Panie dupogniocie, odwal się pan od moich pieniędzy!

fot. rafael-castillo via Foter.com

– Roszczeniowy dupogniot ma pretensje do całego świata. A to do prezydenta Krakowa, a to do radnych, a to do swojej uczelni. Obraził wszystkich, używając słownictwa niczym największy osiedlowy żul, którego sukcesy sprowadzają się do pobicia rekordu w szybkości obalenia flaszki – pisze nasz dziennikarz Łukasz Mordarski w odpowiedzi na wpis krakowskiego pływaka.

„Przez takich właśnie DUPOGNIOTÓW, którzy mają w dupie swoich wyborców i mieszkańców muszę ZAPIE***AĆ na treningi, w między czasie do pracy na PEŁEN ETAT i studiować zaocznie i jeszcze za to płacić mimo że reprezentuje tak ‘szanowaną’ uczelnie jak AWF Kraków na zawodach i jeszcze na mnie zarabiają” – napisał [pisownia oryginalna] na swoim Facebooku pływak, reprezentant TS Wisła Kraków Mateusz Wysoczyński. 23-latek nie przebierał w słowach i „pojechał” po całym świecie, wylewając swoje gorzkie żale. Najbardziej żałosny w tym wszystkim jest jednak sam pan pływak, nazwijmy go, na potrzeby tekstu, dupogniotem (nauczyłem się nowego słowa, więc chcę go utrwalić).

Czytaj także: Ale się wku***ł. Krakowski pływak oburzony wysokością stypendium

O Wysoczyńskim do tej pory nie słyszałem. Jakiś tam gość, co sobie pływa – mógłbym pomyśleć, gdyby inaczej zaprezentował się na swoim profilu na Facebooku. Tymczasem myślę, że to żałosny smarkacz, który – z takim podejściem – jedyne sukcesy może odnosić w przydomowym, dmuchanym basenie. Z tak gorącą głową daleko bowiem nie zajdzie.

Pan pływak obraził cały świat, bo dostał 200 złotych stypendium. O 200 za dużo – aż chciałoby się dodać! Tymczasem roszczeniowy dupogniot ma pretensje do całego świata. A to do prezydenta Krakowa, a to do radnych, a to do swojej uczelni. Obraził wszystkich, używając słownictwa niczym największy osiedlowy żul, którego sukcesy sprowadzają się do pobicia rekordu w szybkości obalenia flaszki.

Co pan pływak chciał tym osiągnąć? Tego nie wiemy. Poza tym, że przedstawił się szerszej publice, która – zamiast z wyników sportowych – będzie go teraz znała z wulgarnego języka, zacietrzewienia, słabej psychiki i zbytniej agresji. Wśród tych, których po raz pierwszy usłyszeli dziś o Wysoczyńskim, zapewne jest jakiś potencjalny sponsor, który mógłby wyłożyć kolejne grosze. Ale zapewne tego nie zrobi, bo po co finansować roszczeniowych dzieciaków?

Pan pływak narzeka na 200 złotych. OK, nie jest to kwota zwalająca z nóg, ale dostaje ją za to, że uprawia sport. Nie oszukujmy się, nikt tego pana do zabaw w basenie nie zmuszał. Poza tym, jaka kwota byłaby odpowiednia? 500 złotych? Tysiąc? A może dwa tysiące? To na niektórych też nie robi wrażenia. Gdzie jest więc granica?

Czytaj także: [TYLKO U NAS] 200 zł to za mało. A koło nosa przeszło mu 700

Panie pływaku, albo jesteś pan dobry i łapiesz się pan na pomoc ministerstwa, związku i tak dalej, albo jesteś pan przeciętniakiem i nie zasługujesz pan nawet na złotówkę z budżetu miasta. Nie taka jest bowiem rola samorządów, aby pomagać każdemu przeciętniakowi bez wyników, tylko dlatego, że ma marzenia. Ja też mam. Nieustannie te same – tropikalna wyspa, murzynki i ja. A z budżetu miasta nie dostałem nawet na bilet w jedną stronę.

Nie chcesz, nie pływaj. Idź do pracy i tam spełniaj marzenia. I odwal się od tych 200 złotych, bo pewnie jakiś promil tej kwoty pochodzi też z moich podatków. A ja nie chciałbym wydawać na takiego dupogniota nawet złamanego grosza.

Łukasz Mordarski

fot. rafael-castillo via Foter.com

Zobacz także