Te dziewczyny szukają facetów. Odważysz się? Wywiad z tancerkami zespołu tańca irlandzkiego Eriu

fot. Eskaton | Agencja Filmowo-Fotograficzna

Praca, studia, doktorat, życie prywatne czy towarzyskie nie stoją im na przeszkodzie, by jeszcze wybrać się na długi paru godzinny i męczący trening. Dziewczyny z zespołu tańca irlandzkiego Eriu udowadniają, że wszystko jest możliwe. Zakwasy i obolałe mięśnie nie są im straszne, bo ich nagrodą jest uśmiech na twarzy publiczności.

Zespół Eriu nie tylko na krakowskich scenach można już podziwiać od 11 lat. Został założony przez pasjonatki tańca irlandzkiego. Choreografem zespołu jest jedna z jego założycielek Agata Kowalczyk – tancerka z dużym doświadczeniem scenicznym jak i pedagogicznym. Grupa tańczy zarówno taniec w miękkich baletkach jak i step.

Przez lata swojej działalności Eriu wystawiało swoje własne autorskie spektakle dotyczące tematyki kobiecej. „Kobieta” opowiada o zmianach zachodzących w poszczególnych etapach życia płci pięknej. Oprócz Krakowa spektakl był wystawiany również w Kieleckim Teatrze Tańca. „Splecione w nas” mówią o wpływie na siebie emocji, decyzji i ruchu, a „Odsłony” o rolach każdego z nas i postrzeganiu przez innych. Najnowszy ze spektakli „Wybór”, który miał premierę rok temu to widowisko jubileuszowe. Jest to historia tancerek Eriu i ich wyborach, które musiały podejmować? by tańczyć w zespole.

Obecnie Eriu tworzą same kobiety, ale to nikogo nie powinno dziwić. W irlandzkiej mitologii Eriu była boginią suwerenności, a od jej imienia „Éire” pochodzi nazwa Irlandii. Dziewczyny dzielnie łączą domowe i zawodowe obowiązki z pracą z zespole, która jest bardzo ciężka. Standardowo treningi odbywają się dwa razy w tygodniu, ale przed pokazami nawet cztery razy w tym weekendy. Trening dzieli się na rozgrzewkę z ćwiczeniami cardio i siłowymi oraz na część irlandzką, gdzie ćwiczy się kroki oraz układy. Taniec irlandzki jest bardzo skoczny, więc tancerki wypacają hektolitry potu. Trzeba się również liczyć z zakwasami na drugi dzień.

Wszystkiego najlepiej dowiemy się od tancerek Eriu. Dwie z nich: Urszula Górska oraz Joanna Baraniak opowiedziały nam o zespole.

Justyna Słowikowska: Co was przyciągnęło do tańca irlandzkiego?

Urszula Górska: Gdy byłam jeszcze w liceum jeździłam na festiwale muzyki irlandzkiej. Wtedy tylko bawiłam się pod sceną. Kiedy zobaczyłam po raz pierwszy taniec irlandzki zakochałam się w nim. Stwierdziłam, że kiedyś też tak zatańczę.

Joanna Baraniak: Już w liceum dzięki mojej nauczycielce angielskiego bardzo zainteresowałam się Irlandią i przede wszystkim muzyką irlandzką, która jak wiadomo jest wesoła i skoczna. Nie da się do niej po prostu siedzieć. Niestety w moim rodzinnym mieście nie było zespołu tańca irlandzkiego. Dopiero, gdy przyjechałam do Krakowa na studia to znalazłam odpowiednią grupę.

JS: Dlaczego zdecydowałyście się na Eriu?

