Cała Polska śmieje się z „Miśka”. Mimo to niektórzy wciąż przed nim drżą…

fot. cbs.policja.pl

Był hersztem największej polskiej bojówki, niektórzy uważali go nawet za mafioza. Tymczasem dziś z „Miśka” śmieją się na wielu polskich stadionach. Niektórzy jednak wciąż się go boją.

Wyzywają go przede wszystkim fani Wisły. Podczas meczów krzyczą, że się sprzedał, że konfident itd. Kibolskie samobiczowanie nie wystarcza jednak kibolom z innych ekip.

Śląsk Wrocław przy Reymonta wywiesił flagę, która jasno dawała do zrozumienia, że to nie pierwszy członek „Sharksów”, który poszedł na współpracę z policją.

Z kolei, gdy Wisła pojechała do Zabrza na mecz z Górnikiem, to przywitał ją taki transparent

Mało? No to w niedzielę kibole Cracovii podczas meczu z Lechią Gdańsk w różnych miejscach stadionu rozwieszali transparent: „WSH konfitura” [WSH, czyli Wisła Sharks]. Robili tak po to, żeby napis był dokładnie widoczny z każdej kamery transmitującej spotkanie.

Część kiboli nabija się z „Miśka”, ale część wciąż autentycznie się go boi. Tylko nie tak, jak wtedy, gdy trząsł narkotykowym podziemiem. Teraz boją się, że Paweł M. wysypie tak wiele osób, że ręka sprawiedliwości dosięgnie także ich.

Najbardziej obawiają się kibole zaprzyjaźnionych ekip, czyli Widzewa Łódź i Ruchu Chorzów, ale drżą także inni, ponieważ światek przestępczy jest mniejszy niż by się mogło wydać.

Na razie wiadomo, że zeznania „Miśka” obciążyły już setki osób. Niewykluczone jednak, że ta liczba pociągnie łańcuszek liczony w tysiącach przestępców.

wt

Zobacz także