Ciekawy przypadek Łukasza Wantucha. Reguła czy wyjątek?

Musisz przeczytać

Łukasz Wantuch, krakowski radny, może zostać skazany, a tym samym może stracić prawo do sprawowania mandatu uzyskanego w wyborach. Jeśli sąd uzna jego winę, nie będzie mógł kandydować do Rady Miasta, Sejmu czy Senatu. Krytycy radnego Wantuch się cieszą, jego zwolennicy martwią. Ale prawda jest taka, że sam napytał sobie biedy i że właśnie taki mamy klimat polityczny. Ciekawy przypadek Łukasza Wantucha trzeba rozpatrywać w kontekście pytania – czy jest on wyjątkiem, czy regułą?

Zacznijmy od wyjaśnienia, co takiego zrobił Łukasz Wantuch. W ubiegłym roku radny przekonał właściciela billboardów, na których wywieszono antyaborcyjne plakaty z martwymi płodami, by te drastyczne treści zasłonił. Teraz radnemu zostanie postawiony zarzut „podżegania do niszczenia cudzego mienia”. Oburzający się na eksponowanie w przestrzeni publicznej tak drastycznych zdjęć chwalili radnego. Obrońcy antyaborcyjnych plakatów uznali, że taki sposób zmiany treści ich przesłania to łamanie prawa. I teraz to oni stają się górą w tym sporze.

Wina radnego wydaje się dość oczywista, choć ostatecznie zdecyduje o tym sąd. Rozumiem jednak motywy działań radnego. Nie jestem zwolennikiem wielkich martwych płodów na billboardach. Może jestem już stary (oby nie), ale uważam, że pewnych treści publicznie nie należy eksponować, że są granice (może bardziej tak bym chciał, by były, niż wierzę, że są). Weźmy sobotnią reanimację piłkarza reprezentacji Danii, w której uczestniczył cały świat. W tym wielkim dramacie przyzwoicie zachowali się jego koledzy z drużyny, którzy zrobili mur z własnych ciał, by walki o życie nie toczył na oczach całego świata. I kibice fińscy, którzy swoją narodową flagę oddali jako parawan. BRAWO! Czy reanimacja była skuteczna, bo pokazywały ją kamery? Nie. Była skuteczna, bo podjęto ją szybko i zrobili to fachowcy. Czy walka o życie każdego poczętego dziecka będzie skuteczniejsza, gdy cały Kraków zalepimy martwymi płodami? Też nie. Nie tak należy zabiegać o to, by było mniej aborcji.

Jednak to nie oznacza, że można niszczyć (dla mnie to bardziej zmiana treści) plakaty antyaborcyjne, za wywieszenie których już ktoś zapłacił. Trzeba było zapobiec ich wywieszeniu, a nie je zalepiać. Właściciel firmy reklamowej mógł odmówić ich wywieszenia. (wiem, zgodziłaby się inna firma reklamowa). Jak plakat już wisiał, było za późno. I w tym kontekście wina radnego wydaje się dość oczywista, choć oczywiście zarzut „podżegania” brzmi wręcz gangstersko.

Przypadek Łukasza Wantucha to klasyczny przykład stosowania zasady „cel uświęca środki”. I to po obu stronach barykady. Radny uznał, że najważniejsze jest zasłonięcie martwych płodów, cel swój osiągnął metodami nie do końca zgodnymi z – prawem (?!), zasadami życia społecznego (?!), rozsądkiem (?!). Druga strona mogła go przecież pozwać prywatnie i zażądać odszkodowania, ale wytoczono działa w postaci ścigania publicznego.

Przypadek Łukasza Wantucha to także przykład podchodzenia do prawa – nazwijmy to – z dużą rezerwą. Niestety robią to prawie wszyscy, choć w ostatnim czasie przykład takich działań idzie z samej góry. Dlatego przypadek radnego staje się już regułą, choć pewnie on może zapłacić za to więcej niż inni. Bo akurat taki mamy klimat polityczny. Czy ktoś ma wątpliwości, że gdyby dziś rządziła lewica radny dostałby zarzut „podżegania do niszczenia mienia”? Bardziej prawdopodobna byłaby sprawa wytoczona wobec drugiej strony za eksponowanie w miejscu publicznym drastycznych treści.

Grzegorz Skowron

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca