„Szukanie sensacji w śmierci to bycie hieną”

– Jestem zwolennikiem tego, aby po odwiedzeniu grobów, wieczorem z  przyjaciółmi napić się wódki i cieszyć się, że kolejny rok jest za nami – mówił nam satyryk i muzyk Adam Grzanka. Krakowski aktor kabaretowy opowiada między innymi jak chciałby, aby ludzie przeżyli jego śmierć. –  Szukanie sensacji w śmierci przez dziennikarzy  i wysysanie z niej wszystkiego, to bycie hieną – dodał w wywiadzie udzielonem KRKnews. Dziś przypominamy tę rozmowę.

KRKnews.pl: Wszystkich Świętych to to dzień smutny czy radosny?

Adam Grzanka: To powinno być święto nostalgiczne. Odruchowo powoduje to u nas  smutek, bo przypominamy sobie ludzi, których z nami nie ma.  Jednak człowiek powinien się do tego odpowiednio nastawić i wspominać tych ludzi w sposób życzliwy, jak najlepiej. Wtedy da nam to energię napędową, by korzystać z tego, co mamy obecnie. Nie wiadomo kto w przyszłym roku dołączy do grona tych „na górze”. Jestem zwolennikiem tego, aby po odwiedzeniu grobów, wieczorem z  przyjaciółmi napić się wódki i cieszyć się, że kolejny rok jest za nami. Grzegorz Skawiński śpiewał: Łamie się świat, jak dobrze, że nie mój. To, po odpowiedniej interpretacji, powinno mieć wydźwięk jak Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą. Ten dzień powinien do tego nakłaniać. To nie zmienia faktu, że i pogoda i cała otoczka tego święta sprzyjają nostalgii i zadumie. To nie powinno być święto smutne, lecz powinniśmy zahamować. Mógłby to być np. dzień dbania o serce, żeby uświadomić ludziom, że za rok powinni być w tym samym gronie z przyjaciółmi.

Można żartować ze śmierci?

Jeśli kogoś to nie boli, to tak. Znam ludzi, dla których to temat tabu, ale wynika to ze strachu. Nawet najwięksi twardziele satyryczni nie chcą żartować ze swojej śmierci. Takie hasła jak śmierć czy nowotwór automatycznie wyzwalają w nas złe emocje, ostrożność. Ja bardzo lubię czarny humor. Nie jestem fanem horrorów typu gore (horror charakteryzujący się dużą ilością brutalności – przyp. autor), bardziej podoba mi się temat wywoływania duchów. Wszystko, co jest w granicach dobrego smaku jest dozwolone.

Mówi się, że obecnie śmierć jest nieoswojona, a wynika to z tego, że kiedyś ludzie umierali w domach, a teraz samotnie, w szpitalach i hospicjach.

Dawniej bardzo duży odsetek mężczyzn  ginął na wojnach. Maciek Maleńczuk kiedyś powiedział, że mężczyzna żyjący koło 50-tki to nieudacznik albo wybitny wojownik. Długość życia została przedłużona, i to bardzo dobrze, ale trzeba się zastanowić: czy śmierć dzisiaj nie została rozłożona na raty? Myślę, że istnieje taka parszywa równowaga w przyrodzie. W obecnym pędzie świata, co z tego, że żyjemy dłużej, skoro ludzie są tak zarobieni, że nie pamiętają czasem dziesięcioleci ze swojego życia?  Dostajemy dłuższe życie, ale pracujemy coraz więcej, to życie nam ucieka. Ja, jako zagorzały metalowiec uważam, że jestem oswojony ze śmiercią dzięki muzyce, której słucham. Ta muzyka jest często postrzegana jako satanistyczna, negatywna, ale możną ją określić jako permanentne Halloween.

Czy w skeczach używa się motywu śmierci?

Tak, np. Rafał Kmita zrobił świetny spektakl Trzy zdania o umieraniu. Zainspirowany tym, wymyśliłem konkurs, w którym mówiłem ludziom: proszę podać dokładną datę urodzin i śmierci Mikołaja Gogola. Wtedy wszyscy rozkładali ręce a ja pytałem: w takim razie proszę podać mi dokładną datę urodzin i śmierci swoją. W tym momencie zawsze były różne dziwne reakcje. Nie był to jednak temat, który mnie, jako satyryka, jakoś szczególnie kręcił.

Jak ludzie reagują na temat śmierci?

Żyjemy w takich czasach, że ten temat jest w pewnym stopniu wyświechtany. Tu przykładem może być śmierć Anny Przybylskiej, która została zbrukana. Szukanie sensacji w śmierci przez dziennikarzy  i wysysanie z niej wszystkiego, to bycie hieną. Osoba, która miała taki dobry PR, była postrzegana za pozytywną osobę, została w ten sposób potraktowana. Tu chyba następuje śmierć mentalności.

 Jak spędza Pan 1 listopada?

Zakładam, że spędzę wieczór z przyjaciółmi. Będę pił i wspominał tych, którzy odeszli. W ten dzień jest też dla mnie ważny aspekt muzyczny, To czas, w którym lubię wspominać muzyków, których już z nami nie ma.

Bardziej odpowiada Panu obchodzenie tego święta tak, jak robi się to np. w Meksyku – na wesoło i kolorowo, czy tak jak w Polsce – smutno refleksyjnie?

W Meksyku jest wtedy ładna pogoda, co wpływa na pozytywność tego święta. Niech Pani spojrzy przez okno u nas – jest tak zwana kicha pogodowa. Nie może nie być smutno. Ja jestem zwolennikiem refleksyjności i skupienia się na tym, kogo koło siebie mamy.Wolę taką refleksję niż zabawy w Halloween. Bardzo też podobają mi się idee koncertów w Dzień Zaduszny, np. zaduszki jazzowe.

Czy śmiech może być  reakcją obronną lub sposobem odreagowania na utratę bliskiej osoby lub ogólnie  na temat śmierci?

Przyznam, że kiedy umrę, wolałbym, żeby moi najbliżsi wypili moje zdrowie i obejrzeli nasze wspólne zdjęcia, niż płakali. Siłą rzeczy, gdy wspomina się zmarłych, to łezka w oku się kreci. Smutek kojarzy się z wyrządzaniem krzywdy, a nie chciałbym, żeby ludzie mnie tak zapamiętali.

Nie sądzi Pan, że w obecnych czasach Dzień Zaduszny to jedyny taki moment w roku, aby zastanowić się nad sensem życia i śmierci?

Przyznam, że nie przychodzi mi inny taki dzień do głowy. Może być to jedynie jakaś nagła diagnoza choroby. Nie wiem czy jest drugi taki moment, kiedy człowiek może powiedzieć sobie: hola, trzeba się zatrzymać i zastanowić, jak dużo mogę stracić.

Rozmawiała Laura Ołdakowska

fot. Facebook Adama Grzanki

Zobacz także