Krakowska Rewolucja Młodych – protest pod Kurią

Fot. KRKnews

Takie tłumy młodzieży jak dziś pod Krakowską Kurią Biskupią ostatni raz przyciągnęła wizyta Ojca Świętego – świętego Jana Pawła II. Tylko wtedy tysiące młodych ludzi śpiewało „Barkę”, a dziś krzyczało „Jędraszewski zamknij mordę”. Przypadek?

Polityka – jak każdy wie – to brutalna walka bez sentymentów, w której wygrywa sprawniejszy, bardziej bezwzględny i brutalny.

I tak było dzisiaj. Sprawą jasną jest to, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego w tym akurat momencie i w takim akurat brzmieniu to nie przypadek. Spin doktorzy Prawa i Sprawiedliwości doskonale odczytali nastroje społeczne w sprawie koronavirusa – gdzie przeważające jest przekonanie obywateli, że państwo zawiodło, a ludzie de facto pozostawieni zostali sami sobie w nierównej walce z chorobą.

Żeby kupić sobie czas potrzebny na choćby częściowe opanowanie sytuacji w służbie zdrowia musiał znaleźć się temat zastępczy. I temat ten się znalazł – aborcja. Zapewne politycy PiS-u zakładali, że opozycja będzie w Sejmie głośno krzyczeć i na tym po kilku dniach sprawa się skończy. Rząd zdąży uruchomić specjalistyczne szpitale, umieralność nie będzie duża – społeczeństwo nie zobaczy w mediach czarnych worków przed szpitalami.

Zapewne taki był scenariusz i nikt nie przypuszczał, że reakcja zwykłych ludzi będzie tak emocjonalna i burzliwa.

Dziś pod Krakowską Kurią byli wyłącznie młodzi ludzie – uczniowie krakowskich liceów, studenci. Skandowali niecenzuralne hasła w stosunku do PiS, Konfederacji, Andrzeja Dudy, hierarchów kościoła – „bez obciachu po nich pojechali” (jak to się mówi w młodzieżowym slangu). Chyba pierwszy raz od kilku lat tak odważnie i bez strachu, bo zapewne młodym ludziom jest to robić prościej. Dlatego, że jeszcze nie znają prostych mechanizmów społecznych i nie mają obawy przed zwolnieniem z pracy, aresztowaniem, nagonką medialną – po prostu ciężko jest młodego człowieka władzy zastraszyć.

Oczywiście rządzący przymykają na razie oko na te demonstracje, bo są im do realizacji ich celów potrzebne. Zapewne jeszcze tydzień, może dwa pozwolą się młodzieży wyszaleć. Po tym czasie ich determinacja osłabnie, a niedobitki zostaną na swój sposób „spacyfikowane”. Ponadto władza dobrze wie, że na taki zabieg PR-owski może sobie dziś pozwolić, gdyż nie ma możliwości jej zmiany przez najbliższe co najmniej 3 lata. I tak naprawdę rząd PiS może zrobić dziś wszystko, co chce.

A trzeba zauważyć jedną rzecz, że ci młodzi ludzie za te właśnie 3 lata będą mogli głosować, być wybierani, wejdą do polityki z zupełnie nowymi wzorcami, aspiracjami i przekazem. Będą mieć jeszcze w sobie ten młodzieńczy dzisiejszy gniew. I będą na tyle młodzi, że nie wyjadą za granicę za pracą, ze względu na naukę, studia, a już dokonają swoich pierwszych swoich wyborów. I jak widać dziś tym wyborem nie będzie PiS.

Kogo na proteście zabrakło?

Na proteście widać było, że brakuje rodziców i dziadków tych młodych ludzi. Pytanie – czy to koronawirus i strach przed chorobą ich do tego zniechęcił, czy mamy kolejny podział społeczeństwa, tym razem dużo groźniejszy od politycznego, bo światopoglądowy. Podział w sprawie aborcji, który był uśpiony przez ostatnie 30 lat. A przez te lata dużo w świadomości ludzi się zmieniło…

Kto na tych protestach stracił?

Na pewno na proteście zyskało Prawo i Sprawiedliwość, bo udało się przykryć nieudolność państwa w sprawie koronawirusa. Jednocześnie PiS bardzo mocno zwarło swoje wewnętrze szeregi i jeszcze mocniej zespoiło swoje wspólne interesy z kościołem uzależniając go jeszcze bardziej od siebie.

Na protestach zyskali ludzie, obudzili w sobie odwagę, pokonali strach i obalili przekonanie, że władza jest wszechmocna.

Straciła opozycja, bo nie istnieje w dyskursie publicznym w tej sprawie chowając głowę w piasek. Straciła Konfederacja, która na problem przekazem do swoich sympatyków, nie potrafi wytłumaczyć, jak ta sprawa ma się do głoszonych przez Konfederacji idei wolności.

Ale najbardziej w całej tej sprawie stracił kościół. Ta sytuacja wpycha go w wojnę ideologiczną, która dziś jest mu niepotrzebna – przenosząc demonstracje z ulic na demonstracje w świątyniach.

Jak to się skończy?

Protesty skończą się w momencie choć częściowego opanowania koronawirusa, otwarciem dużych szpitali, stworzeniem medialnego przekonania, że państwo działa. To zajmie około dwóch tygodni. Później protesty zostaną naturalnie i instytucjonalnie wygaszone.

Pozostanie tylko problem tego, co rodzi się obecnie na naszych oczach – zmiany sposobu myślenia. Ci dzisiejsi licealiści i studenci, za kilka lat będą tworzyć elitę i to oni wbrew dzisiejszym politykom i hierarchom tak zmienią prawo aborcyjne, że możliwa ona będzie bez ograniczeń – w myśl prostej zasady, że każdy zakaz budzi opór. Rządzący zawsze patrzą w krótkiej perspektywie. Ale czy my musimy?

Kazimierz Krakowski

Teksty publikowane w dziale Publicystyka są prywatnymi opiniami autorów. Chcesz podzielić się swoimi przemyśleniami lub wyrazić swoje zdanie na naszym portalu? Napisz: redakcja@krknews.pl

Zobacz także