Kraków wódką stoi i ma się dobrze

mripp via Foter.com / CC BY

Kraków – według wielu imprezowa stolica Polski. Ogromna liczba punktów sprzedaży alkoholu nie powinna więc dziwić. Jest zapotrzebowanie, są sklepy. Tak działa wolny rynek. Jak poinformował Urząd Miasta, w stolicy Małopolski na jeden punkt  z „mocnymi” alkoholami przypada średnio 556 mieszkańców. Zmian w zakresie jego sprzedaży domagają się m.in. Związek Miast Polskich oraz Unia Metropolii.

O ile krakowskie ulice w weekendy tętnią życiem, to w ciągu tygodnia głośno jest najczęściej tylko w jednych miejscach. Efekciarskie światełka diodowe, rodem z czasów PRL, szyld informujący o piwie za 1,50 zł. Obok, odrobina luksusu – kasyno, do którego jedynym biletem jest moneta o wartości 5 zł. Ten przykry widok zdobi nocami niemal każdą krakowską dzielnicę. Odstrasza turystów, ale i mieszkańców.

Monopol w liczbach

Obecny limit dla Krakowa wynosi 2500 punktów z „mocnymi” trunkami. Nowa uchwała przygotowana przez Radę Miasta, która wejdzie w życie 20 lipca, zmniejszy ich liczbę o 122. Nowy limit będzie dotyczył zarówno sklepów, jak i lokali gastronomicznych.  To wciąż dużo, bo miasto nie może pozbawić przedsiębiorców źródeł utrzymania – chodzi głównie o to, by zapobiec powstawaniu nowych punktów.

– Dwa, trzy punkty w obrębie kilometra, niech będzie. Ale czy naprawdę musimy szpecić nimi każdy, niezagospodarowany zaułek?  – pyta pan Jacek, mieszkaniec Podgórza.  – Często libacja odbywa się tuż pod sklepem. Nie będę opisywał scen, które tam czasem widziałem – dodaje zniesmaczony.

Obowiązujące prawo zakazuje sprzedaży alkoholu osobom nietrzeźwym. Jedynym problem są jednak pieniądze. Gdy się znajdą, to każdy alkohol dostanie. Jak nie w tym, to w drugim sklepie. Dla przykładu, przemieszczając się w okolicy Placu Bohaterów Getta w bliskiej odległości znajduję cztery całodobowe sklepy z „mocnym” alkoholem. Do każdego z nich idę z Placu nie dłużej niż trzy minuty. Im głębiej w centrum Kazimierza czy Rynku, to natężenie rośnie. W wielu europejskich krajach zrezygnowano ze sprzedaży alkoholu w nocy. W bogatej Norwegii alkoholu nie kupimy już po godzinie 18, nikt tam nigdy nie słyszał o sklepach całodobowych.

Związane ręce

Prezydent miasta, Jacek Majchrowski, już niejednokrotnie nawiązywał do problemu. Jednak do tej pory, decyzyjność władz miejskich jest zbyt mała.  Należy zacząć od zmiany ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi – a to mogą zrobić tylko posłowie.

– Mówiąc potocznie, rada gminy może określić liczbę sklepów i lokali gastronomicznych ze sprzedażą „mocnych” alkoholi, natomiast liczba sklepów i lokali ze sprzedażą piwa nie jest limitowana – mówi dyrektor Wydziału spraw Administracyjnych UMK Tomasz Popiołek w rozmowie z KRK News . Po czym dodaje. – Należy podkreślić, że inne ograniczenia w zakresie sprzedaży napojów alkoholowych, np. ograniczenie godzin sprzedaży alkoholu, wprowadzenie minimalnej powierzchni sprzedażnej czy obowiązek posiadania monitoringu w sklepie, wymagają zmian na poziomie ustawowym.

Władze Krakowa czekają zatem na poselski projekt nowelizacji ustawy w tym zakresie. A ten – według medialnych doniesień – jest już przygotowany.

Jakub Stolarczyk

fot.  mripp via Foter.com / CC BY

 

 

Zobacz także