Góralu, czy ci nie wstyd?

Wikipedia

Klimat wysokogórski sprzyja powstawaniu różnych pomysłów – często także tych absurdalnych, co udowodnił zakopiański radny Wojciech Tatar. Zaproponował on, by turyści, którzy nocują poza Zakopanem, a także pracujący, mieszkający poza granicami miasta, płacili opłatę w wysokości 5 złotych za wjazd do stolicy Tatr, hej!

Początkowo pomysł wzbudził we mnie jedynie irytację, jednak po czasie dostrzegłem szansę jego realizacji także na krakowskim rynku, a co! Niech wszystkie legendarne KMY, KLI, KNT i inne płacą za wjazd do małopolskiej stolicy. Więcej, jak ktoś jedzie z gór do Krakowa, to niech jeszcze zapłaci w Rabce i Myślenicach. Dzięki temu nachapią się wszyscy. A powietrze będzie czyste, jak nigdy, bo jeździć samochodem nie będzie opłacało się nikomu.

Myślę, że w szranki z Zakopanem powinny stanąć nadmorskie miejscowości. Ale z racji tego, że ryba droższa od oscypka jest, to i ceny za wjazd powinny być wyższe. Proponuję 10 złotych od samochodów sprzed 2006 roku i 20 złotych od pojazdu mającego nie więcej niż 10 lat (skoro mają nowe auto, to przecież ich stać!). No i najlepiej kolejne 5 złotych za patrzenie na Bałtyk.

Krakowski centuś? A kto to jest? Na pewno osoba hojna, jeśli zestawimy ją z góralami z Zakopanego. Wojciech Tatar, radny, który zainicjował dyskusję na temat wprowadzenia opłaty wjazdowej do Zakopanego, wyjaśnił, że opłata nie dotyczyłaby stałych mieszkańców Zakopanego oraz turystów przyjeżdżających tutaj do hoteli, czy pensjonatów na dłużej i uiszczają tak zwaną opłatę miejscową, czyli 2 złote za pełną dobę pobytu pod Giewontem. Co za hojność!

– Dla osób pracujących w Zakopanem, a mieszkających w sąsiednich miejscowościach lub w innych powiatach byłyby winiety miesięczne z minimalną opłatą na przykład 20 zł – wyjaśnił Tatar, kontynuując swój absurdalny pomysł. Jakby to właśnie przyjezdni byli odpowiedzialni za wszystkie dziadostwa, które regularnie są palone w zakopiańskich piecach.

Nie chodzi o to, żeby problem rozwiązać tylko żeby z niego pieniądze ciągnąć. To górale powinni robić wszystko, by walczyć o dotacjach na wymianę ogrzewania w swoich domach. Nie raz oglądając telewizyjne relacje z Krupówek  przecierałem oczy ze zdumienia. Turystów pełno, ale dutków góralom ciągle mało. – Gości dużo, ale panów mało. Kupują, ale po drodze, bo tu za drogo. A widziałam jak nowym samochodem podjechał! – takie i podobne dyrdymały wysłuchujemy każdego roku.

Zaradny radny stwierdził, że uzyskane pieniądze pójdą na ochronę środowiska. Tylko czegoś nie rozumiem, skoro zanieczyszczenia w „głównej mierze pochodzą z samochodów”, to dlaczego pieniądze mają iść na „wymianę kotłów i instalacje fotowoltaiczne”? Cały ten pomysł pełen jest absurdów…

Na szczęście zapędy przedsiębiorczego radnego nieco ostudził prezydent Zakopanego, który stwierdził, że sam czułby się źle, gdyby to od niego, ktoś próbował pobrać opłatę za wjazd do turystycznego miasta, na przykład nad morzem. Za wjazd do Zakopanego zatem nie zapłacimy, jednak im więcej takich pomysłów, to tym mniej absurdalna staje się propozycja krakowskiego radnego Wantucha, który kiedyś proponował „podatek  od głupoty”, hej!

Jakub Stolarczyk

fot. Wikipedia

Zobacz także