Czarny Wtorek: Zakopane przaśne już na zawsze

Jak co roku wybrałem się do Zakopanego na skoki. Tym razem byłem nieco spóźniony i ostatecznie ani w sobotę ani w niedzielę pod Krokiew dotrzeć mi się nie udało, ale przynajmniej zrozumieliśmy w końcu, dlaczego Zakopane już zawsze będzie nieco przaśne.

Zakopane mnie nie przyciąga. Prywatnie jestem skłonny tam pojechać tylko dla Kasprowego Wierchu. Dla naszej wielkiej góry. Dla niej potrafię wstać o 5 rano, by jeszcze przed 9 spojrzeć z góry na biały bezkres, wsłuchać się w tę błogą ciszę i puścić się w dół. I tyle, koniec. Nic innego nie ma tej liście, to lista składająca się z jednego, krótka, prawda lista.

Skoki przyciągają mnie z punktu widzenia zawodowego, choć w tym roku akurat się nie napracowałem przy ich obsłudze. Przyciąga mnie wydarzenie, obecność wielu znajomych z całego kraju, których na co dzień nie widuję. Ma ta impreza coś w sobie, oprócz tego, że jest przaśna i hałaśliwa, generuje pewien czar, ma w sobie to napięcie charakterystyczne dla naprawdę dużych wydarzeń sportowych.

Ale na co dzień? Nie widzę atutów Zakopca. Nie zabiorę tam rodziny, no może raz, poza sezonem, by – ot tak – odbębnić wizytę w stolicy polskich gór. Nie porywa mnie duch Krupówek, a Gubałówkę poważam tylko marginalnie, jako raczej karykaturę niż prawowitego przedstawiciela gór. Nie odnajduję się w tym pośpiechu, w tym szeleszczącym pędzie kolorowych kurtek, w miejscu, które przecież powinno dawać  wytchnienie, luz i oddech (khe, he PM10, he, he).

Przyjazdy na skoki mają to do siebie, że wieczorami trzeba się gdzieś podziać i w tym roku okazało się, że z i tak skromnej listy atutów odpadła jeszcze jedna pozycja. Otóż padł Dworzec Tatrzański. Z tego co udało się ustalić – gospodarz budynku PTTK miał dość duże wymagania finansowe, a Dworzec poza sezonami świecił ponoć pustkami. Dworzec padł, za to przetrwało owiane złą sławą Morskie Oko (Powrót do domu z portfelem i telefonem w kieszeni, z wszystkimi zębami na miejscu możesz uznać za sukces).

W sezonie do Morskiego Oka (do Skandali też) stoisz w długiej kolejce (Dworzec też był wypchany, sporo ludzi jest też w Europejskiej). Poza sezonem – utrzymać się mają szansę tylko nieliczni. Morskie Oko utrzymuje się latami, a gdy pojawi się coś odrobinę ambitniejszego (Dworzec), zaraz kończy marnie.

Wpadliśmy na to drałując pod górę do naszej kwatery, gdzieś hen, na ulicy Ciągłówka (dobrze, że opinie na temat gospodarza sprawdziliśmy dopiero po powrocie, by byśmy z tej oferty nie skorzystali: „Ostrzegam nie śpijcie tam!”). A generalnie nie było tak źle, choć nasze wymagania nie są wielkie i nie przeszkadzał nam nawet brak papieru toaletowego w łazience, w końcu spędziliśmy na kwaterze ledwie mgnienie.

Mateusz Miga

Zobacz także