Kraków to nie Rzeszów – czy tym razem Łukasza Gibałę pokona Rafał Komarewicz?

Musisz przeczytać

Czy tym razem w wyborach na prezydenta Krakowa Łukasza Gibałę pokona w pierwszej turze Rafał Komarewicz i to on w drugiej zmierzy się z kandydatem PiS? Na takie pytanie odpowiada w najnowszym felietonie Kazimierz Krakowski.

Wygrana Konrada Fijołka w Rzeszowie obudziła nowe nadzieje w antypisowskiej opozycji na zwycięstwo w najbliższych wyborach. Choć do nich jeszcze bardzo dużo czasu, ale to już dziś zapanowało pewne ożywienie na scenie politycznej. Z jednej strony entuzjazm, a z drugiej niedowierzania i leki strach przed nową sytuacją. Realnie sam wynik rzeszowskich wyborów nie ma większego znaczenia dla sytuacji politycznej, ale już w zestawieniu z przegraną PiS-u w małej gminie Warlubie w województwie kujawsko-pomorskim oraz w gminie Boguszów-Gorce koło Wałbrzycha, a także w Drobinie na Mazowszu, nie mówiąc już o Dopiewie w Wielkopolsce, Tarnowcu w Podkarpackiem może pokazywać pewną tendencję – jak ją ciekawie określił w swoim poście na FB były wicemarszałek województwa z PO Grzegorz Lipiec – odwilż.

Natomiast wybory w Rzeszowie pokazały jedno, co też dziś zaakcentował inny krakowski polityk Łukasz Wantuch – że nie wystarczy „namaszczenie” przez popularnego prezydenta, aby następca wygrał. Potrzeba jest długa i solidna praca u podstaw przez wiele lat.

Patrząc na rzeszowskie wybory jedno jest raczej pewne – w Krakowie nie wygra kandydat PiS-u, ale z dużym prawdopodobieństwem wejdzie do drugiej tury. Choć z drugiej strony niewykluczone, że PiS w skali ogólnopolskiej może jeszcze zaliczać sondażowe spadki i jeżeli spadną one poniżej magicznej bariery 25 proc., to powyższy scenariusz będzie nieaktualny, bo PiS w Krakowie zawsze ma wyniki gorsze niż kraju. Jeżeli tak jak w ostatnich wyborach wystartuje obecny prezydent Jacek Majchrowski – jako kandydat całej opozycji demokratycznej – to on wejdzie do drugiej tury z kandydatem PiS-u i ją zapewne wygra.

Dużo ciekawiej może być wtedy, jeśli obecny prezydent nie będzie ubiegał się o reelekcję. Nie wiemy, jaka jest jego decyzja, bo tę zawsze podejmuje przed samymi wyborami. To jedna z jego strategii wyborczych – jak na razie skuteczna. Ale gdyby nie wystartował, robi się bardzo ciekawa sytuacja… W związku z tym, że Jacek Majchrowski decyzję o starcie podejmuję niemal w przeddzień wyborów, nie „namaści” swojego kandydata – po prostu z braku czasu na jego wykreowanie i tu trzeba się zgodzić z radnym Wantuchem. Dlatego już dziś potencjalni kandydaci kreują się sami.

Pewnym kandydatem jest Łukasz Gibała. Już kilka razy kandydował. Wyraźnie mówi, że chce ponownie startować, uczy się na swoich błędach i po raz kolejny ich nie popełnia. Prowadzi permanentną kampanię wizerunkową, wydaje gazetki, pisze listy, posty itp., itd. Skupia, wspiera, a nawet kreuje środowiska lokalne (osiedlowe). które go popierają tworząc efekt kuli śnieżnej i wrażenie – że jest ich dużo i że poparcie dla niego jest oddolne. Łukasz Gibała bardzo umiejętnie porusza się w przestrzeni medialnej spychając miejskich PR-owców do tzw. pozycji „oblężonej twierdzy”.

