W niedzielę zapowiada się Dzień Frustrata. Krakowianie są wściekli i zacietrzewieni!

fot. pixabay

Nie musimy specjalnie wytężać wyobraźni, by zobaczyć, jak to będzie wyglądało. W niejednym domu padnie tradycyjne: „Ej, skocz do sklepu po bułki, masło i dwa piwa”, a za moment przyjdzie wielki nerw.

Skąd taki scenariusz? Ano po lekturze Waszych komentarzy po naszym tekstem dotyczącym zamykanie sklepów w niedzielę.

Odliczanie do armagedonu – już w TĘ niedzielę zamykają sklepy! Co na to Kraków?

Wyobrażamy sobie teraz niejednego krakowianina, który już założy buty, przywdzieje kurtkę i… siarczyście zaklnie. Albo takiego, który o zakazie handlu przypomni sobie dopiero pod drzwiami sklepu (tej wiązanki wolimy sobie już nie wyobrażać).

Wyobrażamy sobie jednak i takich, którzy na tych klnących będą się również wściekali, bo grupa obrońców nowego prawa jest równie zacietrzewiona jak przeciwników.

Dlatego pewnie w w niejednym polskim domu odbędzie się dyskusja nad (bez)sensownością zakazu. I będzie ona pewnie wyglądać podobnie, jak wymiana zdań naszych Czytelników w komentarzach:

Zwolennik zakazu: – Dramat narodowy. Co Ci ludzie zrobią bez szwendania się w niedziele po sklepach?

Zwolennik zakazu: – Pamiętam jak w Krakowie były otwarte tylko delikatesy w rynku i nikt nie umarł z tego powodu, a rodzina mogła się spotkać przy niedzielnym obiedzie.

Przeciwnik zakazu: – A mnie to wk…., że nie mogę robić co chcę w niedzielę, tylko co władza chce. Jestem oburzony totalnie

Zwolennik zakazu:– Ale za to inni będą mogli robić w niedzielę to, co chcą, zamiast obsługiwać znudzoną hołotę, która nie ma pomysłu na spędzenie wolnego dnia. Oh, wait, przecież ci ze sklepu to nie ludzie, nie?

Przeciwnik zakazu:– Idąc Twoim tokiem rozumowania pracownicy stacji czy restauracji będą musieli obsługiwać znudzoną hołotę, która ma w ten dzień akurat wolne. To nie są ludzie? Pojawiła się nowa nadzwyczajna kasta ludzi.

Zwolennik zakazu: – Pewnie najbardziej oburza się ci, co nie muszą chodzić w niedziele do pracy. Jakie ograniczenie jednostki? Przecież zakaz dotyczy handlu . Bez sklepów w niedziele da się żyć. 

Przeciwnik zakazu: – Tramwajarz, kelnerka, bileterka w kinie, przewodnik, pracownik stacji benzynowej, pracownicy wodociągów, elektrowni i inni – to są podludzie? Kasta kasjerów z supermarketów ma prawo do wolnej niedzieli, a reszta ma im służyć? Ciekawe.

Zwolennik zakazu: – Kasta to jest sędziowska, lekarska ale kasjerów ? Urzędnicy nie pracują w niedziele i jakoś nikt ryja nie drze, że są uprzywilejowani. A można by sobie pozałatwiać sprawy różne. Są zawody wymagające pracy w niedziele czy nawet święta, ale kasjer raczej do niech nie musi należeć.

***

No, to tak w ramach rozgrzewki, bo wyniszczająca bitwa totalna na argumenty zacznie się pewnie w niedzielę. Miłego świętowania!

dn

zdjęcie tytułowe / fot. pixabay

Zobacz także