„Jestem hucpiarzem, dziennikarską hieną”

– A może się Pan przestraszył? Bo w sumie – patrząc obiektywnie – co to za różnica czy sprawę z siedzibą związku lub niejasnymi decyzjami – wyciągnie Panu uznany w Pana 77-letnie głowie dziennikarz, czy jakiś szczyl sprzed budki z piwem? – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski w odpowiedzi na wywiad udzielony przez Ryszarda Niemca, prezesa Małopolskiego Związku Piłki Nożnej.

Rozpędził się nieco prezes Niemiec. Popędził niczym pendolino, hen przed siebie. Sęk w tym, że nie zdążył wyhamować i zderzył się ze ścianą.

Dziarski 77-latek pyta pogardliwie w wywiadzie udzielonym portalowi Kraków Bliżej kim ja, czyli niżej podpisany, jestem. A sam oczywiście jednym tchem wymienia swoje nagrody, wyróżnienia i zasługi. – 30 lat wykładałem dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim, jestem dwukrotnym laureatem Złotego Pióra, o którym Mordarski nawet marzyć nie może. Ja mogę powiedzieć, że na sporcie się znam, pisać umiem i to nie tylko felietony sportowe które pisuję dla zabicia czasu i w wolnych chwilach – mówi Niemiec we wspomnianym wywiadzie (tutaj).

Otóż, Panie Prezesie, odpowiadam: jestem nikim. Jestem żulem, który od czasu do czasu wystaje przed budką z piwem. Śmieciem, fleją, hucpiarzem. Mendą, gnidą, dziennikarską hieną. A właściwie pismakiem, który coś tam nieudolnie skrobie, jak ma ochotę i kończą mu się pieniądze na alkohol. Przecież na miano „prawdziwego dziennikarza” zasługuje zapewne tylko Pan, Panie Prezesie. Po mieście krążą legendy, iluż to dziennikarzy Pan wychował, był Pan dla nich wzorem, a może nawet i autorytetem. Mnie natomiast nie uczył Pan dziennikarskiego fachu (widać – zapewne Pan pomyśli, czytając te słowa). Ale po części się na Panu wzoruję.

Narzekał Pan bowiem, że nie dałem się Panu wypowiedzieć w moim poprzednim tekście (tutaj). A Pan daje się wypowiedzieć ludziom, których Pan miesza z błotem i wdeptuje w ziemie w swoich „felietonach”? Zatem niech i Pan poczuje się chociaż raz tak, jak oni. I jak? Fajne uczucie?

A co z tekstem na temat siedziby związku, w którym dałem się Panu wypowiedzieć (tutaj)? Nie skorzystał Pan. Pytania były niewygodne?

Ale wracając do mnie, bo – jako narcyz – lubię jak jest o mnie. Przyznam szczerze, Pana wypowiedź na mój temat połechtała moje ego. Pyta Pan pogardliwie kim jestem, a jednocześnie poświęca mi Pan aż tyle czasu i zdań w wywiadzie? Ja z mendami, gnidami i hucpiarzami nie gadam. O nich też nie. Szkoda na to mojego czasu. Wiem, że nie stanowią zagrożenia. Szkoda śliny i strun głosowych. A Pan jednak drąży. Czyli coś Pan boli, prawda?

A może się Pan przestraszył? Bo w sumie – patrząc obiektywnie – co to za różnica czy sprawę z siedzibą związku lub niejasnymi decyzjami – wyciągnie Panu uznany w Pana 77-letnie głowie dziennikarz, czy jakiś szczyl sprzed budki z piwem? Papiery może sprawdzić każdy i każdy może posiąść wiedzę, że kupił Pan siedzibę związku na nieuregulowanym prawnie terenie (więcej tutaj). A że inni się boją, cóż zrobić. Ja nie żyję za Pana pieniądze, więc nie mam powodów, aby Panu przyklaskiwać w podejmowaniu fatalnych dla organizacji decyzji.

Czy ma dla Pana znaczenie, kto wyciągnie Panu, iż nawet członkowie zarządu MZPN nie są informowani komu i jakie premie są wypłacane? (więcej tutaj). Mnie to rybka (jak mówi młodzież), kto dostaje i za co, ale standardy w zarządzanej przez Pana organizacji nieco mnie niepokoją.

I fakt, nie mam 77 lat, nie przeżyłem tyle, co Pan. Szanuję Pana, choćby ze względu na wiek. Zazdroszczę Panu formy i kondycji. Mogę nawet myśleć, że wiele Pan zrobił dla małopolskiej piłki i małopolskiego dziennikarstwa. Niestety, nie pamiętam lat Pana świetności, podejrzewam, że nie było mnie wtedy na świecie. Nie wiem nawet, czy moi rodzice już się znali – tak odległe wydają się to być czasy. Jednak, zapewne, za zasługi, mogą Panu wybudować pomnik. Zrobię sobie z nim zdjęcie, wrzucę na „fejsa”. Świat pędzi do przodu.

W środowisku piłkarskim mówią: „jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz”. A Pana ostatnie „mecze”, czyli lata rządzenia, oceniam jaka słabe. Fatalne.

Nie żyję historią, niestety. Zapewne, jeśli dożyję tyle lat, co Pan, spojrzę z nostalgią na te wszystkie lata, co minęły. Ale wtedy będę już siedział w bujanym fotelu na ganku mojego małego domku na wsi lub – jeśli budżet pozwoli – będę się opalał na tropikalnych wyspach w towarzystwie młodych opiekunek. Rządzenie zostawię innym, bo nie chciałbym być odbierany jako dziadek, który zatrzymał się w poprzedniej epoce, a zależności, które sobie wypracował, pozwalają mu nadal tkwić na świeczniku.

W tym wieku – jako dostojnemu starszemu panu – byłoby mi szkoda nerwów i czasu na wdawanie w pyskówki z takimi gówniarzami, jak ja teraz. No i na podejmowanie decyzji, za które mogłoby mi się oberwać, których niektórzy mogliby nie zrozumieć i których nie bardzo mam ochotę tłumaczyć. A na tej wyspie niczego nikomu nie musiałbym już tłumaczyć.

Polecam.

Łukasz Mordarski

fot.  Håkan Dahlström via Foter.com

2 KOMENTARZE

Najnowsze

Co w Krakowie