Ale Łukasz Gibała będzie miał dwa poważne problemy w najbliższej kampanii. Pierwszy to ewentualny brak obecnego prezydenta jako kandydata. A Gibała cały swój potencjał skupił na konfrontacji z Majchrowskim i krytyce jego rządów. I nie umie wyjść poza taką szklaną kulę, co łatwo było zauważyć w ostatniej kampanii wyborczej, kiedy skupił się walce ze smogiem, a ten problem w dużej mierze udało się ograniczyć. Majchrowski postawił na parki, nadał inny ton kampanii i zapomniał o Gibale. Teraz Gibała nie widzi nic poza zielenią i parkami – chce je tworzyć wszędzie, niezależnie od tego, czy są potrzebne czy nie. A w kolejnej kampanii wyborczej parki będą tylko ciążącym wspólnocie kosztem, który będzie coraz bardziej doskwierał w ubożejącym społeczeństwie. Ciężar oczekiwań klasy średniej, a tych wyborców jest w Krakowie de facto najwięcej, przesunie się w stronę oczekiwań płacowych, przyciągania inwestorów i tworzenia nowych, atrakcyjnych zarobkowo miejsc pracy.

Drugim kandydatem, którym może powalczyć o drugą turę z Łukaszem Gibałą, jest Rafał Komarewicz. Po przegranych wyborach do Senatu w 2019 roku, większość krakowskich polityków uznała, że to koniec jego kariery w „dużej polityce”, w którą on sam próbował wejść trochę z marszu pod sztandarem bezpartyjnego samorządowca. Ruch, z którym współpracował wcześniej w trakcie kampanii samorządowej w 2018 r., tworzony przez cześć polityków PO, a nieudolnie nawiązujący z nazwy do etosu ugrupowania pierwszego marszałka Małopolski Maraka Nawary – „Wspólna Małopolska”, okazał się niewypałem.

Rafał Komarewicz wycofał się w cień, zrobił krok w tył, żeby zaraz zrobić dwa do przodu. Trochę więcej czasu poświecił biznesowi i kolarstwu, ale nie zaniedbał wyłaniającej się okazji w postaci nowo tworzonego Ruchu Polska 2050 Szymona Hołowni. Zapewne wyciągając wnioski z porażki w ubieganiu się o mandat senatorski, dziś już bezbłędnie buduje swój polityczny kapitał nierzadko w oparciu o doświadczenie i ludzi związanych z projektem wspólnoty małopolskiej. Jego zaangażowanie w ruch Hołowni był sporym zaskoczeniem w „Krakówku”, dlatego, że koncertowo ograł dwa duże polityczne krakowskie tuzy w wyścigu do nowego ugrupowania, zostając de facto jego liderem i twarzą w Małopolsce.

Dziś Rafał Komarewicz tworzy struktury nowego ugrupowania w Krakowie, jeździ i jest aktywny w regionie. Wszystko wskazuje na to, że jako lider listy Szymona Hołowni mandat poselski w Krakowie ma pewny. A jak wiemy – polityka nie lubi próżni i jest w niej tzw. „prawo serii”. Wybory parlamentarne i prezydenckie będzie dzieliła dwumiesięczna różnica czasowa i poseł Rafał Komarewicz po zwycięskiej kampanii parlamentarnej (zapewne z bardzo dobrym wynikiem – tu zbiegną się dwa elementy: świeżość nowego ugrupowania i pierwsze miejsce na liście) bez problemu może być naturalnym kandydatem na prezydenta Krakowa całej opozycji.

Wszystko wskazuje, że ten scenariusz jest bardzo realny. I Rafał Komarewicz wsparty przez Piotra Kempfa, zapewne kandydata na wiceprezydenta, dziś dyrektora jednostki odpowiedzialnej za zieleń oraz „medialnego” radnego Łukasza Wantucha (też z ambicjami prezydenckimi, któremu niezależnie jak się skończy sprawa z zaklejaniem antyaborcyjnych bilbordów, przysporzy mu wielu nowych zwolenników, rzekłbym nawet wyznawców), plus cały zespół młodych prężnych ludzi skupionych w małopolskim Ruchu Hołowni może zwyciężyć w walce o prezydenturę. Wszystko przed nami…

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

1 KOMENTARZ

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Oceniane
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca