Rodzina z Krakowa nie chciała sobie psuć wakacji kwarantanną

Nowy Dwór Gdański (fot. pl.m.wikipedia.org)

Pięcioosobowa rodzina z Krakowa była na wakacjach w Nowym Dworze Gdańskim na Pomorzu, gdy okazało się, że jedno z dzieci miało wcześniej kontakt z osobą zakażoną koronawirusem. Sanepid poinformował krakowskich wczasowiczów, że wszyscy powinni udać się na kwarantannę. Ci odmówili argumentują,c że nie będą spędzać wakacji tak jak chce tego inspektor sanitarny.

O kontrowersyjnej sprawie informuje TVN24. Rodzina z trójką dzieci wyjechała z Krakowa na wakacje. Po jakimś czasie okazało się, że jeden z synów miał kontakt z osobą zakażoną koronawirusem. Chłopiec służył jako ministrant podczas mszy, którą odprawiał ksiądz z pozytywnym wynikiem na COVID-19.

Rodzice zostali poinformowani, że cała rodzina powinna poddać się kwarantannie. – Zaczęli podważać zarówno nasze działania, jak i ustalenia sanepidu krakowskiego, twierdząc, że chłopiec stał od księdza daleko, że nie widzą podstaw do kwarantanny, a my jako inspekcja sanitarna psujemy im urlop – opowiadał w TVN24 Tomasz Bojar-Fijałkowski, dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Nowym Dworze Gdańskim.

Pracownicy sanepidu przyszli na spotkanie z rodziną razem z policjantami. Matka chłopca miała stwierdzić, że „nie po to ma urlop, żeby spędzała go tak, jak chce tego inspektor sanitarny”. Wczasowicze nie chcieli ustąpić. Wtedy właściciel domków, które wynajmowali, poprosił ich o opuszczenie ośrodka, więc urlopowicze wrócili do Krakowa. Obecnie są w kwarantannie. Za odmowę poddania się się odosobnieniu mogą być ukarani grzywną.

(red)

Zobacz także