Rzeka rzygowin, ocean obleśności i apogeum patologii!

fot. Facebook / Ja i mój zgon

„Gruba Ola” ściąga pijanymi koledze majtki, siada na nim i zaczyna go gwałcić. To dopiero początek. Później jest jeszcze bardziej obleśnie i strasznie. Jeśli akurat coś jecie lub pijecie, radzimy odłożyć. W internecie widzieliśmy wiele, ale to zaskoczyło nawet nas. Na portalu Facebook powstał fanpage na którym można było pochwalić się zdjęciem swoim lub kolegi pod wpływem całkowitego upojenia alkoholowego.

Na pomysł wpadł użytkownik z Wieliczki, Krzysiek. „Konkurs fotograficzny Ja i Mój Zgon” natychmiast zyskał sławę i koleje osoby jęły podsyłać zdjęcia. Niektóre zabawne, niektóre mniej, wszystkie kompromitujące, a innym razem całkowicie przerażające. Pojawił się nawet filmik na którym dziewczyna przezywana przez kolegów, wspominana „Gruba Ola” zdjęła pijanemu koledze majtki, usiadła na nim i zaczęła go gwałcić (lub próbowała).

Ubaw był po pachy, a popularność fanpage’a przerosła chyba nawet samego pomysłodawcę. Zdjęcia wpadały seryjnie – po kilka, kilkanaście fotek na minutę. Podpisanych z imienia i nazwiska. Oszczędziliśmy Wam hardcoru i publikujemy wyłącznie te fotki lżejszego kalibru.

Spytaliśmy profesora Zbigniewa Nęckiego, wybitnego psychologa społecznego, o co biega?

– Facebook generalnie jest od tego, żeby robić wrażenie. Często czujemy szczerą chęć dzielenia się impresjami na swój temat. Ale to coś? To specyficzne chwile hańby, które zazwyczaj chcemy ukryć. OK, moi krakowscy koledzy często mówią mi: „Idziemy na ścieżkę knajpy”. I ruszają w pijaństwo od knajpy do knajpy. Ludzie zazwyczaj chwalą się swoimi osiągnięciami, ale w Polsce szpan pijacki wciąż jest w modzie. To taka nasza polska fanaberia, kozacka przewrotna natura. „Ale mnie sponiewierało, Aleśmy się nawalili, Ale był ochlaj! Człowiek nie mógł wstać, to było coś”. A jeśli można to pokazać? To jeszcze lepiej! To budowanie image strongmana, ale nie poprzez sport czy inne fajne osiągnięcia, ale poprzez tradycyjną, polską, głęboką modę na ochlaj. Chcemy opijać się tak, aby było o czym mówić. To autoprezentacja ku chwale ojczyzny – mówi Nęcki w rozmowie z KRKnews.

Dobra praca? Bez szans!

Ale wniosek jest smutny. – Możemy kogoś potępiać, wychować, ale to wszystko nie działa. Trzeba tym ludziom współczuć, choć pamiętajmy, że młodość musi się wyszumieć. Sam w przeszłości lubiłem się sponiewierać, jednak budziłem się z poczuciem wstydu, a nie dumy. Chwalenie się tym? To gówniarskie i prostackie – dodaje profesor.

Pytanie brzmi, gdzie leży granica. Co możemy pokazać publicznie a co powinniśmy zachować dla siebie i zaufanego grona znajomych. W którym momencie powinna zapalić nam się lampka ostrzegawcza?

Zapytaliśmy koleżankę Anię, która prowadzi rekrutację do dużej krakowskiej korporacji. – Facebook? To jedno z pierwszych źródeł informacji na temat kandydata do pracy. Szybko możemy dowiedzieć się o nim kilka interesujących rzeczy. Zdjęcie w stanie upojenia alkoholowego? No cóż, to z pewnością nie podniosłoby jego notowań – mówi.

Próbowaliśmy skontaktować się z organizatorem akcji. Nie odpowiedział, a w trakcie powstawania tego tekstu fanpage zniknął. W internecie nic jednak nie ginie…

(mm)

fot. Facebook.com / Ja i mój zgon

Zobacz także