Awantura o wielką atrakcję Małopolski. Pracownicy nie otrzymują ani złotówki!

– Pracujemy za darmo! – piszą do nas ludzie zajmujący się małopolską koleją retro i mają żal do Czytelnika, który skrytykował organizowane przez nich przejazdy. Czy mają rację?

Głośno o sprawie zrobiło się po liście naszego Czytelnika, który skrytykował obsługę pociągu retro jadącego z Chabówki do Kasiny Wielkiej, zarzucając im m.in. lenistwo i brak chęci do rozmowy z turystami.

Oto ten list:

To powinna być wielka atrakcja całego regionu! Niestety, niszczy ją lenistwo obsługi

W odpowiedzi otrzymaliśmy kolejny list, tym razem od organizatora przejazdów, który wypunktowuje tekst Czytelnika. Oto jego racje: 

  • Po pierwsze obsługa pociągu retro (konduktorzy i organizatorzy) to wolontariusze – pasjonaci zabytkowej kolei którzy za swoją pracę nie biorą wynagrodzenia. Owszem, można zatrudnić przewodników, można każdemu zasponsorować audioprzewodnik, ale piszący ten artykuł za bilet zapłaciłby nie 30 a 100 złotych.
  • Po drugie proszę mi pokazać 3-godzinną atrakcję która obejmie: przejażdżkę unikalnym na skalę kraju zabytkiem, poczęstunek, bezpłatną gazetę o historii kolei, ulgowy wstęp na zwiedzanie muzeum i będzie kosztowała poniżej 30 złotych. Bardzo proszę. Narzekającym na maszynistę polecam przejechać się chociaż 10 km na parowozie pod górkę, a po tym zapraszam na dyskusję. Mało kto zdaje sobie sprawę jaka ciężka to praca. Chętnie zobaczę ile siły i ochoty na pogawędkę będzie miała taka osoba.
  • Po trzecie proszę pamiętać że kolej retro nigdzie nie jest i nigdy nie będzie maszynką do zarabiania pieniędzy. Pociągi retro nie jeżdżą komercyjnie, o czym nie wiedział chyba piszący. To że w ogóle istnieje takie miejsce jak Skansen Chabówka i są organizowane zabytkowe pociągi jest zasługą pasjonatów i firm i instytucji (PKP Cargo, Województwo Małopolskie) które choć częściowo finansują i wspierają działalność takich miejsc, a także osób którym się chce po godzinach pracy przygotowywać takie przejazdy.

    A na koniec organizator przejazdów dodaje: „Czytając takie artykuły po prostu się odechciewa robić czegokolwiek społecznie, dla pożytku wspólnego i pokazywania historii. Szkoda że autor tego artykułu nie chciał porozmawiać osobiście z organizatorami, mimo iż na każdym pociągu zachęcamy pasażerów do zadawania pytań i dyskusji, co zawsze chętnie czynimy”.

OD REDAKCJI: 

Z jednej strony gratulujemy i dziękujemy wolontariuszom, którzy poświęcają swój czas na to, by pokazać turystom niewątpliwą atrakcję, jaką jest pociąg retro. To dziś rzadkie i zasługuje na najwyższe uznanie.

Z drugiej jednak strony uważamy, że nie można wszystkiego przykrywać płaszczem „wolontariat”. Wolontariusz też może o czymś turystom opowiedzieć, a jeśli nie ma na to ochoty (do czego ma pełne prawo!), to można zatrudnić przewodnika, który i coś opowie, i odciąży zmęczonego maszynistę. I bilet zamiast 30 zł, nie będzie wówczas kosztował 100 zł, ale np. 33-35 zł. A to nie jest chyba zbyt wygórowana cena za to, by uniknąć oskarżeń o lenistwo.

 

Zobacz także