WIOŚ odpowiada na artykuł w sprawie odpadów z kombinatu. „Opinia publiczna wprowadzona w błąd”.

Fot. pixabay.com

Chodzi o artykuł w Gazecie Krakowskiej i Dzienniku Polskim pt. „Ołów, rtęć, kadm. Ścieki z huty obok pól uprawnych. Pełno w nich paskudztwa”, w którym Joanna Urbaniec krytykuje Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska za zaniedbania w sprawie składowiska odpadów w Pleszowie.

Przypomnijmy, w kwietniu na dziennikarze RMF Maxxx, Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej przedstawili wyniki badań próbek pobranych z osadników należących kombinatu. Naukowcy z AGH i UJ potwierdzili wysokie stężenia metali ciężkich, m.in. kadmu, rtęci i ołowiu.

Nie wiedzą

W artykule pojawia się stwierdzenie, że zarówno „Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska i Departament Środowiska Urzędu Marszałkowskiego zgodnie twierdzą, że otrzymują roczne raporty od kombinatu. I że w wynikach badań, które trafiają na biurka urzędników, nie ma mowy o szkodliwych substancjach. O wysokich stężeniach metali ciężkich nic im nie wiadomo”. Na podparcie tej tezy dziennikarka przytacza słowa Ryszarda Listwana, zastępcy małopolskiego wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, który przekonuje, że w osadnikach nie występują metale ciężkie, dlatego „odpady te zakwalifikowane są jako inne niż niebezpieczne”.

Wypowiedź zastępcy WIOŚ skonfrontowana została z opinią naukowców z AGH u UJ, którzy przeprowadzili niezależne badania, potwierdzające obecność szkodliwych substancji. – Badaliśmy materiał odpadowy ze składowiska na tzw. osadniku. Zawiera bardzo wysokie zawartości metali ciężkich, m.in. ołowiu, cynku, kadmu i rtęci. Są one uznawane za bardzo silnie toksyczne pierwiastki o udowodnionym szkodliwym oddziaływaniu na zdrowie człowieka – podkreślał w rozmowie z dziennikarką dr Mariusz Czop z AGH.

Rozbieżności

Skąd wzięły się rozbieżności pomiędzy wynikami badań przeprowadzonych przez naukowców i WIOŚ? Zdaniem dziennikarki to kwestia przyjętej metodologii. WIOŚ badał próbki metodą wymywalności, która – jej zdaniem – nie pozwala na określenie składu fizykochemicznego próbki, zaś naukowcy z AGH przebadali wodę z osadników metodą roztwarzania.

WIOŚ wytyka błędy

W opublikowanym dziś komunikacie Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska możemy przeczytać, że artykuł wprowadza opinię publiczną w błąd. Zdaniem WIOŚ, powołującego się na badania Instytutu Upraw Nawożenia i Gleboznawstwa (IUNG) w Puławach nie jest prawdą, że składowiska odpadów przy ul. Dymarek stwarzają zagrożenie skażeniem metalami ciężkimi pól uprawnych znajdujących się w jego sąsiedztwie.

WIOŚ zarzuca nieprawdziwość sformułowania, jakie znalazło się w zajawce artykułu „Gdy w lipcu zeszłego roku, razem z dziennikarzami Rmf Maxxx, pisaliśmy o potencjalnym zagrożeniu, urzędnicy odpowiedzialni za ochronę środowiska nie widzieli problemu”. Inspektorat przekonuje, że „przeprowadził w dniach od 1VIII do 31 VIII 2018 r. oraz od 28 IX do 26 XI 2018 r. kompleksową kontrolę składowisk odpadów należących do kombinatu w Nowej Hucie wykonując badania osadów, wód podziemnych i powierzchniowych”.

WIOŚ podważa jednocześnie wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców AGH i UJ, wytykając im… wybór nieodpowiedniej metody badawczej: „naukowcy swoją tezę oparli na metodzie badawczej polegającej na oznaczaniu zawartości tych substancji po uprzednim roztworzeniu osadów w kwasach, ale niewłaściwej do oceny spełnienia wymagań Rozporządzenia. Tym samym ich wyniki nie mogą służyć do oceny wpływu składowanych odpadów na środowisko” i dalej: „Autorka, w sposób bezkrytyczny przyjęła, iż wyniki badań ekspertów z AGH i UJ, mają wartość nadrzędną w stosunku do ustaleń WIOŚ. Jak wynika natomiast z powyższego, eksperci popełnili szereg błędów merytorycznych”.

Urzędnicy odpowiedzialni za ochronę środowiska wytykają też autorce błędne interpretowanie jednostek: „W zdaniu „Wyniki w przypadku stężeń ołowiu i rtęci nie są podawane dokładnie: użyto określenia: „poniżej wartości”. To jest wartość graniczna dla klasy V. Wprowadza to niepewność, czy podane stężenia są niebezpieczne – czy też nie – dla środowiska i człowieka”- prawdopodobnie błędnie zinterpretowano jednostki stężeń, przyjmując wartości 1000 razy większe, niż wykazały to badania WIOŚ, tzn. pomylono mikrogramy z miligramami”.

WIOŚ zarzuca też radnym, którzy po publikacji artykułu nie szczędzili krytyki pod adresem Inspektoratu jednostronne podejście, wynikające z opierania się wyłącznie na publikacji prasowej.

Komentarz

Całe zamieszanie wokół nowohuckich osadników przypomina nieco sytuację z czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Gdy coś nie mieściło się w normach, to władze podwyższały normy. Podobnie działa WIOŚ. Gdy pojawiły się niezależne badania wskazujące na zagrożenie dla zdrowia mieszkańców Pleszowa, Inspektorat zakwestionował ich metodologię, tak, by „wyszło na nasze”.

Na składowisko przy ul. Dymarek od lat 50. trafiło łącznie 14 mln. ton odpadów. Mętne i często wykluczające się tłumaczenia WIOŚ w pełni uprawniają do stwierdzenia, że „coś jest na rzeczy”, a urzędowi zależy na tym, by opinia publiczna nie dowiedziała się całej prawdy.

Jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się być powołanie niezależnej komisji, która najpierw – wybierze niebudzącą kontrowersji, najskuteczniejszą metodę badawczą, a później dokona rzetelnych pomiarów składowanych w Pleszowie odpadów, by na końcu opublikować raport zawierający jasne i zorozumiałe dla laików wnioski.

Zobacz także