Najemcy z dworca autobusowego MDA w Krakowie bez pomocy

Fot. pl.wikipedia.org

Urząd Marszałkowski chwali się, jak pomaga przedsiębiorcom w czasie epidemi koronawirusa. Tymczasem podległa mu spółka – Małopolskie Dworce Autobusowe – nie reaguje na prośby przedstawicieli firm, z którymi współpracuje. Do niektórych najemców z dworca autobusowego MDA wysyła nawet przedsądowe nakazy zapłaty należności i grozi rozwiązaniem umowy. – Na nasze kilkukrotne apele o pomoc do władz MDA i marszałka województwa nie ma żadnego odzewu – skarżą się przedsiębiorcy. A sama spółka w czasie epidemii zmieniła sobie siedzibę i przeprowadziła się do nowych biur.

Spółka Małopolskie Dworce Autobusowe zarządza dworcem autobusowym przy ul. w Krakowie, usytuowanym po wschodniej stronie dworca PKP. W normalnych czasach to miejsce tętni życiem, na dworcu jest mnóstwo ludzi, więc przedsiębiorcy transportowi, prowadzący lokale, a nawet dzierżawiący toaletę zarabiają na obsłudze pasażerów. Po 15 marca sytuacja zmieniła się dramatycznie. Ruch autobusowy praktycznie zamarł, a nawet po odmrożeniu gospodarki nie ma mowy choćby o częściowej rekompensacie strat poniesionych przez firmy współpracujące z MDA. Koszty działalności są jeszcze większe, klientów jak na lekarstwo, więc straty są coraz większe.

Bez obniżki czynszu

Nic więc dziwnego, że najemcy lokali i powierzchni na dworcu MDA oczekiwali wsparcia od spółki samorządowej. Zwłaszcza że władze województwa małopolskiego, właściciel MDA, chwalą się Małopolską Tarczą, która ratuje firmy w naszym regionie. A do tego same informowały, że podległe samorządowi regionalnemu spółki mogą obniżyć czynsze najemcom nawet o 90 proc. Marszałek rekomendował podległym mu spółkom takie rozwiązanie.

I co? Nie w MDA. – Jedyne, co nam zaproponowano, to odroczenie płatności połowy należności na trzy miesiące – opowiada jeden z przedsiębiorców współpracujących z MDA. – Ale przecież połowa marca i cały kwiecień to był całkowity przestój, w maju niby zaczęto odmrażać gospodarkę, ale przecież nie wrócił taki ruch jak przed epidemią. Z czego mamy zapłacić? – oburza się nasz rozmówca.

Tarcza w praktyce

Przedsiębiorcy mają żal, że ich wołanie o pomoc pozostaje bez odzewu. Wprawdzie interwencję poselską podjął Rafał Bochenek, ale nawet to nie pomogło. Z Urzędu Marszałkowskiego przyszła jedynie odpowiedź, że najemcy mogą skorzystać z Małopolskiej Tarczy Antykryzysowej. Kolejne pisma z prośbami o pomoc pozostały bez odzewu.

– Wiele firm pieniędzy z tarczy do tej pory nie widziało, a poza tym ulgi w ZUS czy inne formy wsparcia finansowego to kropla w morzu potrzeb – twierdzi kolejny najemca zMDA. Największe koszty to czynsz, którego żąda MDA.

Jeden z najemców już dostał przedsądowy nakaz płatności na ponad 100 tysięcy złotych z groźbą wypowiedzenia umowy. Chodzi o należności za czas epdeimii koronawirusa. – Tak wygląda ta pomoc firmom w praktyce? Dlaczego miasto może obniżyć czynsze nawet ogródkom na Rynku Głównym, a my musimy płacić wysokie czynsze? Przecież nie mamy tych pieniędzy! – żalą się przedsiębiorcy.

Przeprowadzka w czasie pandemii

I podkreślają, że przed wybuchem epidemii dwukrotnie podniesiono im stawki za najem i korzystanie z MDA.

Nie rozumieją też, dlaczego ani władze spółki, ani marszałek nie reagują na ich prośby o pomoc. – A widzimy, że w czasie pandemii władze spółki zmieniły sobie siedzibę. Przecież to też kosztuje. Sama spółka niczego sobie nie odmawia. A co z nami? – pytają rozżaleni.

My też zapytaliśmy o to Urząd Marszałkowski. I czekamy na odpowiedź.

Grzegorz Skowron

Zobacz także