Horda idiotów na Błoniach. A ludzie płacą, żeby ich oglądać

fot. soldatnytt via Foter.com

Horda idiotów zaczyna się robić coraz mniejsza. Trup ściele się gęsto. Walka trwa. Maczety się tępią. Widły wykrzywiają. Siekiery fruwają. Aż zostaje jeden. Zwycięzca. Ten, który przeżył – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski

Zainspirował mnie ostatnio dr Jerzy Bukowski. W swoim tekście pisze o kibolach i ustawkach. „Jeżeli ktoś dobrowolnie decyduje się na udział w zbiorowej bijatyce bądź w tzw. solówce, to dlaczego mu przeszkadzać?” – zastanawia się publicysta. [Cały tekst tutaj]

A ja bym poszedł dalej i wykorzystał położenie krakowskich stadionów oraz jednostki miejskie. Wszystko mogłoby wyglądać tak:

Niedziela, godzina 15. Na stadionie Wisły zaczyna się mecz ze znienawidzoną Arką. Na stadionie Cracovii grają na przykład ze Śląskiem. Na trybunach wrze. Agresja sięga zenitu. Około 17 mecze się kończą. Kibole wybiegają na największą łąkę w tej części Europy, czyli Błonia. Wcześniej ZIKIT ustawia tam ogrodzenie, a wokół niego staje policja. Organizatorem imprezy jest – a jakże – Krakowskie Biuro Festiwalowe. Się znają na eventach jak mało kto.

Od strony ul. Focha wbiegają kibole Cracovii, od strony al. 3 Maja pseudokibice Wisły. Bez przymusu. Kto chce. Celowo więc piszę o kibolach, a nie o kibicach.

Przy wejściu każdy może nawet sobie wybrać jakieś niebezpieczne narzędzie, jak w grze komputerowej. Z drewnianej skrzyni można wziąć nóż kuchenny, tasak, siekierę, widły, kij bejsbolowy lub – co jest krakowską specjalnością – maczetę. I z tym sprzętem w ręku, hordy agresywnych kiboli, jedni w koszulkach w pasy, drudzy z białą gwiazdą na piersi, ruszają na siebie niczym husaria pod Kircholmem.

Naparzają się panowie aż miło. Ręka, noga, mózg na trawie. – Pałą go, pałą – słychać w oddali. – Widłami popraw, widłami – rzuca ktoś z kibiców. A, właśnie, kibice… ci prawdziwi, którzy chcieliby pooglądać sobie naparzankę idiotów [nazwałem ich tak na potrzeby tekstu – zakładam, że tylko idioci znajdą się bowiem w tej klatce, ale gdyby weszła tam jakaś osoba o zdrowych zmysłach, to z góry przepraszam] w klatce na Błoniach, oni musieliby kupić bilety. Mogłoby je sprzedawać miasto, rękami KBF-u oczywiście. Można byłoby też wprowadzić sprzedaż przez internet, gdyby Wydział Promocji krakowskiego magistratu zrobił z rozmachem kampanię w innych miastach w Europie.

Kupujesz więc bilet. Za 30 złotych stoisz w pierwszym rzędzie, przy tymczasowym ogrodzeniu. Czujesz jak na ciebie tryska krew. Słyszysz oddech kiboli. Drugi rząd – 20 zł, każdy kolejny po 10. Można jeszcze jakieś trybunki dla VIP-ów zrobić. A dochód z biletów przeznaczyć na przykład na najpilniejsze potrzeb miasta. Jakieś przedszkole wybudować, kawałek drogi naprawić, drzewa posadzić, czy chodnik wyrównać.

Ale wróćmy do klatki. Tam trwa walka. Horda idiotów zaczyna się robić coraz mniejsza. Trup ściele się gęsto. Walka trwa. Maczety się tępią. Widły wykrzywiają. Siekiery fruwają. Aż zostaje jeden. Zwycięzca. Ten, który przeżył. – Gleba! – Gleba! – wpadają policjanci i skuwają delikwenta za pobicia ze skutkiem śmiertelnym. Gość dostaje 25 lat. Reszta padła już wcześniej, więc problem z głowy.

Więzienia się nie przepełniają, idioci mają swoją ulubioną rozrywkę – mogą się naparzać ku uciesze gawiedzi, przestępczość w Krakowie maleje pewnie o kilkadziesiąt procent, a budżet miasta się bogaci na sprzedanych biletach na walkę idiotów. Same plusy. No może później trzeba byłoby trawę na Błoniach zregenerować, ale myślę, że Zarząd Zieleni Miejskiej dałby radę.

Łukasz Mordarski

fot. soldatnytt via Foter.com

Jerzy Bukowski: A niech się biją

Zobacz także