Przerażająca historia! Szczeniak „zgnił od środka” po wizycie u weterynarza

Amstaff / fot. Pixabay

Gdy pies zaczął wymiotować krwią, właściciele szukali ratunku u weterynarzy. Stan sześciomiesięcznej suczki zaczął się pogarszać. Przez kilka dni nie podjęto decyzji o operacji, a na dodatek okazało się, że pupil miał zjeść kawałek plastikowej miski w klinice weterynaryjnej. Młody piesek musiał zostać uśpiony! Co wydarzyło się w lecznicy?!

Całą sprawę na grupie facebookowej „Pies w Krakowie” opisała pani Aleksandra, znajoma właścicieli psa. Według niej sześciomiesięczna suczka rasy Amstaff w nocy z poniedziałku na wtorek trafiła do kliniki weterynaryjnej GregWET, ponieważ zaczęła wymiotować krwią. Postawiono diagnozę, że pupil zatruł się trutką na szczury i pod tym kątem prowadzono leczenie, choć nie było wiadomo czy przypadkiem suczka nie połknęła ciała obcego. Pies był leczony przed pięć dni i podawano mu różne leki zapewniając, że nie zaszkodzą.

„Kiedy Kira poczuła się lepiej (czwartek) pozwolili psu wyjść do domu na noc, natomiast na następny dzień miała iść na badania i podanie lekarstw. Tak też się stało. Po podaniu ich stan psa drastycznie się pogorszył, pies znów został na noc w „klinice”. W sobotę właściciel znów pojechał zobaczyć co się dzieje…i tu uwaga.. przez niedopatrzenie „lekarzy” 6 miesięczny szczeniak zjadł kawałek plastikowej miski”- relacjonuje pani Aleksandra.

Kilka dni męki

Okazało się, że pies pilnie potrzebuje operacji, a w klinice nie ma chirurga. Weterynarz stwierdziła, że za zgodą właścicieli może operować psa pomagając sobie książką. W końcu znaleziono chirurga z innej kliniki, który po zapoznaniu się z dokumentacją stwierdził, że pies ma zapalenie otrzewnej i krwotok wewnętrzny, który trwał przez pięć dni.

Szczeniak powinien być operowany pierwszego dnia wizyty w klinice weterynaryjnej. Ponadto podczas leczenia pracownicy mieli żądać coraz wyższych cen za leczenie, a nawet mieli sugerować wzięcie kredytu.

„Sytuacja stała się całkowicie absurdalna w monecie, kiedy kobieta, która wydawała dokumenty błagała o podpisanie oświadczenia przez właścicieli, potwierdzającego że wywiązała się ze wszystkich obowiązków by ratować psa (właściciele się nie zgodzili; kobieta popierała swoją prośbę tym, ze straci możliwość wykonywania zawodu)” – pisze znajoma właścicieli psa.

Psina w końcu została przewieziona do innej klinki, ale okazało się, że nie da się już jej odratować. Podawane leki pogorszyły stan suczki, która zgniła od środka!

Skontaktowaliśmy się z kliniką GregWET. Najpierw sekretarka stwierdziła, że nie wie czy doktor będzie mieć czas skomentować zajście. Przy kolejnej próbie kontaktu dostaliśmy odpowiedź, że weterynarz chce porozmawiać z redakcją, ale obecnie jest zajęta. Wysłaliśmy maila i dzwoniliśmy jeszcze kilkukrotnie, jednak tym razem nikt nie odbierał. Na naszą wiadomość również nie dostaliśmy odpowiedzi.

Woda w ustach

O komentarz poprosiliśmy też Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. Inspektorzy poinformowali nas, że kontrolowanie gabinetów weterynaryjnych nie należy do kompetencji KTOZ i powinniśmy skontaktować się z Wojewódzkim Inspektoratem Weterynarii lub Małopolską Izbą Lekarsko-Weterynaryjną. Wojewódzki Inspektorat Weterynarii stwierdził, że to Małopolska Izba Lekarsko-Wetrynaryjna powinna wypowiedzieć się w sprawie zaniedbań przy leczeniu szczeniaka, z kolei pracowniczka izby nie chciała skomentować tego zdarzenia zasłaniając się RODO.

Według Małopolskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej właściciele zwierząt, którzy są niezadowoleni z przebiegu leczenia mogą złożyć skargę na weterynarza do Okręgowego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej. Inspektor może dać upomnienie, naganę lub pozbawić możliwości wykonywania zawodu. Jeżeli właściciel chce uzyskać rekompensatę pieniężną, to powinni złożyć sprawę do sądu z powództwa cywilnego. 

sj

Zobacz także