Na autostradzie zamarzał pies i nikt mu nie pomógł. Internauci wściekli. Ktoś kłamie?

Wydaje się, że była to sytuacja wyjątkowo prosta do opanowania, a doprowadziła do wielkiej afery. Przy autostradzie A4 w okolicach Frywałdu leżał ranny pies. Mimo próśb kierowców, nikt mu nie pomógł, a tłumaczenia spółki zarządzającej autostradą doprowadzają internautów do wściekłości.

Zgłoszenie o psie otrzymało Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Inspektorzy przyjechali na miejsce, ale z powodu ciągłego ruchu na autostradzie, nie mogli dostać się do rannego psa, który leżał na pasie zieleni oddzielającym obie nitki. Decyzją spółki Stal Export, która zarządza trasą, ruch nie został wstrzymany.

Przyjechała też policja, ale i ona nie była w stanie pomóc. Wszyscy stali i patrzyli, jak ranny pies zamarza.

W końcu na miejsce zdarzenia przyjechał przedstawiciel firmy, która ma umowę z firmą Stal Export. To oni rozwiązują takie problemy. Człowiek ten długo nie wysiadał z samochodu, w końcu powiedział, że zacznie działać dopiero wtedy, gdy z miejsca zdarzenia znikną przedstawiciele KTOZ – informuje „Gazeta Krakowska”.

Inspektorzy KTOZ odjechali, a gdy chwilę później wracali w stronę Krakowa, w miejscu zdarzenia nie było już ani psa, ani przedstawiciela firmy współpracującej z zarządcą autostrady. Ich zdaniem, przyjeżdża na takie zgłoszenia tylko po to, by… sprzątnąć zwłoki.

Zarządca autostrady tłumaczy swoje działania za pośrednictwem portalu Facebook.

 

Internauci szybko rzucili się do ataku. Jedna z komentujących napisała:

„Z całym szacunkiem, ale z wczorajszej relacji osoby, która zgłosiła Państwu cały incydent, wynika coś z goła innego. Wniosek jest jeden – albo ta osoba kłamie w żywe oczy, albo Państwo KOMPLETNIE nie byliście przygotowani na taką sytuację, niestety bezpośrednio przyczyniając się do śmierci zwierzęcia. W mojej ocenie Państwa zachowanie, a raczej kompletny chaos proceduralny, zupełna ignorancja i chamstwo oraz buta Państwa pracowników, jest karygodne i żenujące. Przykro stwierdzić, ale wygląda na to, że jedyne, co potraficie robić to zdzierać z ludzi pieniądze za korzystanie z autostrady. To, dla odmiany, wychodzi wam fantastycznie.”

Poparło ją blisko 300 osób, a następnie rozpoczęło prywatne śledztwo. Zarządca autostrady twierdzi, że pies został przewieziony do jednej z klinik weterynaryjnych w Zabierzowie. „Jak wykazały przeprowadzone na miejscu badania, nie miał niestety szans na przeżycie wypadku, wskutek rozległych obrażeń wewnętrznych. Decyzją lekarza został uśpiony, o czym informujemy ze smutkiem”.

Internauci dość szybko skontrolowali obie kliniki działające w Zabierzowie i okazuje się, że żadna z nich do takiej wizyty się nie przyznaje. „Tak, prosimy o dokumenty, które potwierdzą, że pies był przebadany zanim niby został uśpiony i u jakiego weterynarza. Gdyby to była prawda co piszecie o wczorajszym zdarzeniu takie coś chyba nie byłoby problemem prawda?? Sprawa by się wyjaśniła i byłaby jasna!! Ale wy ukrywacie okrutną prawdę. WSTYD!!!” – napisała jedna z komentujących.

Od publikacji ostatniego oświadczenia minęło 10 godzin, ale do teraz zarządca autostrady nie odpowiedział na lawinę pytań internautów. My również wysłaliśmy do nich nasze pytania i czekamy na odpowiedź.

(wm)

Najnowsze

Co w Krakowie