Krakowianie nie segregują śmieci, bo…

Chiara Marra via Foter.com / CC BY

Mieszkańcy Krakowa mają problem z segregacją odpadów. – Jest lepiej niż było, ale mogłoby być jeszcze lepiej – podkreśla Piotr Odorczuk, rzecznik prasowy krakowskiego MPO. Tymczasem kolejne krakowskie spółdzielnie mieszkaniowe przypominają swoim mieszkańcom o konieczności segregacji odpadów i straszą: nie będziecie segregować, zapłacicie więcej.

– Nie bardzo wiem, jak mam u siebie segregować odpady, jak ustawiono pod blokiem po jednym koszu żółtym i niebieskim, a zielony przeznaczony na szkło stoi… nie wiem gdzie – przekonuje jedna z mieszkanek Kurdwanowa.

Przepisy nakazujące krakowianom segregowanie odpadów weszły w życie w 2013 roku. Od tego momentu krakowianie mieszkający w zabudowie wielorodzinnej powinni segregować odpady rozdzielając je na papier, tekturę, gazety, czasopisma, książki i puste opakowania z tworzyw sztucznych, które powinny trafić do pojemnika żółtego. Pojemniki niebieskie służą do wyrzucania niesegregowanych odpadów komunalnych, z kolei do koszy o kolorze zielonym powinny trafiać jedynie odpady szklane. W przypadku zabudowy jednorodzinnej mieszkańcy mają do dyspozycji żółte worki, gdzie – podobnie, jak w przypadku zabudowy wielorodzinnej, trafiają odpady papierowe, tektura, gazety czasopisma, ale również opakowania ze szkła, z tworzyw sztucznych i opakowania wielomateriałowe oraz pojemniki niebieskie, gdzie wrzucane są niesegregowane odpady komunalne.

Spółdzielnia grozi palcem

Sherlock trafił do mieszkańców kilku krakowskich dzielnic
Sherlock trafił do mieszkańców kilku krakowskich dzielnic

Kilka dni temu mieszkańcy Kurdwanowa otrzymali informacje od Spółdzielni Mieszkaniowej „Kurdwanów Nowy”, że „MPO rozpoczęło wzmożone kontrole dotyczące prawidłowej segregacji odpadów komunalnych na terenie Miasta Krakowa.” – Mamy plan kontroli i ten plan realizujemy od dłuższego czasu, ciężko powiedzieć by były one intensywniejsze, ale oczywiście zależy nam na tym, by wyniki segregowania odpadów były lepsze – tłumaczy Piotr Odorczuk z MPO.

Ponad 90% krakowskich gospodarstw domowych deklaruje, że segreguje odpady. Rzeczywistość jest jednak zdecydowanie mniej optymistyczna. – W rzeczywistości odpady segreguje może połowa tych osób – przekonuje jeden z pracowników firmy odbierającej odpady. Miarodajnych statystyk nie ma, bo jak przyznaje krakowskie MPO, nikt nie jest w stanie wskazać konkretnej liczby mieszkańców segregujących odpady i wytypować tych, którzy takiej selekcji nie dokonują.

Do koszy trafia dosłownie wszystko
Do koszy trafia dosłownie wszystko

Inspektorzy krakowskiego MPO stale – w asyście straży miejskiej, dokonują kontroli segregacji odpadów. – W przypadku domów jednorodzinnych sprawa jest prosta, bo wiemy do kogo należą śmieci. Trochę gorzej jest z osiedlami, bo tam nikt nikomu w śmieciach nie grzebie – zdradza anonimowo jeden z pracowników MPO. W 2014 roku, a więc rok po wprowadzeniu nowych przepisów, krakowska straż miejska skontrolowała ponad 7 tys. nieruchomości i wręczyła 663 mandaty oraz pouczyła 1593 mieszkańców, a 19 spraw trafiło  do sądu.

Zgodnie z wymogami Unii Europejskiej, w 2020 roku Kraków będzie musiał osiągnąć poziom recyklingu na poziomie 50 proc. W praktyce oznacza to, że połowa przetworzonych odpadów będzie musiała zostać ponownie wykorzystana. Obecnie ten poziom jest nawet o połowę niższy, stąd konieczność dalszego edukowania mieszkańców i namawiania ich do segregacji odpadów.

– Staram się segregować, ale kiedy okazuje się, że koszy nie jest wystarczająco dużo, albo w schowku na śmieci są jedynie kubły żółte i niebieskie a za zielonym trzeba ganiać po osiedlu, to Pan wybaczy – tłumaczy Kasia, mieszkanka krakowskiego Kurdwanowa. – Najwyżej zapłacę więcej, ale zyskam na czasie i wygodzie – dodaje.

(pt)

fot. Materiały promocyjne MPO, Chiara Marra via Foter.com / CC BY

Zobacz także