Co za zamieszanie! To kto w końcu wygrał te wybory?!

– Gdyby nie słupki i wykresy, to jeszcze kilka dni po ogłoszeniu wyników stałaby jak wryta. Bo choć liczby są bezdyskusyjne, to zwycięzców wyborów mamy co najmniej trzech – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews.pl porównuje życie w obu miejscach.

Zaraz wzniesie się lament, że co mnie obchodzą wybory w Polsce, skoro stąd czmychnęłam, wybierając słoneczną Hiszpanię. Po pierwsze nie czmychnęłam, a chwilowo wyjechałam. I po drugie obchodzą, bo Polska to jest i zawsze będzie moja ojczyzna.

PiS zwycięzcą? Nigdy w życiu!

I dlatego ja też głosowałam, ale już nawet po ogłoszeniu wyników dochodziły do mnie sprzeczne informacje co do zwycięstwa. No bo gdzie nie spojrzałam (a teraz w Polsce nie wolno śledzić tylko jednej telewizji), to jednak najwięcej głosów zebrał PiS.

Ale zaraz słyszę od zwolenników opozycji, że ci od Kaczyńskiego to są jednak przegranymi, bo mają o jeden mandat mniej w Senacie (i tu jeszcze mogę się zgodzić), ale przegrali też, bo chcieli mieć większość konstytucyjną, ale ledwie mają zwykłą. Czyli przegrali i basta.

OK, no to szukam dalej – kto wygrał wybory? Pytam po rodzinie zwolenników obozu rządzącego i słyszę, że zwycięzcą na pewno nie jest Koalicja Obywatelska. I to nie dlatego, że była druga, ale dlatego, że jej wynik to klęska. Klęska? Pamiętam, gdy jeden z polskich sportowców zrugał dziennikarza po pytaniu: „Czy nie żal Ci, że to tylko srebrny medal?”. Sportowiec tylko zaśmiał się pod nosem i stwierdził, że w Polsce to potrafią tylko krytykować. I odszedł.

Polska mentalność

PiS – nie, KO – nie. No to kto wygrał? Ano ci trzej najsłabsi, czyli Lewica, PSL/Kukiz i Konfederacja. Bo jedni po latach niebytu się odrodzili, drudzy złamali jakąś tam barierę, a trzecich to w parlamencie od ćwierć wieku czy ileś tam nie było.

Pokrętna ta polska polityka, gdzie najmocniejsze partie są przegranymi, a zwyciężają te z dołu zestawienia. A może to po prostu odzwierciedlenia naszej mentalności? Że najchętniej uderzamy w tych, którzy są na górze, chętniej przyznając rację tym z dołu. Oczywiście do czasu, aż nie wydrapią się na szczyt.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Najnowsze

Co w Krakowie