Czy czeka nas „zielona rewolucja”? Radny chce by miasto zrezygnowało z koszenia trawników

Musisz przeczytać

Nie ma żadnego merytorycznego uzasadnienia dla pozostawiania biologicznej pustyni – tak o pomyśle zaniechania koszenia miejskich trawników mówi Łukasz Wantuch, radny Przyjaznego Krakowa.

W tej sprawie przygotował projekt uchwały kierunkowej, która miałaby wejść w życie w przyszłym roku.

Podkaszanie

Projekt uchwały zakłada całkowitą rezygnację z koszenia trawników miejskich z wyjątkiem miejsc, w których wysoka roślinność zagrażałyby np. bezpieczeństwu ruchu drogowego, a także w parkach, do których mieszkańcy przychodzą piknikować.

Zamiast koszenia, radny proponuje ich podkaszanie na długość 20-30 centymetrów od krawędzi chodnika, tak, aby mieszkańcy wiedzieli, że jest to celowy zabieg, a nie zaniedbanie ze strony miasta.

Wantuch postuluje również, by na nieskoszonych połaciach stanęły dwujęzyczne tablice informujące mieszkańców i turystów o powodach takiego działania.

I tak pylą

W opinii Łukasza Wantucha zaniechanie koszenia – wbrew niektórym głosom – nie miałoby znaczącego wpływu na samopoczucie alergików. – Kosimy trawy w sytuacji gdy one są wysokie, w pełni rozkwitu. W jednym momencie za sprawą kosiarek i dmuchaw ulatniają się gigantyczne ilości pyłków. Dlatego sądzę, że przyjęcie takiego rozwiązania nie będzie miało znaczącego wpływu na ich stan zdrowia – stwierdza.

Podkreśla, że koszenie – nieraz bardzo radykalne – spotyka się z coraz silniejszym sprzeciwem mieszkańców, domagających się pozostawienia trawników w stanie jak najbardziej zbliżonym do naturalnego. – To niepotrzebna interwencja. Matka natura sama znajdzie rozwiązanie, nieskoszone trawniki będą siedliskiem dla pożytecznych jeży i owadów. Nie ma uzasadnienia dla zostawiania biologicznej pustyni – przekonuje.

Wantuch wskazuje, też na problem używanych przez kosiarzy urządzeń. Kosiarki, podkaszarki i dmuchawy wyposażone są zwykle w archaiczne silniki dwusuwowe, które nie dość, że niemiłosiernie hałasują, to na dodatek emitują do atmosfery znaczne ilości spalin będących źródłem szkodliwych dla zdrowia cząstek stałych.

ZZM: „Źle rozumiana zielona rewolucja”

Zarząd Zieleni Miejskiej do pomysłu radnego prezydenckiego klubu podchodzi z dużą rezerwą. Piotr Kempf, dyrektor jednostki przekonuje, że koszenie jest w pełni uzasadnione i trudno będzie zrezygnować zeń całkowicie.

– Gdybyśmy zaprzestali koszenia doszłoby do naturalnej sukcesji roślin. Trawniki zaczęłyby zarastać nie tylko bylinami, ale też krzewami czy drzewami, których nasiona roznoszone są z wiatrem, a to mogłoby się odbić na bezpieczeństwie – wyjaśnia w rozmowie z KRKnews.pl

Nie zgadza się również z opinią, że nieskoszone trawy nie mają wpływu na samopoczucie alergików.

Podkreśla, że ZZM w wielu miejscach wprowadza ograniczenie koszenia, tworząc „ekostrefy”, co z jednej strony spotyka się z przychylnością, a z drugiej oporami części mieszkańców. – W zeszłym roku wprowadziliśmy ograniczenie koszenia. Mamy ok. 30-30 ha miejsc koszonych tylko raz lub dwa razy w ciągu okresu wegetacyjnego. Te ekostrefy powiększają nam się z roku na rok. Chcemy dojść do sytuacji, by tych bardziej ekologicznych terenów będzie ok. 100 ha – przekonuje.

Podkreśla, że pomysł Łukasza Wantucha jest zbyt daleko idący, a przyjęte przez ZZM rozwiązanie, polegające na stopniowym ograniczaniu koszenia jest optymalny, godzi bowiem sprzeczne interesy różnych grup społecznych. – Mówimy z radnym wspólnym głosem, ale musimy brać pod uwagę opinię mieszkańców, dla których nieskoszone trawniki są problemem – zapewnia.

Szef miejskiej zieleni zaznacza, że coraz więcej trawników zostaje zamienione na wyczekiwane i lubiane przez mieszkańców łąki kwietne. – Trzy lata temu nie mieliśmy ani jednej łąki kwietnej, a teraz jesteśmy polskim liderem w dziedzinie ich wysiewania – mówi..

Koszty!

Zdaniem Kempfa miasto za owe proekologiczne podejście musi płacić. I to całkiem sporo. – Rzadkie koszenie powoduje zwiększone nakłady finansowe, bo im wyższa trawa, tym większy problem z jej zbieraniem, drożej trzeba zapłacić też za jej wywózkę, bo konieczne są do tego przyczepy – stwierdza.

Czy uchwała ma szansę na sukces? By trafiła pod obrady Łukasz Wantuch Musi zebrać pięć podpisów pod jej projektem. I z tym może być problem. – Na świecie jest chyba tylko jedno miasto, gdzie nie kosi się trawników: Prypeć – tak pomysł radnego Przyjaznego Krakowa skwitował na Facebooku Michał Drewnicki z Prawa i Sprawiedliwości.

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca