Latem w Krakowie na basen? Przygotuj się na drogę przez mękę!

Kiedyś jak człowiek chciał iść na basen to po prostu szedł. Dziś trzeba wcześniej zadzwonić, sprawdzić grafik i trzymać kciuki, by akurat było otwarte i obowiązywała pora zajęć uśmiechniętego bobasa, a nie szalonego delfina. My tego szczęścia nie mieliśmy i właściwą pływalnię znaleźliśmy dopiero za piątym podejściem!

Na wstępie – na pewno istnieją pływalnie, które zawsze i wszystkich przyjmują z otwartymi ramionami. Są też starzy basenowi wyjadacze, którzy świetnie znają grafiki. Ale my jesteśmy żółtodziobami, które po prostu chciały się schłodzić.

I okazało się to równie trudne jak przepłynięcie całego basenu na jednym wdechu.

SMS-y, banery, telefony

Ostania sobota. Kolejny dzień upałów i pierwszy, gdy ma się czas na basen. O godz. 8 tego pomysłu jeszcze nie było, ale pojawił się po dwóch godzinach prażenia słońca w szyby mieszkania.

– Rodzina! Na basen?!

– Na basen!

Prosty plan, szybka akcja i tylko jedno zawahanie – z którego z krakowskich przybytków skorzystać. Wielkich wymagań nie ma – byle basen był kryty, grzyb nie wyłaził z każdego kąta i była jakaś niecka dla dzieciaka.

Podejście pierwsze – mały basen na osiedlu. Dodzwonić się trudno, w końcu ktoś pisze SMS. Na pytanie, czy można się u nich schłodzić, odpowiadają: Zapraszamy od września!

OK, choć we wrześniu to pewnie będziemy szukali sauny, nie ochłody. Ale i tak miło, że odpisali.

Dobra, to może coś większego, czyli basen na Koronie. Wszystko ładnie rozpisane, kto i kiedy może wejść. I już ręczniki lądowały w plecakach, gdy żona zauważyła banner

Czyli następni chłodzą od września. No nic, próbujemy dalej.

Basen w Herbewie. Dzwonimy, przez telefon pełna kultura. I informacja, że „wolnych wejść” nie ma. Są tylko zapisy na aerobiki itp. Cóż, rocznego dziecka gimnastykować nie będziemy, więc jedziemy dalej (tzn. nie jedziemy, tylko dzwonimy).

Za pół godziny na pół godziny

O, chyba jest! Podobno bardzo czysty, rodzinny, idealny dla dzieci. Gdzieś w okolicach Ronda Grunwaldzkiego. Dzwonimy i znów jest miło.

– Dobrze państwo trafili, bo dziś zajęcia z maluchami. Mama, tata i dziecko. Cena 45 zł za pół godziny.

– A o której te zajęcia?

– No, zaczynają się za pół godziny.

– A jakaś inna możliwość?

– Tak, oczywiście. Wolne wejścia są od godziny 15.

Czyli albo w pół godziny (wraz z przejazdem, przebraniem się itd.) zbierzemy się na basen (a szkoda byłoby się spóźnić np. 10 minut, bo to 33 proc. czasu), albo z przyjemnością ochłodzą nas, ale za 5 godzin. Perspektywa raczej średnia.

Ostatecznie udało się za piątym razem – basen Comarchu przyjmował bez żadnych obostrzeń.

Taniec z makaronem i Delfinteam

Niestety, w Krakowie trudno o „chłodzenie na życzenie”. Albo ktoś zamknie basen latem (latem?!), albo ustawi sztywny grafik. W tym drugim przypadku może to i nie jest zły pomysł, w końcu specjalne zajęcia to też swego rodzaju atrakcja. Gorzej tylko, jeśli ktoś – tak ja my – nie ma o tym pojęcia. 

Dlatego pamiętajcie – zanim obiecacie dziecku wyjście na basen, sprawdźcie wcześniej , czy nie ma tam aquaerobiku, tańców z makaronem, czy treningów Delfinteam.

P.S. Specyficzne zwyczaje basenowe latem rozlały się po całej Małopolsce, bo właśnie w wakacje pływalnię w Brzesku zamykają o godzinie 18. Czemu? Zastrajkowali ratownicy, a miasto twierdzi, że nie ma pieniędzy na podwyżki.

Pewnie byśmy się o tym nie dowiedzieli, gdyby na tej pływalni nie wychował się Wojciech Wojdak, który dwa tygodnie temu został wicemistrzem świata na 800 m stylem dowolnym. Ma chłopak szczęście, że treningów nie miał rozpisanych po godz. 18…

Dawid Nizioł

zdjęcie tytułowe / fot. Pixabay

„Cracovia daje du*y”. Żenujący wpis zwyrola? Nie, to „elokwencja” prezesa MZPN

 

 

Najnowsze

Co w Krakowie