„Bez sztampy dla Krakowa” – rozmowa z autorką wyjątkowych stojaków rowerowych

fot. Facebook

– Stereotypy i niektóre konwenanse trzeba łamać. Osoba z dredami wciąż kojarzy się z dzieckiem ulicy – mówi Iza Chyłek, krakowska aktywistka, której cechą charakterystyczną są długie dredy i awangardowy wygląd. Wygrała 1. edycję Budżetu Obywatelskiego Województwa Małopolskiego i po raz kolejny łamie stereotypy. Tym razem te związane z wyglądem stojaków rowerowych w Krakowie.

Na spotkanie przychodzi w zaczesanych w kok dredach, z wiklinowym dużym koszem retro, zdjętym z roweru i w kolorowym, designerskim płaszczu, zakupionym na krakowskim Kiermashu, którego jest współorganizatorką. To nie jedyny designerski pomysł Izabeli Chyłek, zrealizowany dzięki współpracy z krakowskimi urzędnikami. W marcu Kraków wzbogacił się o nietypowy stojak rowerowy jej autorstwa. Wygięte solidne żeliwo w kolosalny, piękny napis „Sztuka” zagościł przy Teatrze Słowackiego. W ślad za nim powstaną kolejne. „Muzyka” i „Kultura” staną przy Operze Krakowskiej, Filharmonii, przy Muzeum Lotnictwa Polskiego, Etnograficznym i Archeologicznym, przy Małopolskim Instytucie Kultury i Małopolskim Ogrodzie Sztuki. Z kolei „Kantor” pojawi się przy „Cricotece”.

Adriana Krawiec: Mimo Twojego młodego wieku Kraków Ci już sporo zawdzięcza. Jesteś autorką miejskich mebli czyli kulturalnych stojaków rowerowych w Krakowie. Pierwszy stanął niemal rok temu przed Wojewódzką Biblioteką Publiczną na Rajskiej. Jest ukształtowany w niebanalne liternictwo, z którego ułożony jest wyraz Małopolska. Skąd pomysł na artystyczny stojak na rowery?

Iza Chyłek: Realizacja pierwszego stojaka uformowanego w designerski napis „Małopolska” związana jest z targami mody niezależnej Kiermash, przy których pracuję od wielu lat, a jeszcze a ściślej jest wynikiem mojej współpracy przy tej okazji z Urzędem Marszałkowskim. W czasach mocno rozwijającej się kultury transportu zrównoważonego, Kraków, łączy się z największymi stolicami Europy, stawiając na świadomy rozwój transportowy.

I tak zaczęła się twoja stojakowa przygoda. I równocześnie przygoda Krakowa z kulturalnymi stojakami, bo wkrótce potem wygrałaś 1. edycję Budżetu Obywatelskiego Województwa Małopolskiego i dostałaś prawie 100 tysięcy, żeby zrobić kolejne stojaki.

Tak, zdobyłam już doświadczenie, wiedziałam jak takie rzeczy powstają, dlatego mi zaufano. Projekt znalazł uznanie wśród głosujących. Niebawem do przestrzeni miejskiej wprowadzona zostanie seria 9 stojaków rowerowych zainspirowanych charakterem pisma znakomitego krakowianina Stanisława Wyspiańskiego. Styl jego pisma, a także utworzone z niego słowa mają jednocześnie pomagać i inspirować w życiu codziennym mieszkańców miasta. Sam projekt, słowo, zostały tak zaprojektowane, by maksymalnie wykorzystać publiczną przestrzeń, stanowiącą stojak rowerowy. Ustawione przed kluczowymi punktami miejskimi, będą wykorzystywane w codziennym użytkowaniu mieszkańców miasta. W ucieleśnieniu tego pomysłu pomogła Anna Rossowska, krakowska architekt, która przełożyła styl Wyspiańskiego na formę wizualną.

Jak powstają takie stojaki rowerowe? Pytam o warstwę wykonawstwa, tego, w gruncie rzeczy, użytkowego dzieła sztuki.

