Kibole Wisły i Cracovii, zjełczała ryba Leśniaka, jaja Nowoczesnej i korek Filipiaka

Mam ostatnio wrażenie, że zewsząd dociera do mnie smród zepsutej ryby… Rozglądam się naokoło, czytam uważnie gazety, przeglądam Internet i wreszcie mnie olśniło: w przestrzeni publicznej znów zaistniał niejaki Tomasz Leśniak, który powrócił ze Skandynawii po pracy przy rybach, by urządzić nam wspólne miasto – pisze Miastoman dla KRKnews.pl

Zapraszamy Was na tradycyjne podsumowanie tygodnia.

Wisła i Cracovia nie służą Krakowowi?

Zdawało się oczywistym, że sportowymi ambasadorami Krakowa zostaną Wisłą i Cracovia – przystąpiły wszak do konkursu ogłoszonego przez miasto i zdawało się, że żadna inna dyscyplina nie mogła zagrozić im w popularności. Miały zatem dostać pieniądze za noszenie loga miasta na koszulkach i brać udział w miejskich akcjach. Tymczasem jury konkursu powiedziało: nie, kluby piłkarskie nie dostaną.

Nie dostaną, bo nie wypada, by miasto promowało się na stadionach, na których pseudokibice wzniecają burdy, odpalają race, zachowują się – oględnie mówiąc – mało sportowo, a wręcz czasami mało człowieczo. No więc w skrócie powiem tak: miłe kluby, zastanówcie się, czy to nie jest ważny sygnał dla Was, żeby zrobić ostateczny porządek z pseudokibicami. Bo to niezbyt dobrze, kiedy przez ich pryzmat patrzy się na Wasze sportowe osiągnięcia.

Cracovia i Wisła nie otrzymają dotacji. Na drodze stanęli kibole!

Cuchnie zjełczałą rybą

Mam ostatnio wrażenie, że zewsząd dociera do mnie smród zepsutej ryby… Rozglądam się naokoło, czytam uważnie gazety, przeglądam Internet i wreszcie mnie olśniło: w przestrzeni publicznej znów zaistniał niejaki Tomasz Leśniak, który powrócił ze Skandynawii po pracy przy rybach, by urządzić nam wspólne miasto.

I ten smrodek to chyba z odgrzewania starej ryby… wróć!… starych kotletów związanych z reprywatyzacją krakowskich kamienic. Nic nowego nie ma, nic nowego Leśniak nie odkrył, ale stworzył „interaktywną mapę powiązań”, którą ogłosił był światu. A ponieważ naprawdę nie ma tam nic innego ponad to, co wszyscy już kiedyś czytali, słyszeli – podpowiadam. Za zupełną darmoszkę. Skoro mapę już mamy, to ten sam temat można jeszcze zilustrować jakimś chwytliwym komiksem, można nakręcić teledysk z rapującym Tomaszem, można wreszcie zrobić cykl zaangażowanych graffiti. I jakoś do wyborów się na tym jednym temacie dociągnie.

Nowoczesna ma jaja

Wszystkie partie polityczne wyczekują: co zrobi prezydent Majchrowski. Czy będzie kandydował, czy nie? Kto w takim razie z ich ramienia wystartuje w wyścigu? Mówiło się na przykład o tym, że PiS podczas zeszłotygodniowej wizyty premiera Morawieckiego zaprezentuje swojego kandydata. Tymczasem cisza… Jedno tylko ugrupowanie postanowiło wreszcie pokazać, kto będzie kandydatem – Nowoczesna.

Wbrew podejrzeniom kandydatką nie została Małgorzata Jantos. Kandydatem ogłoszono Grzegorza Filipka. Też go nie znacie? Właśnie dlatego z ciekawością przeczytałem notki biograficzne kandydata. Otóż pan Filipek zawodowo zajmuje się marketingiem. Wiecie – marketing to coś, co ma byle dziadostwo w sreberko zapakować i wcisnąć klientowi. No więc ogłaszam, ja pana Filipka nie kupuję. Nie wierzę bowiem gościowi, który staje przede mną w czasie publicznego ogłoszenia swojej kandydatury, ma niby wzbudzić moje zaufanie, ale ma tak wymięty krawat, jakby właśnie wyjął go krowie z gardła. Lekko przechodzone to sreberko.

Poznajcie kandydata na prezydenta Krakowa. Do tej pory o nim nie słyszeliście

Powoli parkom mówimy nie

Po raz kolejny przekonałem się, że Krakowianie znają się na wszystkim. Od planowania przestrzennego, poprzez smog i reprywatyzację, po rybołówstwo skandynawskie i botanikę. I nie ma nich mocnych.

Oto przeczytałem, że mieszkańcy Wzgórz Krzesławickich protestują przeciwko umieszczaniu w ich parku kieszonkowym miłorzębu – ładnego drzewa, z bardzo interesującymi liśćmi. Problemem jest zapach, wydzielany przez owocujące osobniki żeńskie – przypomina on zjełczałe masło. No więc wyjścia są dwa – postawienie na osobniki męskie, albo upajanie się innymi zapachami: spalin, grilla, albo nawet zjełczałej ryby…

Uwaga, korek

Wieszczbą dla Krakowa błysnął w Radiu Kraków prof. Janusz Filipiak, szef Comarchu. Przepowiedział on mianowicie, że niedługo Kraków stanie się ofiarą własnego sukcesu, zaczną wycofywać się inwestorzy, minie moda na to miasto. Dlaczego? Bo lotnisko dłużej „nie udźwignie” dużego ruchu, bo przedostanie się przez miasto jest „makabryczne”, no i informatycy w Krakowie chcą zarabiać bardzo dużo pieniędzy.

Może i tak, a może i nie. Bo można to również czytać tak, że profesor Filipak miał zły dzień, bo wysiadając z samolotu musiał postać w kolejce do odprawy, po wyjeździe z lotniska utknął w korku, a kiedy dojechał do firmy okazało się, że ostatnia rekrutacja okazała się klapą. Któż może wiedzieć co dzieje się w świecie milionerów?

Szef Comarchu: „Kraków tego nie udźwignie. Będzie ofiarą swojego sukcesu”

Miastoman

Znajdź Miastomana także na Facebooku – TUTAJ.

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl.

Nie godzę się, by aktywista dyktował, czy mam jeździć autem, autobusem, czy rowerem!

Zobacz także