Rodzice wychodzą na ulice. „Ustawa zupełnie niegotowa”

fot. Pixabay

W sobotę w Warszawie, w niedzielę w Krakowie na ulice wyjdą rodzice protestujący przeciwko reformie edukacji. – Nie znalazłam pozytywnej opinii na temat reformy w żadnym środowisku, a szukałam długo, bo jestem upierdliwa – mówi KRKnews Marta Tatulińska, Forum Rad Rodziców w Krakowie.

Poprosiliśmy panią Martę o przybliżenie tej sprawy naszym czytelnikom. Dlaczego wychodzą na ulice, by protestować?

– Ustawa jest absolutnie niegotowa a plany są bardzo chaotyczne. Brak jest podstaw programowych a sam proces wprowadzania nowych podręczników powinien trwać ok roku. Nie będzie na to czasu. Wśród zarzutów obecnego kształtu systemu edukacji jest opinia, że dzieci trzy razy uczą się tego samego. Ale przecież to można naprawić poprawą programu, a nie wywracaniem wszystkiego do góry nogami.

– Nie ma żadnych badań, które wskazywałyby na zasadność likwidacji gimnazjów, a te na które powołuje się pani minister, zaprzeczają jej teoriom. Nie można powiedzieć, że obecny stan jest idealny, ale są to problemy, które można rozwiązać bez zmiany struktury nauczania. Tego typu rewolucja wprowadzi jedynie chaos.

– Nikt nie zapytał o zdanie rodziców, a dzieci tym bardziej. A to one będą największymi ofiarami tej reformy. Dla różnych roczników konsekwencje będą różne. Najbardziej dramatyczna jest sytuacja obecny 6-klasistów. Będą mieli wielki problem, by dostać się do szkół średnich. Taki sam problem spotka obecnych uczniów 1. klasy gimnazjum. Uczniowie obecnych klas 3 i 6 będą się uczyli tymczasowym programem, na tymczasowych podręcznikach i, tak w zasadzie, nie wiadomo gdzie. W obecnych szkołach może brakować dla nich miejsca, więc i tak będą przenoszeni, jakby przeszli do gimnazjum.

– Obecni 6-klasiści przez trzy lata będą w swojej szkole najstarszym rocznikiem. Niby nic, a jednak to specyficzna sytuacja.

– Nieprawdą jest, że obecni uczniowie drugich i trzech klas gimnazjum nie odczują skutków reformy. Odczują, bo gdy będą w drugiej lub trzeciej klasie szkoły średniej, do ich szkoły wejdzie podwójny rocznik, co może spowodować przepełnienie szkoły.

– Skrócenie obowiązku szkolnego z dziewięciu do ośmiu lat będzie miało zasadniczy wpływ na kompetencje młodzież. Wiemy z badań naukowych, że kompetencje 15-latków w zakresie czytania ze zrozumieniem i logicznego myślenia, spektakularnie się zwiększyły. 16 lat temu byliśmy w ogonie badanych krajów, dziś jesteśmy w czołówce w Unii Europejskiej. Żaden inny kraj nie zanotował takiego postępu. To dowód na to, że obecny system wreszcie się dotarł. Dziś należy go wzmacniać, a nie burzyć i na siłę wracać do tego, co było kiedyś.

– W małych gminach gimnazja to często świetnie wyposażone szkoły – mają dobrze wyposażone pracownie, boiska, czasem baseny. Dla dzieci, które tam trafiają, to pierwszy sygnał w ich życiu, że dają sobie radę, że zasługują na coś więcej. Potem te dzieci znacznie łatwiej podejmują decyzję o podjęciu nauki w szkole średniej w dużych miastach. Pisząc sprawdzian przed pójściem do gimnazjum po raz pierwszy zapoznawali się ze stresem, w kontrolowanych warunkach, bo sprawdzianu nie można nie zdać. Dzięki temu łatwiej przychodzi im podchodzenie do kolejnych egzaminów, bo już coś podobnego mają za sobą.

– W ostatnich latach przeszliśmy niebywały rozwój społeczny w kontekście edukacyjnym. Z liczby ok 15% osób z wykształceniem średnim doszliśmy do sytuacji, w której 80% ludzi podchodzi do matury. Wskaźnik skolaryzacji wyższej skoczył z 13% pod 50%. Jedna z bydgoskich wykładowczyń stwierdziła niedawno, że na studiach mamy „piramidalnych idiotów”, ale to nie wina gimnazjów, a efekt reformy sposobu finansowania wyższych uczelni. Dostaję dotacje od łepka, więc przyjmują hurtowo bez weryfikacji. Średni poziom przygotowania musiał drastycznie się obniżyć, Ale ja wciąż uważam, że każda osoba po studiach będzie lepiej wykształcona niż przed. Nasze społeczeństwo się uczy, a efektem jest rozwój społeczny i gospodarczy.

