Czarny Wtorek: Mama (dziewczyna) w pociągu

fot. Ömer Ünlü via Foter.com

Forbes podał, że odkąd Bogusław Cupiał pozbył się Wisły, jego majątek wzrósł o miliard złotych. Hm… Trudno mi to sobie wyobrazić. Cóż to za inwestycja przyniosłaby miliard w pół roku… Podejrzewam, że to efekt świątecznych porządków. Właściciel Tele-Foniki zajrzał pod dywan:
– Helena, patrz, jest ten miliard, co go kiedyś zgubiłem. Tu go dałem.

Święto takie samo, jak u mnie w domu gdy w brudnych dżinsach znajdę wymiętolony banknot dwudziestozłotowy, choć Forbes o tym nie pisze. To nie jest ta brakująca kwota, która wepchnęłaby mnie na listę najbogatszych Polaków. Jeszcze nie.

Ale teraz nie o tym. Otóż muszę przyznać, że nie lubię, gdy ludzie oceniają po pozorach, a sam to czasem robię.

Kilka dni temu jechałem pociągiem do Poznania. Na jednej ze stacji wsiadła kobieta, na oko 35-letnia, z 8-letnim (jak się okazało podczas kontroli) synem. Chłopiec ewidentnie zafascynowany podróżą. Siada, rozgląda się po pociągu, zdziwiony, że już po cichu ruszyliśmy, wygląda przez okno, wtedy mama klepie go w ramie: „Masz”. I podaje mu telefon komórkowy.

Chłopiec grzecznie bierze telefon do ręki, zaczyna grać w Angry Birds. Gra, ale nie może się skupić, w pewnym momencie oddaje mamie telefon: „Nie chcę już”. Mama zdziwiona, patrzy na chłopca takim wzrokiem, co mówi: „Co z nim? Chory?”. Albo: „O Boże… on jest jakiś inny. Gdzie popełniłam błąd?”. Chłopiec patrzy przez okno nieco sennie, w końcu zasypia, za chwilę się budzi, nudzi się, wierci, znów rozgląda. Mama nachyla się do niego i szeptem: „Chcesz telefon”?

Ożesz ku*wa, wtedy już nie wytrzymałem. Mówię: „Co jest, kobieto? Nie chcę cię po pozorach oceniać, ale co z tobą? Dlaczego z synem nie porozmawiasz? Dlaczego nie pokażesz mu pociągu? Nie pójdziecie do warsu? Nie spróbujesz odpowiedzieć, gdy pyta, co to za dziwna budowla za oknem? O, patrz Łódź, o patrz a tu jest wyświetlona prędkość z jaką jedziemy. Dlaczego nie opowiesz mu, jak wyglądały pociągi, gdy ty byłaś mała? Dlaczego, do stu tysięcy gromów, ograniczasz świat swojego dziecka do pacania paluchem w malutki ekranik?”

Nie odpowiedziała nic, bo nie zapytałem, nie wstałem, nie poderwałem się z miejsca. To nie w moim stylu, no może, gdyby ta podróż dłużej trwała to bym się zdecydował, ale na oko to dobra mama była, troskliwa, może zły dzień miała, ale jej postawa każe zapytać, dokąd, my ludzkość, zmierzamy.

Ślipimy w ekraniki w każdej wolnej chwili. W autobusie miejskim robi to pewnie połowa pasażerów i ja często też. Ale jak na chwilę podniosę głowę i na nas patrzę, czuję się zażenowany.

Znów jednak jest stąd blisko do krzywdzącej oceny. Przyjęło się uważać, że jeśli ktoś w autobusie czyta książkę to jest człowiekiem o szerokich horyzontach, a ten obok, co pochyla się nad telefonem, jest nieco zidiociałą personą nie widzącą dalej niż to, co jej fejsbuk podsunie. Ale, ale. Przecież ta książka to mogą być wspomnienia Ilony Felicjańskiej czy innej Agaty Młynarskiej, za to osoba z telefonem być może właśnie zapoznaje się z traktatami Schopenhauera. I szybko okazuje się, że „idiota z telefonem” nie miałby o czym rozmawiać z „książkowym intelektualistą”.

A propos Poznania, bo tam przecież jechałem. Mówi mi właściciel sklepu z żelaznym złomem: „Nie wiem, jak to będzie, bo chcą nam ulicę przebudować i nie będzie tu można parkować” – mówi mi, załamuje ręce. Tak mówi, a ja sobie myślę, ha, skąd ja to znam. Skąd my to znamy, prawda? Obejrzałem nagranie z konsultacji na temat reorganizacji ruchu samochodowego w centrum Krakowa i jestem zażenowany zachowaniem dużej części osób, które tam się zjawiły, poziom gimnazjum (nie obrażając dzieci). Ktoś podczas konsultacji mówi, że chciałby aby centrum Krakowa wyglądało podobnie do centrum Amsterdamu. Natychmiast go przekrzykują. – Pakuj się! – skanduje jakiś gość, a sala pęka ze śmiechu. Tak to wygląda przez dwie, trzy godziny. Dużo we mnie empatii i jak patrzę na pracownika ZIKiT, który prowadzi te konsultacje, to po prostu mi go żal.

Przez wiele lat mieszkałem w ścisłym centrum Krakowa, teraz mieszkam na peryferiach i sprawa dla mnie jest prosta – jeśli jadę do centrum, w okolice Rynku, na Kazimierz – jadę tramwajem. Po prostu nie widzę sensu, by pchać się tam samochodem, stać w korkach, a potem płacić jeszcze za parking. A mam wrażenie, że jest spora grupa osób, które chciałby zamienić Rynek na parking. O, wtedy byłoby łatwo dojechać, a potem zaparkować.

Mateusz Miga

fot. Ömer Ünlü via Foter.com

Zobacz także