Mocne słowa o kandydatce PiS. „Kłamie, po prostu kłamie!”

– Kłamie, po prostu kłamie! Próbuje grać niezależną młodą kobietę, która jest nie powiązana ze starszymi panami z PiS-u. Może się jeszcze odetnie od kościoła katolickiego? Nie dość, że nie zna Krakowa to jeszcze nie wie z jakiej partii startuje – grzmią krakowianie politycy, którzy obnażają hipokryzję Małgorzaty Wassermann, kandydatki na prezydenta Krakowa. Chodzi o jej uporczywe odcinanie się od partii Jarosława Kaczyńskiego i wmawianie wyborcom, że jest niezależną kandydatką.

Przez całą kampanię sponsorowaną przez Prawo i Sprawiedliwość Małgorzata Wassermann utrzymuje, że nie ma nic wspólnego z rządzącą partią. Fakty jednak mówią za siebie. Kandydatka należy do Klubu Parlamentarnego PiS, jej praca jest ściśle związana z PiS-em, a na dodatek łączą ją więzy rodzinne. Jej ojciec śp. Zbigniew Wassermann przez całą karierę polityczną był związany z partia Kaczyńskiego.

Na kandydatkę na prezydenta została namaszczona przez Beatę Szydło.

„Nie muszę występować z PiS”

W ostatnim wywiadzie dla Rzeczpospolitej Wassermann stwierdziła wprost, że nie ma nic wspólnego z PiS-em i… zaczęła się gubić we własnych zeznaniach

– Nie będę obsadzać krakowskiego ratusza urzędnikami PiS, bo też nie z ludźmi PiS robię kampanię ani do partii nie należę. Oczywiście wspierają mnie radni PiS, a ja ich, ale nie jestem silnie związana z żadną partią. Daję gwarancję apartyjności prezydentury Krakowa – mówiła w „RZ”.

– Ja nie należę do partii. Nie wstydzę się tego, kto finansuje moją kampanię i kto mnie wspiera. Wolę przejrzyste działania partii niż wsparcie deweloperów, którzy mogliby później chcieć jakiejś rekompensaty. Nie upartyjniłabym Krakowa i nie muszę występować z PiS, bo nigdy do partii nie należałam. Należę do Klubu Parlamentarnego PiS, ale w dniu wyboru na prezydenta Krakowa mandat automatycznie by mi wygasł, podobnie jak przestałabym być przewodniczącą komisji ds. Amber Gold. A samą działalnością partyjną nigdy nie byłam zainteresowana, dlatego też nigdy nie wstąpiłam do PiS – twierdziła.

„Idźże, idźże bajoku”

– Jeżeli się wstydzi to dlaczego na wszystkich plakatach i ulotkach używa znaku PiS-u? Dlaczego występuje  w bezpłatnych blokach wyborczych PiS-u? Nie dość, że nie zna Krakowa to jeszcze nie wie z jakiej partii startuje – mówi oburzony Grzegorz Stawowy, krakowski radny.

– Apolityczna kandydatka, otoczona bezpartyjnymi aparatczykami, z finansującą jej kampanię polityczną partią przywdziewa ornat miłosierdzia zaczarowując rzeczywistość. Krakowianie, jednak to lud rozumny i na błyskotki nie łasy. Na tanie obietnice odpowiadają po krakosku – idźże, idźże bajoku – komentuje Grzegorz Gondek, kandydat do Sejmiku Województwa Małopolskiego.

– Kłamie, po prostu kłamie. Podaje nieprawdę i próbuje manipulować. Nawija nam makaron na uszy. Zrobiła sobie ładne zdjęcia na bilbordy. Próbuje grać niezależną młodą kobietę, która jest nie powiązana ze starszymi panami z PiS-u. Może się jeszcze odetnie od kościoła katolickiego? Udaje i przefarbowuje się, by pozyskać elektorat centrowy, który PiS-u nie lubi. Krakowianie doskonale wiedzą z kim jest kojarzona i kogo polecenia wykonywała – grzmi radny Aleksander Miszalski.

„Łup partyjnego zaciągu”

Radni nie mają wątpliwości, że w przypadku zostania prezydentem przez Małgorzatę Wassermann zostaną wymienieni wszyscy urzędnicy i pracownicy. Powołują się na fakt, że gdy PiS doszedł do władzy to w ministerstwach zostały obsadzone osoby związane z partią. Dodatkowo podkreślają, że podczas wyborów Wassermann spotyka się z kandydatami z list PiS-u i z ekspertami, którzy doradzają partii.

– Posłanka usilnie stara się przekonać mieszkańców Krakowa, a przede wszystkim pracowników krakowskiego magistratu i miejskich przedsiębiorstw, że po wygranych przez nią wyborach nie będzie zwalniała ich z pracy. Im bardziej twierdzi, że tak nie uczyni, tym bardziej można być pewnym, że to zrobi. Z PiS-em już tak jest, że mówi jedno, a robi drugie. Przed wyborami parlamentarnymi też padały zapewnienia, że pracę zachowają fachowcy, i to prawda, specjalistów zastąpili „fachowcy” z PiS-u. Wszystko to, co osiągnęliśmy pracując przez wiele lat stanie się łupem partyjnego zaciągu – krytykuje Gondek.

„Projekt ją przerósł”

Krytycy Wassermann zarzucają jej już nie tylko brak znajomości problemów Krakowa i mieszkańców. Kolejnym problemem kandydatki jest tracenie wiarygodności. Radni zastanawiają się jakie są prawdziwe polityczne zamiary nie tylko pani poseł, ale również Prawa i Sprawiedliwości.

– Myślę, że Małgorzata Wassermann nie ma pomysłu na to, co robi. Podjęła się wyzwania, które ją zdecydowanie przerasta. Nie ma takich kompetencji. Wyzwanie jest zbyt wielowątkowe, żeby podejść do niego z marszu. Nie ma pomysłu na to co będzie robić. Co rusz opowiada rzeczy sprzeczne ze sobą. To jest projekt, który ją przerósł wielkością i skalą. Sądzę, że ma tego świadomość i dlatego bardzo oszczędnie ostatnio mówi o tym co będzie robić w Krakowie – podsumowuje Stawowy.

Just.

Zdjęcie tytułowe: Jan Lorek

Zobacz także:

Krakowianie naśmiewają się z kandydatów na prezydenta! 15 najlepszych memów

Zobacz także