– Inny zarzut: Gimnazja to siedlisko patologii. Badania wskazują na to, że problem z agresją jest wyższy w podstawówkach, w piątej, szóstej klasie. Problem agresji dotyczy jednostek i przeniesienie ich do innej szkoły tego nie zmieni. A dodatkowo, wracając do podstawówki, będą mieli na widelcu siedmiolatków. To nie jest tak, że opętane zostały gimnazja i tylko tam dzieje się zło. Nie rozumiem tego toku rozumowania.

– Wiele osób twierdzi, że gimnazja nie wyrównują szans, a badania znów przeczą tej tezie. Wyniki edukacyjne wzrosły, szczególnie w grupie o niższym kapitale społecznym. Wciąż jest rozpiętość, ale nad tym trzeba pracować, a skrócenie obowiązku szkolnego o rok tego nie ułatwi. Część dzieci z gmin wiejskich, jak 20 – 30 lat temu, będzie kończyć naukę po 8 klasie, bo potem można przecież ją kontynuować na darmowej praktyce w jakimś zakładzie.

– Jesteśmy wzburzeni faktem, że w ministerstwie nikt nie bierze pod uwagę lawiny głosów rodziców. Mam wrażenie, że nikt ich nie czyta. Ktoś ma idee fix i ją realizuje. Nie znalazłam pozytywnej opinii żadnego środowiska, a szukałam. Minister Zalewska powołuje się na badania, które przeczą jej tezom. To kuriozalne.

– Decyzja na temat protestu zapadła we wtorek wieczorem. Rodzice zdecydowali, by wyjść na ulicę. Będziemy podpisywać listy do posłów i prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o wstrzymywanie od głosowania i nie podpisywanie tej ustawy, jeśli sejm ją przyjmie.

– Dzieci będą ponosić skutki tej katastrofy organizacyjnej dziś i w dorosłym życiu. Jeśli chcemy obciąć liczby godzin przedmiotów przyrodniczych, które wzmacniają logiczne myślenie, a przykładamy nacisk na przedmioty pamięciowe, to się uwsteczniamy. Jeśli informatyki w liceum ma być jedna godzina tygodniowo to jak myśleć o innowacyjności i nowoczesnych technologiach? Skutkiem reformy będzie także zmniejszenie liczby godzin języków obcych.

– Próg selekcji obniży się o rok i 14-latek będzie musiał decydować, co chce robić w życiu. Musimy stwarzać dzieciom możliwość wyboru, a nie wrzucać je w sztywne ramy. Kuriozalnym pomysłem była matura branżowa, po której dzieci nie miałyby możliwości wyboru studiów wyższych.

– Obecny system szkół zawodowych to efekt reform z 2012 roku, więc cykl jeszcze się nie domknął. Należałoby poczekać aż to się stanie, dokonać weryfikacji, sprawdzić, czy cele tej reformy są realizowane. Ministerstwo nie chce na to czekać tylko znów zabiera się za reformę i wszystko wyrzuca do kosza. To kompletnie nielogiczne, niepraktyczne i szkodliwe.

– W 2009 pani Zalewska mówiła, że edukacja nie znosi rewolucji. Bardzo sensownie się wypowiadała, nie wiem czemu stołek ministerialny tak zmienił jej optykę.

– Kolejny argument przeciwko gimnazjom jest taki, że uczą pod testy. Czy to wada? Mamy system egzaminów zewnętrznych dzięki którym możemy na bieżąco monitorować przyrost wiedzy u uczniów. Pozostawmy im tylko funkcję diagnostyczną i przenieśmy na sam koniec szkoły a już będzie lepiej.

– Jeśli wejdą w życie plany ministerstwa nauki i uczelnie wyższe będą pilnować limitu 12 studentów na wykładowcę to co się stanie z uczniami z kumulacyjnych roczników?
Dziś rodzice nie zdają sobie często sprawy z tego co czeka ich dzieci, myślą, że jakoś to będzie. Pełnię zagrożenia zrozumieją dopiero wtedy, gdy będzie już za późno na reakcję.

– W niedzielę spotykamy się o godz. 12:00 pod Ratuszem na Rynku Głównym.

(wm)

fot. Pixabay

Zobacz także