Polskie miasto, gdzie sąsiad donosi na sąsiada. Tak walczą ze smogiem

fot. legionowo.info.pl

W Legionowie się nie cackają. Dwaj mieszkańcy tego miasta stworzyli mapę na której każdy może dodać lokalizację, gdzie z komina wydobywa się gryzący dym. Mapa szybko zaroiła się od podejrzanych miejsc.

„Spalane jest, co na rękę się nawinie”, „W nocy palą butelki”, „kopciuch!”, „dom, który truje!” – to tylko część z wpisów związanych z precyzyjną lokalizacją.

– Mapa powstała jako reakcja mieszkańców na problem gigantycznego zanieczyszczenia powietrza w naszym mieście. Problem jest gigantyczny, a raporty roczne WIOŚ jasno wskazują, że spalanie śmieci oraz węgla to podstawowe źródła zapylenia powietrza. Pyły te są rakotwórcze, dlatego podjęliśmy decyzję, że postawimy taką mapę i damy ludziom możliwość wskazywania lokalnych trucicieli. Pomysł chwycił, a my do tego dołożyliśmy pomiary zapylenia – mówi jeden z pomysłodawców mapy Marcin Mizgalski w rozmowie z portalem naTemat.

Mizgalski twierdzi, że pod względem prawnym wszystko jest w porządku. – Budynki mają obowiązek być wyposażone w tabliczki z numerem i adresem nieruchomości, tak więc posługujemy się danymi publicznie dostępnymi, bez wskazywania danych osobowych – podkreśla. Strażnicy Miejscy z Legionowa zdradzają, że im także stara się korzystać z tej mapy.

Kraków też daje możliwości, by donieść na trującego sąsiada, ale nic tak spektakularnego jak ta mapa nie powstało. Możemy dzwonić na Straż Miejską (nr 986).

Od kilku dni raportować można także za pomocą aplikacji „Powietrze Kraków”, która jest do pobrania TUTAJ.

Powietrze Kraków

Działanie aplikacji jest intuicyjne. Po kliknięciu opcji „raport” włącza się aparat fotograficzny. Pstrykamy zdjęcie domu z którego wydobywa się ciemny dym i wysyłamy raport. Wysyłka następuje za pomocą klienta poczty e-mail w formie wiadomości z podaną lokalizacją i zdjęciem w załączniku. – Sygnały z aplikacji trafiają do Straży Miejskiej Miasta Krakowa, która rozdziela je na odpowiednie oddziały, a następnie weryfikuje. Informacje mogą być zgłaszane anonimowo, jednak wiemy z jakiego numeru telefonu zostały przesłane – mówi Marcin Warszawski ze Straży Miejskiej.

Warszawski zastrzega, że nazwisko osoby zgłaszającej raport zawsze jest chronione. – Nie ma możliwości, by wyciekły dane osoby, która przysłała zgłoszenie. Bez względu na to, czy dokonała to za pomocą aplikacji czy dzwoniąc na numer Straży Miejskiej – dodaje.

Raportowanie nie cieszy się wśród mieszkańców Krakowa i okolic dużą popularnością. Do środy wpłynęło 14 zgłoszeń z czego tylko dwa z Krakowa. – Pozostałe m.in. z Kalwarii Zebrzydowskiej, Zabierzowa i Skawiny. Będą one przekazywane do stosownych urzędów w danej miejscowości –tłumaczy Warszawski.

Zachęcamy do raportowania, sami też już się za to zabieramy.

(wm)

Zobacz także