Koronawirus w Krakowie. Co będzie dalej? Tego nie wie nikt

fot. KRKnews.pl

Jak długo będzie nas dręczyć hasło „koronawirus w Krakowie”? Co dalej? Jak długo pozostaniemy pozamykani w czterech ścianach? I co będzie potem? Czy potem wrócimy do normalnego życia? To coraz częściej rodzące się pytania po dwóch tygodniach od wprowadzenia pierwszych restrykcyjnych ograniczeń z powodu epidemii koronawirusa. Każdy, kto twierdzi, że zna na nie odpowiedzi, kłamie. Dziś nikt nie wie, jak to się skończy.

Koranowirus zaczyna na dobre się zadomawiać się w naszym życiu. Uczniowie przeszli na internetowe nauczanie i będą próbować nadrabiać dwutygodniowe zaległości. Coraz więcej osób pracuje zdalnie, w domu, więc w tramwajach i autobusach przestało być tłoczno, a na ulicach nie ma korków. Nie dziwią nas już internetowe msze, omijanie się szerokim łukiem na spacerach czy kolejne obostrzenia.

Ale wiele osób zaczyna odczuwać zmęczenie. To ci, którym dwa tygodnie temu wydawało się, że ta epidemia nas ominie, a utrudnienia szybko się skończą. Jeszcze nie tak dawno każdy wieszczący, że trzeba przygotować się na Święta Wielkanocne w izolacji odsądzany był od czci i wiary, a dziś do tego namawiają rządzący w kraju, a kościelni hierarchowie dopuszczają, że nie będzie tradycyjnego święcenia pokarmów, a najważniejsze uroczystości dla każdego chrześcijanina wystarczy obejrzeć w telewizji lub śledzić w internecie. I pojawiają się prognozy, że z epidemii nie wyjdziemy jeszcze przez kilka miesięcy.

Jak będzie naprawdę? Tego nie wie nikt. Ani rząd, który mówi, że po świętach powinniśmy wrócić do normalności, choć zaznacza, że innej. Ani ci, którzy wieszczą, że jeszcze jesienią nie uporamy się z koronawirusem. Przyszłości nie znają także ci, którzy twierdzą, że po zakończeniu izolacji gospodarka ruszy z kopyta i ci, którzy prorokują największy kryzys gospodarczy. Czy po zakończeniu epidemii ludzie tak od razu tłumnie pójdą do pubów i restauracji albo wsiądą w samoloty i polecą na wakacje do Włoch czy Hiszpanii? Czy po kilku tygodniach (oby nie miesiącach) pracy zdalnej w domach firmy outsourcingowe nie dojdą do wniosku, że nie potrzebują już tak wielu biur? Jak wielkie będzie bezrobocie? Ile firm upadnie? Takich pytań będzie przybywać, ale mądrych odpowiedzi na nie szybko nie znajdziemy. A im bardziej będziemy się zadręczać ich brakiem, tym trudniej będzie nam przetrwać ten coraz trudniejszy czas.

Niektórzy o podejściu do tego, jak przetrwać epidemię, mówią, że to nie jest bieg na krótkim dystansie tylko maraton. Pogódźmy się z tym, a jak dystans okaże się jednak nie aż tak wyczerpujący, pozostaną nam siły na to, co będzie po maratonie. Na to, czego dziś nie znamy i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, też potrzebujemy sporo siły.

Grzegorz Skowron

Zobacz także