Technologia wytworzenia takiego mebla miejskiego jest bardzo skomplikowana i nie każda firma może wykonać taki projekt. Wykonanie stojaków ostatecznie powierzyliśmy podkrakowskiej firmie Wood & Iron Manufacture, a praca z pismem Wyspiańskiego była dla nich nie lada wyzwaniem. Wchodzimy w przestrzeń miejską, nie można pozwolić sobie na nieprzemyślany projekt. Ja od razu wiedziałam, że chcę pokazać krakowianom Wyspiańskiego, ale nieco inaczej, przez jego piękny charakter pisma. Został on odwzorowany już na pierwszym stojaku i można go podziwiać przy Teatrze Słowackiego. A przy okazji można z niego skorzystać. Już wkrótce kolejne miejsca, które dzięki tym stojakom będą teraz na nowo o nim ‚przypomnieć’. 
Stojaki, będą niejako podpisem mistrza, który złożył’ już nie na swoich wspaniałych pracach, ale w swoim ukochanym Krakowie. 

Nie pochodzisz z Krakowa, więc Krakowa musiałaś się niejako uczyć, mimo to dość szybko udało Ci się z Krakowem silnie związać i zaistnieć w mieście.

Jestem tu od 11 lat, pracuję dla Krakowa i czuję się krakowianką. Uważam, że krakowianie powinni być bardziej odważni. Po prostu trzeba podpatrywać świat i to, co w nim najlepsze przenosić na grunt swojego miasta.

Jak to robisz, że ci się udaje? Przecież nie każdy społecznik i pasjonat zostaje dopuszczony do rozmów z urzędnikami o swoich genialnych pomysłach. W dodatku masz na głowie pęk dredów. To nie przeszkadza?

Osoba z dredami wciąż kojarzy się z dzieckiem ulicy. To fakt. Stereotypy jednak trzeba łamać. Ja prowadzę swoją firmę od kilku lat. Dużo mnie to nauczyło. Poza tym pasjonuje mnie Kraków. No i mam szczęście do ludzi, którzy doceniają to, co mam do zaoferowania i to, że pozostaję sobą. Ubieram się i wyglądam tak, jak lubię. Rzecz jasna, jak idę na spotkanie w urzędzie zaczesuję włosy w kok (śmiech). Ale przede wszystkim nie boję się rzeczy innowacyjnych, odważnych, niemainstreamowych. I staram się nadać im krakowski sznyt. Może ta odwaga jest kartą przetargową w rozmowach na wysokim szczeblu. Może ludzi porywa to, że idę pod prąd, nie korzystam z mainstramu, ani w ubiorze, ani w stylu życia, ani w myśleniu. I dzięki temu udaje mi się dostrzec to, czego inni nie widzą.

Jak charakter pisma Wyspiańskiego…

To styl pisma artysty absolutnie wolnego, otwartego na interdyscyplinarność sztuki.

Dlaczego akurat Wyspiański?

W Krakowie, na każdym kroku ten młodopolski artysta daje o sobie „znać”. Jego metafizyczna obecność w jego w końcu mieście stała się przyczynkiem do powstania projektu. Jest najważniejszą postacią, jeśli chodzi o teatr polski XX wieku. Bez jego twórczości trudno zrozumieć czym jest sztuka, a nawet w mniemaniu wielu – czym jest polskość.

Pomówmy o Kiermashu, bez którego być może nie byłoby stojaków. Jak robi się takie wydarzenie jak Kiermash? I nie pytam tu o najlepsze praktyki wydarzenia modowego. Kiermash to nie tylko największe targi mody niezależnej w Krakowie, to już niemal wizytówka Krakowa, wydarzenie idealnie wpisujące się w miasto.

archiwum prawytane / fot. Mateusz Skwarczek

Takie targi odbywają się na całym świecie. Przenosząc to, co już jest na Zachodzie, chodziło o to, by dostosować je do krakowskiego klimatu. I nam się to udało. Kiermash nie ma jednej linii promocji, jednej strategii komunikacji. Faktem jest, że łączy go design i niezależność, ale tak na prawdę każde wydarzenie jest zupełnie inne. Odbywa się też w różnych miejscach, tak bardzo kojarzonych z naszym miastem. Raz jest to więc Dworzec Główny, innym razem sławna perła PRL-u krakowski Jubilat czy modne ostatnio Muzeum Inżynierii Miejskiej. Skoro miejsca są różne, inny jest też przekaz każdego z wydarzeń. Choć wystawiają się tu wystawcy modowi z całej Polski, bohaterem głównym wydarzenia jest Kraków.

