„Andrzej Dupa” oszpeci Kraków?

PUBLICYSTYKA. Dobiegła mnie wiadomość. Zmęczona, rozczochrana, ze spoconym czołem. Obiegła kraj cały, więc – jak mówi młodzież – się „zmachała” trochę. „Andrzej Dupa” – brzmiała. I nie, nie, nie – wcale nie chodzi o tego Andrzeja, co mu tam ten dziesięciolatek w szkolnej toalecie opolskiej podstawówki naubliżał. Tą sprawą zajęła się już prokuratura, więc na pewno zostanie rozpatrzona z najgłębszą czcią i wiarą.

Wiadomość która dotarła do mnie ostatnio, przybiegła z Katowic, gdzie pewien przestępca miał czelność powielić napis „Andrzej Dupa”. – W toalecie katowickiego Teatru Korez, który znajduje się w gmachu dawnego „Dezember Palast”, a dzisiaj jest siedzibą Instytucji Kultury Katowice Miasto Ogrodów, pojawił się napis „Andrzej Dupa” – donosi Gazeta Wyborcza (więcej tutaj).

W ten oto sposób mamy już dwóch Andrzejów, którzy są dupami. A właściwie to trzech. Uprzejmie bowiem donoszę, że na ścianie własnego pokoju, tuż nad łóżkiem, napisałem sobie „Andrzej Dupa”. Zainspirował mnie taki jeden Andrzej z Krakowa. I tak nie znacie, bo to chłop mało wyrazisty, raczej nie wychodzący przed szereg, mający trudności z wyrażaniem własnego zdania. Dupowaty taki. Jak definiuje to Słownik Języka Polskiego PWN: „dupa – o człowieku niezaradnym”.

Co więcej, jest tak przeźroczysty, że normalnie to bym go nawet nie zauważył. Skoro jednak już zapanowała moda na „Andrzeja Dupę”, to trzeba iść z duchem czasu. Po miejskich kiblach pisał nie będę, bo brzydzę się bazgrołami w przestrzeni publicznej, ale ścianę sypialni przyozdobiłem modnym ostatnio napisem…

A teraz, pisząc już serio (wyjaśniam, gdyż ci, którzy nie czytają ironii już wylali falę hejtu), rozmawiałem o zjawisku – nazwijmy go – „dupowatego Andrzeja” z psychologiem, profesorem Zbigniewem Nęckim z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Mamy potężną tendencję do naśladowania, tak zwanego małpowania, bez względu na to czy coś jest dobry czy złe. To naśladowanie często wyprzedza refleksję. Skoro ktoś coś zrobił, to ja zrobię to samo. Popularność małpowania w tym wypadku wynika z łatwości zastosowania – mówił mi ekspert z dziedziny psychologii. Ale jest też druga strona medalu. – Akurat w tym przypadku, takim naśladowaniem ośmieszamy działania władzy, prokuratury, polityków… – wyjaśnił.

Trudno więc pozbyć się złudzeń, że im większy szum medialny, który tworzą sami politycy wykorzystując napis „Andrzej Dupa” do toczenia swoich wojenek, tym większa chęć do małpowania i ośmieszania tychże polityków i podległych im służb.

I jeszcze jedno. „Andrzej Dupa” z pewnością jest mniej wulgarne niż szpecące Kraków tysiące napisów kiboli Wisły i Cracovii. A w przypadku tych bazgrołów, nie tylko pisanych po toaletach, ale i na reprezentacyjnych budynkach miasta, politycy, prokuratura i służby nie są tak szybkie, skrupulatne i skore do szukania sprawców, jak ma to miejsce w przypadku „Andrzeja Dupy”.

Łukasz Mordarski

fot. (u góry strony): Jan Lorek

Zobacz także