Miastoman do radnego: „jak się nie obrócisz, du*a zawsze z tyłu”

Na fatalnych jak widać przepisach, ktoś usiłuje zbijać kapitał polityczny, wmawiając ludziom, że wycinka drzew na prywatnych terenach jest winą urzędników (przecież nie można im powiedzieć, że sami to robią, wszak to przyszli wyborcy). Gdzie te orły i sokoły były, gdy w Warszawie sejm zmieniał ustawę? – zastanawia się Miastoman w swoim cotygodniowym felietonie na KRKnews.pl.

W podsumowaniu mijającego tygodnia przeczytacie także o działach wytaczanych przez urzędników, protestach w imię wspólnego dobra oraz krakowskich kierowcach. Będzie też osobliwy apel do jednego z krakowskich radnych.

Mech jest dobry ale w lesie?

Czytam i własnym oczom nie wierzę. Jakiś czas temu pokazano mech, który pochłania zanieczyszczenia. Hodowany na specjalnej konstrukcji, dzięki której jest samowystarczalny (nie trzeba go podlewać), ale dość drogi, bo koszt jednej instalacji to ok. 100 tys. zł. Nie milkły wtedy na forach zachwyty, jaki to genialny wynalazek, że tego w Krakowie nam trzeba.

W poniedziałek w tym tygodniu urząd miasta ogłosił, że postawi jedną taką konstrukcję w miejscu, gdzie nie można posadzić drzew. I taka fala hejtu wylewa się na mech, że aż sam jestem w szoku. Że za drogo, że nie spełni swojej roli, że są pilniejsze wydatki. Zapewne są, ale jeśli chodzi o smog, tanie rozwiązanie zaproponował już pewien wieczny kandydat – wraz ze swoimi wolontariuszami uszyje 200 maseczek. Miasto wytacza cięższe działa. Wszyscy w lesie zamieszkać nie możemy. A miejsce na warsztatach mocno ograniczone.

Zachodni wieje wiatr

Uwielbiam wszelkiego rodzaju protesty. Podszyte dbałością o dobro wspólne, zwykle dotyczą partykularnego interesu protestujących. Przeczytałem otóż, że punktowy plan ochrony terenów przyrodniczych przygotowywany przez miasto nie podoba się mieszkańcom obrzeży Krakowa. Czytam mniej więcej tak: „Oczywiście, o przyrodę trzeba dbać, zwłaszcza, że musimy walczyć ze smogiem. Ale dbajcie o nią w centrum miasta, tam gdzie jest smog, a nie tutaj, gdzie zielonego jest dużo”. 

Najpierw pomyślałem, że coś ze mną jest nie tak, że nie rozumiem tego, że smog wisi nad całym miastem, a nie wybiera centrum (nawiasem mówiąc – częstokroć jego stężenie jest największe poza centrum). Ale potem doczytałem, że nie chodzi o smog, zieleń i tego typu pierdoły. Chodzi o to, ze plan zahacza o tereny prywatne. A jak wiadomo, prywatne – znaczy można wyciąć, wykarczować i zrobić co się żywnie podoba.  O czym poniżej.

Gorzej czyli lepiej

Nie wiem czy wszyscy się zorientowali, że mamy nowe prawo, które pozwala prywatnemu właścicielowi wyciąć zieleń na działce bez oglądania się na jakiekolwiek zgody, urzędy i inne tego typu przeszkadzacze. No więc lud wziął się do karczowania działek pod inwestycje. Media pełne są doniesień o kolejnych zbrodniach na zieleni.

Trwa więc masowe tropienie wycinki drzew w Krakowie, której „nie zapobiegły” władze Krakowa. Czytając przerażające artykuły o masowej zagładzie zieleni, można mieć wrażenie, że to magistraccy urzędnicy mają nowy obowiązek służbowy wycięcia z prywatnej posesji co najmniej trzech drzew przez zakończeniem każdej dniówki.  Z artykułów nie przebija najmniejsza refleksja, że te drzewa wycinają zgodnie z prawem na swoich własnych działkach ci sami krakowianie, którzy tak kochają zieleń na terenach miejskich, a jeszcze bardziej na działkach sąsiada. A najbardziej  denerwuje mnie fakt, że na fatalnych jak widać przepisach, ktoś usiłuje zbijać kapitał polityczny, wmawiając ludziom, że wycinka drzew na prywatnych terenach jest winą urzędników (przecież nie można im powiedzieć, że sami to robią, wszak to przyszli wyborcy). Gdzie te orły i sokoły były, gdy w Warszawie sejm zmieniał ustawę? Za wysokie progi?

Jedź bezpiecznie i uprzejmie

Uwielbiam program TV Kraków „Jedź bezpiecznie”. Mało jest w Polsce osób, które tak jak Marek Dworak potrafią rzeczowo, zrozumiale, a jednocześnie używając poprawnej i niemalże literackiej polszczyzny wytłumaczyć gdzie błędy popełniają kierowcy, na co zwracać szczególną uwagę podczas jazdy, dlaczego dochodzi do wypadków. Jednym z „koników” Marka Dworaka jest jazda na tzw. zamek błyskawiczny w miejscach zwężeń. Ruch wtedy jest płynniejszy, spokojniejszy, nie tworzą się wielokilometrowe korki. Dworak pochwalił ostatnio krakowskich kierowców za wzorową jazdę na suwak na zwężeniu na ul. Armii Krajowej.

Kierowcy, uczcie się od krakowian! „Idealna współpraca” [WIDEO]

I zgadzam się z nim, że krakowscy kierowcy chyba pojęli ideę takiego sposobu jazdy i stosują ją w praktyce. Mam tylko taką smutną obserwację, że jeśli zamek się zacina, to z reguły z powodu dwóch rodzajów kierowców: albo z obcą rejestracją, albo samochodów ciężarowych, którzy wisząc na zderzaku poprzednika nigdy nie wpuszczą nikogo z zanikającego pasa. Apeluję zatem (wszak pan Marek tez lubi apelować): pokazujcie jak najwięcej odcinków programu kierowcom na Śląsku i na Podkarpaciu. Może i z nimi się uda.

Doradzam radnemu

Najpierw radny Łukasz Wantuch zapowiedział pisane felietonów kulinarnych. Kiedy to ogłosił, na jego profilu w portalu społecznościowym posypała się na niego lawina komentarzy, że się nie zna, że nie powinien rozmieniać się na drobne, że powinien koncentrować się na rzeczach poważnych, jakie przystoją Radnemu Stołecznego Królewskiego Miasta Krakowa. No więc radny wycofał się z opisywania krakowskich knajp.

W tym tygodniu na lokalnym internetowym podwórku ukazał się tekst pełen oczywistych i mało odkrywczych rad dla wszystkich użytkowników facebooka. Wywołany w nim do tablicy został radny Wantuch. Po jego lekturze publicznie znów ogłosił, że pod wpływem połajanki zmienia swój sposób komunikowania i będzie rzadziej coś pisał. Panie radny, mam i ja dla Pana radę: nie wszystkie rady są dobre, więc jeśli nie chcesz Pan stracić swej autentyczności, po prostu bądź Pan sobą. Jak to mówią: jak się nie obrócisz, dupa zawsze z tyłu.

Miastoman

Zdjęcie tytułowe: Pixabay

Odwiedź  Miastomana na Facebooku – wystarczy kliknąć tutaj.

Przeczytaj także:

Miastoman: Granica absurdu. Co kupi ciemny lud?

Zobacz także