To polityczny blamaż! Krakowianie kompletnie olali polityków

Mieszkańcy Krakowa w zdecydowanej większości nie przychodzą na spotkania wyborcze, więc wiele z nich okazała się klapą. Teraz politycy organizują konsultacje na ulicach, jeżdżą za mieszkańcami na rolkach i rowerach, rozdają jabłka lub książki.

Łukasz Gibała najwcześniej rozpoczął spotkania z mieszkańcami, bo już w wakacje. Spotykał się z krakowianami w każdej dzielnicy i po konsultacjach wręczał swoją książkę. Można go było znaleźć na krakowskich ulicach. Podczas kampanii dużo czasu spędził w Nowej Hucie. Rozmawiał z ludźmi w różnym wieku, ale często na spotkania udawały się osoby w wieku 30-40 lat.

Małgorzata Wassermann wręczała dzieciom medale podczas turnieju sportowego na Hali Orłów. Spotkała się z mieszkańcami m.in. Ruczaju, Bieżanowa, Swoszowic i Nowej Huty. Głośno było o spotkaniu wyborczym posłanki w kościele na os. Szklane Domy. Kandydatka rozmawiała głównie z osobami starszymi.

Ksiądz oburzony spotkaniem z Wassermann w kaplicy! „Ile zdobędzie głosów? 100?”

Prezydent Jacek Majchrowski spotykał mieszkańców podczas większych wydarzeń jak rozpoczęcie budowy basenu przy Szkole Podstawowej z Oddziałami Sportowymi nr 5 przy Alei Kijowskiej, otwarcie Klubu Kultury Zakole czy druga edycja akcji “Tańczę w Krakowie”. Pojawił się także na paru wydarzeniach w Nowej Hucie. Sztab prezydenta na początku kampanii zorganizował parę spotkań dla mieszkańców.

Inni kandydaci raczej nie organizowali spotkań, tylko rozmawiali z ludźmi w mieście. Konrad Berkowicz podróżował z mieszkańcami komunikacją miejską. Z kolei Daria Gosek – Popiołek poznawała problemy mieszkańców między innymi na Placu Imbramowskim.

Problemy z frekwencją

Zwykle na zorganizowane konsultacje przychodziło niewielu mieszkańców. Zazwyczaj byli to krakowianie w wieku emerytalnym, osoby zaangażowane we wspólnoty osiedlowe i aktywiści. Frekwencja często była bardzo niska od kilku do kilkunastu osób. Na spotkaniach brakowało młodzieży.

– Chodzenie na spotkania wyborcze to wyraz większej aktywności. Ludzie mają inne obowiązki. Generalnie można się spodziewać, że tych osób bardzo zdeterminowanych i zainteresowanych wynikami wyborów nie jest aż tak dużo. Duża część wyborców już wie na kogo głosuje. Tylko część z nich chodzi na spotkania wyborcze tylko po to, by dać temu wyraz. Średnio zaangażowani, czyli ci którzy wiedzą na kogo głosować, ale nie mają potrzeby tego wyrażać, nie chodzą. Następna grupa to ludzie kierujący się zdaniem swoich znajomych, którzy nie mają potrzeby wyrabiania sobie samodzielnie zdania. Wydaje mi się, że to są dwa główne powody – stwierdza socjolog Jarosław Flis.

Brak zaangażowania winą kandydatów?

– Pierwsze oddziaływanie spotkania wyborczego polega na tym, że mieszkańcy wiedzą o spotkaniu i im to wystarczy. Pomyślą: “Chcieli się ze mną spotkać. Poszedłbym jakbym miał więcej czasu i sił, ale akurat nie mogłem. Cieszę się, że mnie zaprosili” – stwierdza Flis.

Podczas wizyty Małgorzaty Wassermann w Nowej Hucie jedna z mieszkanek zauważyła, że przed spotkaniem nie było nigdzie ulotek i plakatów zapowiadających konsultację z poseł. Informacja dopiero pojawiła się tego dnia w internecie, jednak wiele starszych osób z niego nie korzysta. Podobnie sytuacja wyglądała u innych kandydatów. Zapowiedzi w sieci lub na bilbordach były umieszczane parę dni przed spotkaniem, tego samego dnia lub wcale.

– Sztuka zapraszania polega na tym, żeby ludzie chcieli przyjść. To jest pewna umiejętność. Na pewno nie jest tak, że każdy potrafi to dobrze zrobić. Największy sens jest wtedy, gdy spotkanie wyborcze jest wcześniej zapowiedziane medialne. To jest cała sztuka, żeby stworzyć dynamikę sytuacji, by zachęcić ludzi do rozmawiania z kandydatem – komentuje Flis.

Radni wychodzą do mieszkańców

Kandydaci do Rady Miasta raczej wybierali spontaniczne spotkania z krakowianami. Rozdawali jabłka i inne smakołyki. Niektórzy wpadali na jeszcze bardziej oryginalne pomysły, by zwrócić na siebie uwagę. Jakub Łoginow z KWW Łukasza Gibały – Kraków dla mieszkańców przejechał ponad 1000 km na rolkach, by rozdawać swoje ulotki i rozmawiać z mieszkańcami.

Nina Gabryś z KWW Jacka Majchrowskiego zorganizowała konsultacje społeczne #NaszPlanNaNowąHutę na nowohuckich ulicach. Nowohucianie na mapie dzielnicy XVIII mogli przyklejać karteczki ze swoimi pomysłami. Zainteresowanie spontaniczną akcją było bardzo duże. Z kolei Marcin Bzyk – Bąk z tego samego komitetu wyborczego rozdawał nowohucianom flagi Nowej Huty.

– Moi doświadczeni w boju wyborczym koledzy i koleżanki opowiadali mi o spotkaniach wyborczych, na które przychodziły 3-4 osoby. Dlatego nie organizowałem zgromadzeń, tylko rozdawałem ulotki, jazdę rowerem i rozmowy w parkach, na osiedlach, ulicach. Ludzie są  pozytywnie zaskoczeni. Co chwilę ktoś mówi mi, że to był bardzo dobry pomysł – opowiada Michał Starobrat z KWW Jacka Majchrowskiego, który pierwszy raz startuje w wyborach.

Gdy kandydaci wychodzą w teren, to mogą spotkać krakowian jeszcze niezdecydowanych i mało zainteresowanych wyborami. Łatwiej jest znaleźć takie osoby na ulicach niż na zamkniętych spotkaniach, które częściej przyciągają aktywnych i zwykle już zdecydowanych wyborców. 

W sieci

Kandydaci do Rady Miasta i na prezydenta często łączą działania w terenie z działalnością w internecie. Sztab prezydenta  nagrywał filmiki na żywo, na których Majchrowski odpowiadał na wcześniej zadawane przez internautów pytania. Małgorzata Wassermann stworzyła podobny cykl “Poznaj Gosię”. Ponadto wielu pretendentów dodawało zdjęcia dokumentujące spotkania z mieszkańcami w terenie.

– Żeby kampania była skuteczna to musi mieć dwie odnogi: analogową i wirtualną. To co jest w sieci powinno być wzmocnieniem tego co w realu. Skuteczna kampania musi być przy mieszkańcu. Kampanie lokalne nie sprzyjają zbytnio przenoszeniu do sieci, bo jest to zbyt mały obszar – podsumowuje Michał Dulak, doktor nauk społecznych w zakresie nauk o polityce.

Just.

zdjęcie tytułowe / fot. komitet Konrada Berkowicza

Zobacz także