Jaka jest Twoja rola w Kiermashu?

Ogarniam całość, negocjuje umowy, podpisuje umowy, zdobywam partnerów, zajmuję się dokumentami  przebiegiem wydarzenia, kontaktem z mediami, promocją, koordynacją, logotypami, plakatami, ulotkami, transportem, muzyką, światłem i dobrą energią. Ale tak naprawdę bez współpracy z Mateuszem Kaczanem i promocji Faustyny Ostróżki wydarzenie nie miałoby racji bytu. 

Twoje stojaki doskonale wpisują się w trend walki ze smogiem. Politycy chętniej popierają tego rodzaju inicjatywy. Z pewnością wiedziałaś o tym tworząc swoje artystyczno-ekologiczne dzieła dla Krakowian? Czy masz w sobie „żyłkę” polityka?

Współpracując blisko z Urzędem Marszałkowskim, wiedziałam, że tego rodzaju projekt doskonale wpisze się w wizję urzędników, dotyczącą zrównoważonego transportu oraz walki ze smogiem, z czego bardzo się cieszę, bo po prostu kocham rower oraz Kraków. Poza tym jako aktywistka dążę do poprawy życia mieszkańców Krakowa, ale także jako właścicielce znanych krakowskich klubów kulturalnych: Pauzy In Garden i Pasażu nie będę ukrywać, że chodziło także o warstwę kulturalno-społeczną.  W tym roku obchodzimy 110 rocznicę śmierci Wyspiańskiego. To był wymarzony moment, aby pokazać krakowianom i turystom raz jeszcze Jego osobę w sposób nowy, współczesny i świeży. Nietrudno się nim fascynować. Był malarzem, poetą, geniuszem, a nawet „młodopolskim designerem”, ponieważ pokusił się w swojej twórczości o projektowanie mebli. Stanowią one kanwę dla zaprojektowanych przez nas na bazie jego kroju pisma miejskich stojaków na rowery. Ja mam tak, że jak patrzę na piękne rzeczy to mam piękne myśli.

Co nowego czeka nas w Krakowie dzięki Twojej inicjatywie? Czy już coś nowego urodziło Ci się w głowie i możesz się tym pochwalić?

Mój nowy projekt to Budżet Obywatelski Miasta Krakowa  i „Zielone dachy Krakowa 10 000m2 dachów obsadzonych roślinami”. Więcej informacji już wkrótce.

Rozmawiała Adriana Krawiec

Zdjęcie tytułowe: archiwum prywatne / fot. Mateusz Skwarczek

Izabela Chyłek – krakowska animatorka kultury, trendsetterka, aktywistka w zakresie poprawy jakości życia kulturalno-społecznego mieszkańców Krakowa. Konsultantka podczas tworzenia Programu Strategicznego Promocji Miasta Krakowa na lata 2016-2022. Współpracuje m.in. Sacrum Profanum, Krakowski Festiwal Filmowy, Festiwal Muzyki Filmowej, Etiuda i Anima, Kroki, Boska Komedia, Materia Prima, Netia Off Camera, Miesiąc Fotografii w Krakowie, a także wydziałem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wydziałem Promocji i Turystyki Miasta Krakowa i Departamentem Marki Małopolska. Właścicielka kawiarni Pauza In Garden, klubu Pasaż, menedżerka Samo Ż, pomysłodawczyni i współtwórca targów mody niezależnej Kiermash.

Zobacz także