Śmiała propozycja dla radnych: oddajcie dietę. A oni na to…

To może być przełom w sprawie finansowania budowy pomników w Krakowie! To znaczy mógłby być, ale pomysł – choć genialny – raczej nie zostanie zrealizowany. Musieliby się bowiem podpisać pod nim miejscy radni i wyłożyć nieco kaski z własnej (nie z budżetu miasta!) kieszeni. A, jak wiadomo, większość z nich raczej woli te kieszenie napychać, niż cokolwiek z nich wyciągnąć.

– Nie mam nic przeciwko pomnikowi, ale czy nie uważają panowie, że jego koszt powinien być pokryty wyłącznie ze środków prywatnych, bez angażowania budżetu miasta? – zapytał radny dzielnicowy Łukasz Wantuch przewodniczącego RMK Bogusława Kośmidera (PO) i radnego Andrzeja Hawranka (PO). Pierwszy był autorem pomysłu lokalizacji pomnika Juliusza Lea, a drugi przygotował uchwałę.

Wantuch: niech przeznaczą dietę radnego

– Jestem przeciwnikiem finansowania jakichkolwiek pomników ze środków budżetowych- gminy, powiatu, państwa… Nawet najbardziej szczytny cel czy osoba- od tego służą zbiórki publiczne. Zwłaszcza w dobie internetu i portali crowdfundingowych jest to bardzo proste. Problem jest innego rodzaju. Koszt takiego pomnika to od 100 do 500 tysięcy złotych. Nieswoje pieniądze, czyli budżetowe, czyli podatnika wydaje się bardzo łatwo. Kiedy z własnego portfela trzeba wyciągnąć złotówkę, wszyscy się zastanawiają – „a czy nie ma pilniejszych wydatków?” – napisał na swoim Facebooku Wantuch.

– A teraz coś głupiego i zabawnego – a gdyby tak przyjąć zasadę, że każdy radny, który poprze budowę pomnika, przeznacza jedną dietę radnego miasta (czyli 2600 zł) na budowę pomnika. 43 radnych raz 2600 zł daje ponad 110 tysięcy złotych. Tyle powinno wystarczyć w wariancie minimalnym – dodał.

Sam Wantuch, który jeszcze w tym miesiącu oficjalnie zostanie miejskim radnym (klub Przyjazny Kraków), zadeklarował, że swoją dietę może oddać własnie na budowę pomnika Lea.

Radni: niech płacą mieszkańcy…

Inni mają jednak z tym problem. – To populistyczne rozwiązanie. W stylu Wantucha. Po publiczkę i po to, aby się wypromować. Nie wyobrażam sobie, że radny, który zagłosuje na przykład za budową ścieżki rowerowej, będzie musiał za nią zapłacić ze swoich pieniędzy. Ten przykład pokazuje, że propozycja Wantucha nie jest logiczna – mówi nam jeden z krakowskich radnych. Oczywiście nie ma mowy, żebyśmy podali jego nazwisko. Zastrzegał to dwa razy.

Pod nazwiskiem z kolei wypowiada się wywołany wcześniej do tablicy Hawranek. –  Nie mam nic przeciwko temu, by mieszkańcy zebrali fundusze na postawienie pomnika jednemu z najwybitniejszych Prezydentów Krakowa, ale uważam także iż w tym konkretnym wypadku poniekąd logicznym jest i w zasadzie oczywistym moim zdaniem jest że nic się nie stanie jak Miasto (czyli pośrednio także mieszkańcy) sfinansują ten pomnik – uważa.

Screen z Facebooka
Screen z Facebooka

Ani słowem nie wspomniał, czy dorzuci się „ze swoich”. To znaczy poniekąd wspomniał: „nic się nie stanie jak Miasto sfinansuje”.

– Ostatni wzniesiony pomnik to pomnik Matejki, uchwała w 2008 roku, wzniesienie 2013. W międzyczasie podjęliśmy jeszcze dwie uchwały, 2010 ws pomnika Ryszarda Kuklińskiego, Honorowego Obywatela Miasta Krakowa i w 2012 ws pomnika Armii Krajowej. W tych sprawach inicjatorzy zobowiązali się do sfinansowania budowy (…) W innych miastach te statystyki są dużo większe – napisał z kolei Kośmider.

Screen z Facebooka
Screen z Facebooka

…lub prywatni sponsorzy

Z kolei radna Małgorzata Janos (Nowoczesna) zaproponowała, że za pomniki mogą płacić prywatni inwestorzy.

Screen z Facebooka
Screen z Facebooka

Czekamy więc na rozwój wypadków, ale nieśmiało jesteśmy skłonni zasugerować, że za budowę pomnika Leo zapłacimy my wszyscy. Z budżetu miasta. Czyli pani zapłaci, pani zapłaci…

(rg)

fot. UMK

Zobacz także