droga i chodnik, zabezpieczone wzdłuż istniejącym ogrodzeniem, a od strony wjazdu szlabanem z kontrolą dostępu. Usunięcie ogrodzenia, co sugeruje radny Wantuch byłoby niezgodne z procedurami. Ponadto szpital posiada w swoich strukturach lądowisko, a rozporządzenie nakłada na służby szpitala zabezpieczenie terenu lądowiska przed dostępem dla osób postronnych – dodaje dyrektor Godyń – Swędzioł.

Na Facebooku radnego pojawia się ogrom pomysłów – co zrobić, żeby przejście między Żabińcem a ul. Prądnicką wreszcie powstało? A to zdemontować przęsła, a to przesunąć ogrodzenie o 50 cm (a tym samym ograniczyć wjazd karetek na teren szpitala), a to wyciąć konary i pozwolić mieszkańcom radośnie przechodzić przez nasyp kolejowy. Pozwolić czekając na tragedię, gdyż spacer wspomnianym nasypem jest szalenie niebezpieczny. Na to też radny Wantuch znalazł godny siebie sposób i przy pomocy kilku osób wyciął jeden pień, by „można było przejść jak człowiek przez to miejsce”. Oczywiście sankcjonując bezprawie, bo przejście przez nasyp jest nielegalne. Swojego czasu PKP postawiły tam znak „zakaz przejścia”, ale został zdemontowany przez mieszkańców. Radny pokusił się także o „subtelną” złośliwość – „Został pieniek. W pierwszej chwili chciałem go wywieźć, ale potem pomyślałem, że postawię go przed wjazdem do szpitala, koło szlabanu. Tak na pamiątkę” – napisał na swoim profilu ku uciesze obserwujących. Jako prawnik powinien wiedzieć, że wycięcie, jakiego dokonał wymaga zgłoszenia do Wydziału Kształtowania Środowiska i sporządzenia w tym zakresie protokołu przez inspektora. Jeśli taka procedura nie była przeprowadzona, pan radny naraża się na wymierzenie kary pieniężnej. Co właściwie nie dziwi, bo to nie pierwsza i zapewne nie ostatnia jego nadgorliwość.

Temat w mediach społecznościowych nakręca się jak spirala, jakby nikt nie słyszał, że władze szpitala w porozumieniu z władzami miasta są na najlepszej drodze do rozwiązania problemu. – Wypracowaliśmy kompromis. 29 września otworzyliśmy przejście przez teren szpitala pomiędzy Domem Pielęgniarek i remontowanym budynkiem na potrzeby pracowni patomorfologii i pomieszczeń magazynowych. Ponadto zastępca prezydenta pan Andrzej Kulig poinformował szpital o możliwym alternatywnym rozwiązaniu, czyli planowanym do wykonania na terenie szpitala odcinka chodnika wraz z bramką w ogrodzeniu. Teren ten jest wygrodzony od lądowiska helikopterów i Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Ta propozycja pozwoli rozwiązać problem mieszkańców – mówi dyrektor Renata Godyń – Swędzioł.

Na najbliższym posiedzeniu Rada Miasta Krakowa będzie głosowała nad tym rozwiązaniem. Choć radnemu Wantuchowi tamtym chodnikiem pewnie dalej będzie za daleko.

Marek Adamski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca