Fajne to! Kraków w końcu wziął dobre wzorce z Europy

– Kiedyś skazani byliście na gumiastego obwarzanka lub niewiadomego pochodzenia oscypka, dziś możecie przebierać w kuchniach świata. Krakowskimi food truckami miasto może i powinno się chwalić – pisze Marta, która wyjechała z Krakowa do Hiszpanii i specjalnie dla KRKnews porównuje życie w obu miejscach

Zanim rzucą się na mnie obrońcy krakowskich świętości, to pospieszę z wyjaśnieniami – ja też mam wspaniałe wspomnienia z obwarzankami. Z dzieciństwa pamiętam te ciepłe i chrupiące, które sprzedawała starsza kobiecina na rogu mojej ulicy. W bacówce w Zakopanem oscypek z grilla też smakował wybornie. Smakował, zanim – podobnie jak obwarzanek – nie wszedł do masowej produkcji.

Wybaczcie, ale obwarzanek godzinę po zakupie żuje się jak kalosz, a oscypek trafia się często suchy, twarda, kruchy… Ble! O nie, za taką przekąskę to ja serdecznie dziękuję.

Kiebłasa, ryż, krewetka

Na szczęście życie nie znosi próżni, a ta została pięknie wypełniona. Można tu coś przegryźć, można też zajrzeć w porze obiadowej. Do wyboru, do koloru, podobnie jak z menu. Masz ochotę na kiełbasę? Proszę bardzo. Tajska przegryzka? Zapraszamy. Frytki belgijskie? Jak najbardziej. A może owoce morza we fryturze? Nie ma żadnego problemu.

Food trucki wjechały do Krakowa jak smoki na doroczną paradę. Jest ich wiele, są przeróżne i – co ważne – można jest spotkać w wielu zakamarkach miasta. Obstawiony jest oczywiście Kazimierz i Stare Miasto, ale oprócz postawienia wozu, właściciele poszli tam krok dalej, bo ostatnio spotkałam food trucki postawione w miejscu, które otoczone było stolikami, których nie powstydziłaby się porządna restauracja. Czyli nie tylko jedzenie w pośpiechu na jednej nodze, ale też sympatyczna kolacja z lampką wina. Brawo!

Food trucki zjawiają się też w parkach na różnych imprezach, są w Nowej Hucie, stoją na skrzyżowaniach różnych ulic, podjeżdżają pod biurowce. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale jednak dające nam wybór. I to wybór w rozsądnej cenie, bo danie obiadowe można zjeść za ok. 15 zł, co w ciągle drożejącym Krakowie nie jest ceną z kosmosu.

Szukanie dziury w całym

W Hiszpanii takie wozy z jedzeniem są już od dawna, ale z czasem stały się one… gorsze niż w Polsce. Może nawet nie gorsze, ale mniej zróżnicowane. W Hiszpanii podaje się w nich głównie słodycze, a czasem jakiś kebab czy inną niezbyt wyszukaną przegryzkę. O kuchni azjatyckiej, a nawet afrykańskiej można zapomnieć.

Fajnie, podoba mi się ta zmiana w Krakowie. Co prawda kuchnia na kółkach nic nie zastąpi kolacji w restauracji, ale może już zdecydowanie konkurować z fast foodami. I pokazuje też, że konserwatywny Kraków czasem jest w stanie popatrzeć na świat przez dziurę od obwarzanka.

Marta

“A gdyby tak…”  to cotygodniowy cykl, w którym autorka opisuje, a także radzi i zachęca, by rzucić to wszystko i pojechać w Bieszczady (albo do Hiszpanii).

Tłusty Czwartek? Czegoś takiego jeszcze na pewno nie próbowaliście

Najnowsze

Co w Krakowie