Ul. Sodowa. Tną, aż (nie)miło. Policja i straż miejska tylko się przyglądają

fot. Jan Kowalski

Czy ktoś w tym kraju kontroluje jeszcze, czy przestrzegane jest prawo? Przy ul. Sodowej trwa wycinka drzew, mieszkańcy protestują, a policjanci i przedstawiciele straży miejskiej tylko się przyglądają. – Nie podjęli żadnej czynności, tylko przysłuchiwali się dyskusji – informuje KRKnews mieszkanka, pani Monika Gajdzińska.

Ul. Sodowa znajduje się w wyjątkowej dla Krakowa okolicy, to otulina Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego. Nic dziwnego, że odgłos pił natychmiast zaalarmował mieszkańców, którzy zaczęli przyglądać się wycince, a wobec wątpliwości, czy proceder jest prowadzony zgodnie z prawem, wezwali policję i straż miejską.

– Problem w tym że po pierwsze, nikt nie sprawdził czy w wyciętych drzewach były gniazda lub miejsca lęgowe (policjanci na słowo uwierzyli właścicielowi że nie), co wymaga zasadniczo przeprowadzenia ekspertyzy ornitologicznej. Po drugie, właścicielem terenu jest firma deweloperska, a nie osoba prywatna, w związku z czym wycinka była niewątpliwie związana z prowadzeniem działalności gospodarczej. Dodatkowo, firma wycinkowa prawdopodobnie przeznaczy wycięte drzewa jako drzewo opałowe do sprzedaży, co również jest związane z prowadzoną działalnością gospodarczą. Po trzecie, nie był kontrolowany obwód wyciętych drzew – pisze do nas, w imieniu mieszkańców ul. Sodowej, pan Jan Kowalski.

O interwencje prosi także pani Gajdzińska, której odgłos pił obudził w czwartek około 7 rano. – Zadzwoniłam na Straż Miejską, a następnie na Policję z zawiadomieniem o nielegalnej wycince drzew na działce sąsiadującej z moim osiedlem. Następnie udałam się na miejsce wycinki, aby powstrzymać drwali. Pojawili się również inni sąsiedzi, w sumie 6 osób. Okazało się, że wszyscy zawiadomili już Policję, która zjawiła się wkrótce po nas. Policjanci zażądali od drwali dokumentu potwierdzającego zasadność wycinki. Ci okazali zlecenie od firmy – domniemanego właściciela działki. Na tej podstawie policjanci stwierdzili, że wycinka jest legalna. Jednakże wobec naszych sprzeciwów, policjanci postanowili zaczekać na przyjazd przedstawiciela właściciela działki. Kiedy ten się pojawił przyznał, że nie ma pozwolenia na wycinkę, gdyż zlecił usunięcie jedynie drzew mających obwód do 50 cm – relacjonuje pani Monika.

fot. Jan Kowalski

– W tym momencie zaczęłam mierzyć obwody pni leżących na ziemi, ale zostałam wyproszona z terenu wycinki przez przedstawiciela właściciela. Policjanci kazali nam opuścić teren prywatny. Panowie policjanci nie podjęli natomiast żadnych czynności zmierzających do ustalenia, czy drzewa już ścięte oraz te zaznaczone do wycinki spełniają ustawowe wymogi i nie wymagają urzędowego pozwolenia. Sami też nie zmierzyli pni. Poinformowali nas, że to nie należy do ich kompetencji. Nie zainteresował ich również fakt,że obecnie panuje okres lęgowy ptaków – nie szukali gniazd, nie zawiadomili żadnych innych służb odpowiedzialnych za taką kontrolę. Interwencję zakończyli zapowiedzią notatki służbowej. Straż Miejska pojawiła się na miejscu po 3,5 godz. od momentu zawiadomienia. Nie podjęli żadnej czynności, tylko przysłuchiwali się dyskusji – opisuje pani Gajdzińska.

Relacja z ul. Sodowej jest przerażająca, bo wskazuje na to, że organy ścigania nie są w stanie (lub nie chcą) kontrolować, czy wycinki prowadzone są w sposób legalny. – Mieszkańcy są bezsilni, a wzywani na miejsce policjanci i strażnicy miejscy nie sprawdzają podstawowych faktów związanych z wysiłkiem i nawet nie próbują kontrolować legalności wycinki – nie mierzą obwodu drzew, nie szukają gniazd gatunków chronionych, o których informowali ich mieszkańcy. Bez interwencji medialnej rzeź drzew będzie trwała dalej, ponieważ policja, która powinna dbać o przestrzeganie prawa, nie wywiązuje się ze swoich obowiązków – przekonuje pan Kowalski.

(wm)

Zobacz także