Czarny Wtorek: Nie wierzcie w nic, co przeczytacie. Śmierć za kilka lajków

To koniec, przekroczona została kolejna, pewnie jedna z ostatnich granic. Nie wierzcie w nic, co przeczytacie w internecie, nawet jeśli piszą to wasi dobrzy znajomi. Potrzeba zysku, sensacji i kliknięć już dawno wymknęła się spod kontroli i wcale nie mam na myśli tego, co wyprawia się w serwisie KRKnews.

OK, ja nie mam zamiaru kluczyć, od razu przechodzę do meritum.

Zacznie się jednak kiepsko, bo zacznie się tak: Znajomy znajomego ma wśród znajomych na Facebooku pewnego typka. Wiem, słabo się zaczyna, ale czytajcie dalej.

Znajomy znajomego znajomego napisał na Facebooku mniej więcej tak:

„Mam raka. Poważna sprawa, zero szans. Pozostało tylko leczenie paliatywne. Jeśli ktoś chce mi coś powiedzieć na pożegnanie, zapraszam we wtorek o 16 do restauracji Zlew”.

(Nazwa restauracji zmyślona).

Każdy pomyślał „ojej”. Znajomy naszego znajomego także. „Ojej, przecież to taki młody człowiek. Trudno w to uwierzyć”. Wszyscy byli w szoku czego wyraz pozostawili w licznych komentarzach.

Na drugi dzień wpis zniknął. Każdy znów pomyślał „ojej”. Ale prawda wyszła na jaw dopiero dwa dni później. Okazało się wtedy, że ten znajomy znajomego znajomego dokonał owego wpisu na potrzeby programu telewizyjnego. Nic mu nie dolega, na pewno nic poważnego, żaden rak ani nic. Napisał tak, by zbadać zachowanie ludzi na zaskakującą wiadomość tego typu. Jednym wpisem oszukał wszystkich znajomych, bliskich (kto wie, może kogoś ostrzegł, że to nieprawda. „Mamo napiszę, że umieram, ale nie martw się, to taki żart), bo uznał, że w ten sposób najlepiej zbada ich reakcję.

„Ojej”.

To oczywiście nie pierwszy przypadek, gdy ktoś udaje, że umarł, ale pierwszy mi znany tak podły, powodowany tak niskim pobudkami, a co najgorsze – absolutnie nieśmieszny.

Bo ja zrozumiem wiele, jeśli to jest podszyte nicią absurdalnego humoru. Spójrzcie na takiego Kena Kesey’a, szerzej znanego jako autora książki „Lot nad kukułczym gniazdem”. Wpadł kiedyś za posiadanie narkotyków i nim trafił do aresztu, postanowił sfingować samobójstwo. Napisał pożegnalny list, znajomych poprosił, by zepchnęli jego samochód z wysokiego klifu, a sam w tym czasie uciekł przez zieloną granicę do Meksyku. Wrócił kilka miesięcy po „pogrzebie”, ale w Stanach czekało go rozczarowanie, otóż policja nie uwierzyła w jego śmierć. Gliniarze spokojnie czekali aż wróci z wycieczki, by wtrącić go za kraty.

Niektórzy twierdzą, że swoją śmierć upozorowali także Elvis Presley, Adolf Hitler i Michael Jackson. A teraz siedzą gdzieś razem i rozprawiają o sztuce. Albo przechwalają się, który z nich bardziej narozrabiał.

Ale gdy w tej mistyfikacji śmierci brak jakieś wyższego celu, albo gdy jest to całkowicie pozbawione poczucia humoru, jak w przypadku tego znajomego znajomego znajomego, staje się to po prostu obrzydliwe i żałosne. Ot, śmierć za kilka lajków.

Potop nieprawdziwych informacji, który zalewa ostatnio internet już dawno przekroczył skalę przyzwoitości. Dzieje się to nie tylko u nas, ta plaga opanowała cały świat. Internet, który już na zawsze miał dawać przewagę prawdzie, dziś jest siedliskiem kłamstwa. Strach w cokolwiek klikać.

Mateusz Miga

fot. Interiorrain via Foter.com

Czarny Wtorek to cotygodniowy cykl, w którym autor próbuje mniej lub bardziej nieudolnie mierzyć się z rzeczywistością.

Czarny Wtorek: Pierwszy pingwin

Najnowsze

Co w Krakowie