UG: Wiedziałam, że w Krakowie są dwa zespoły zajmujące się tego rodzaju tańcem. W Comhlanie organizuje się warsztaty i ciężko dołączyć do grupy występującej. Natomiast w Eriu każdy bierze udział w wystawieniu spektakli i myślę, że to bardziej mnie nakłoniło. Do grupy wstąpiłam dopiero 3 lata temu, ale już sporo wcześniej się nad tym zastanawiałam. Pamiętam, że zespół Eriu organizował nabór, a ja spanikowałam, że nie dam rady. Kiedy potem przyszłam, okazało się, że nie jest wcale tak strasznie.

JB: Na początku tańczyłam u innego instruktora, który niestety wyjechał za granicę. Pewnego dnia spotkałam na ulicy koleżankę, która rozpoczęła swoją przygodę z Eriu. Namawiała mnie, że jest fajnie i są zajęcia dwa razy w tygodniu. Zachęciło mnie to, więc poszłam na trening z nadzieją, że będę mogła kontynuować naukę. Od razu zostałam przyjęta do zespołu i okazało się, że nie mam treningów dwa razy w tygodniu tylko aż pięć.

JS: Co na samym początku nauki było najtrudniejsze?

UG: Ja jedynie czego się bałam to, że będę beznadziejna i zaraz wyrzucą mnie z zespołu (śmiech).

JB: Chyba nie było dla mnie takiej rzeczy, choć czasem trudno skoordynować całe ciało. Wydaje się, że kończyn przybywa. Trzeba dużo ćwiczyć i wszystko staje się proste.

JS: Jak łączycie swoje obowiązki z tańczeniem w Eriu?

UG: Czasami jest ciężko. Studiuję i robię jednocześnie doktorat, przez który często wyjeżdżam za granicę. Staram się swoje wyjazdy ustawić tak, by jak najmniej treningów mi przepadło. Jest to spora logistyka, ale daje radę. Zawsze w mojej walizce znajdują się baletki i buty do stepu, więc jeśli mam okazję to ćwiczę.

JB: Na początku zaczynałam drugi kierunek studiów i pracę w Muzeum Narodowym, więc było bardzo intensywne. Jednak Eriu jest dużą lekcją pokory dzięki, której można sobie wszystkie sprawy w życiu łatwiej układać. Zawsze staram się wszystko pogodzić. Najgorzej jest z wyjazdami wakacyjnymi czy zarobkowymi, ale można poprosić o krótki urlop od zespołu.

JS: Co według Was wyróżnia Eriu?

UG: Eriu jest, można powiedzieć, nowoczesnym zespołem irlandzkim. Mamy wiele choreografii, które nie mają jedynie tradycyjnych kroków irlandzkich, ale dokładamy też elementy innych. Wyróżnia nas też to, że jesteśmy jedynie w damskim gronie, ale ciągle szukamy jakiś panów.

JB: Eriu jest nietuzinkowym zespołem. Tradycyjne kroki i układy są właściwie pretekstem do dalszych poszukiwań. Często zdarzało nam się tańczyć do muzyki popularnej, jak np. utwór Michaela Jacksona, a także do muzyki folkowej innej niż irlandzka np. do rytmów orientalnych. Nie boimy się eksperymentów. Zespół ma już ponad 10 lat i przechodził przez różne fazy. Na początku była wielka kłótnia o to, czy mamy używać rąk. W tradycyjnym tańcu irlandzkim rusza się głównie nogami. Myślę, że używanie rąk w naszych układach wyszło nam zdecydowanie na korzyść.

JS: Czy zachęcacie do nauki tańca irlandzkiego?

JB: Oczywiście. W roku akademickim 2016/2017 rozpoczęłyśmy nabór do zespołu. Dziewczyny, które zaczęły tańczyć w połowie października już zaczynają wychodzić na scenę. Taniec irlandzki okazuje się wcale nie taki trudny. Trzeba po prostu systematycznie trenować. Dlatego zapraszamy wszystkich pełnoletnich: dziewczęta i chłopców, choć na razie żadnego przedstawiciela płci przeciwnej nie mamy.

Justyna Słowikowska

 

Zobacz także