Właściciele psów boją się wychodzić na spacery. Czy straż miejska powinna wzmóc kontrole?

Wściekły pies / fot. Pixabay

Rozszarpanie jamnika przez dwa amstaffy oraz atak bulteriera na psim wybiegu sprawiły, że niektórzy właściciele pupili boją się wychodzić z nimi na spacery. W sieci pojawia się coraz więcej dyskusji odnośnie zwierząt bez smyczy oraz kagańca i ich nieodpowiedzialnych opiekunów. Zapytaliśmy radnych, jak rozwiązać ten problem. 

Właściciele psów zaczęli obawiać się spacerów. Na jednej krakowskiej psiej grupie zadano pytanie dotyczące tego, jak się bronić przed atakiem agresywnych zwierzaków. Niektórzy chcą się nawet wyposażyć w gaz pieprzowy czy paralizator! Czy straż miejska powinna przeprowadzać więcej kontroli i wręczać więcej mandatów osobom, które prowadzą psy bez smyczy?

– Strażnicy widząc właścicieli psów, którzy nie zachowują wymaganych prawem środków ostrożności, zawsze reagują. Trudno tutaj mówić o wzmożonych kontrolach, bo one niezależnie od incydentów odbywają się codziennie – mówi Edyta Ćwiklik ze straży miejskiej. 

Mandaty za brak smyczy?

Krakowscy radni uważają, że niebezpieczne psy powinny chodzić na smyczy i nosić kaganiec. Według samorządowców straż miejska powinna wzmocnić kontrole i karać mandatami nieodpowiedzialnych właścicieli. Według obowiązującego prawa „kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1000 złotych albo karze nagany”. W przypadku, gdy zachowanie pupila stwarza zagrożenie dla życia lub zdrowia człowieka sąd może nałożyć grzywnę w wysokości 5 tys. zł lub nawet ukarać ograniczeniem wolności. 

– To jest kwestia egzekucji przepisów. Niebezpieczne psy powinny chodzić na smyczy i ewentualnie w kagańcach, co eliminowałoby ten problem. Patrole straży miejskiej i wystawianie mandatów powinny zostać wzmożone, zwłaszcza w parkach i przestrzeni publicznej. Pies w kagańcu nie jest w stanie pogryźć. Trzeba egzekwować to, co już jest – komentuje Dominik Jaśkowiec, przewodniczący RMK.

– Wydaje mi się, że obecnie obowiązujące przepisy dotyczące ras niebezpiecznych są nieegzekwowane. Właściciele mają obowiązek rejestrować psy i nie mogą wychodzić bez kagańca. Gdyby egzekwować to, co w tej chwili istnieje, to najprawdopodobniej do takich sytuacji, by nie dochodziło. To nie jest kwestia braku przepisu, a braku ich egzekucji przez policję i straż miejską – mówi Andrzej Hawranek, szef klubu Platformy Obywatelskiej. 

Kundelki częściej gryzą niż rasy agresywne?

Należy jednak pamiętać, że słowo „rasa agresywna” jest w ostatnim czasie nadużywane. W polskim spisie ras agresywnych znajdują się: amerykański pit bull terrier, pies z Majorki, buldog amerykański, dog argentyński, pies kanaryjski, tosa inu, rottweiler, akbash dog, anatolian karabash, moskiewski stróżujący oraz owczarek kaukaski. Posiadanie takiego psa wymaga specjalnego zezwolenia prezydenta miasta. 

Agresywne mogą być nie tylko duże rasy, ale również te malutkie. Ani bullterier, ani amstaff nie należą do spisu ras agresywnych, jednak nieodpowiednie wychowanie i brak odpowiedniego nadzoru nad pupilem w czasie spaceru może sprawić, że psy będą wykazywać agresję. Niektórzy właściciele ignorują fakt wykazywania agresji przez pupila i twierdzą, że mały pies nie wyrządzi krzywdy. Często małe agresywne pieski są często wyprowadzane bez smyczy i potrafią zaczepiać znacznie większe psy. Należy pamiętać, że niezależnie od wielkości, każdy pies, który wykazuje agresję powinien chodzić na smyczy i w kagańcu!

Według portalu piesologia.pl w latach 2009-2012 to właśnie kundelki były przyczyną największej liczby pokąsań, która wynosiła 145. Dla porównania tylko 19 psów ras agresywnych pogryzło człowieka. 

Zamiast mandatów monitoring? 

Rozszarpanie jamnika przez amstaffy miało miejsce na Plantach, na przeciwko ul. Piłsudskiego. Wydawać, by się mogło, że w tym miejscu znajduje się monitoring i dzięki temu właściciel zostanie zlokalizowany. Jednak nie znalazła się tam ani jedna kamera. Według radnego Łukasza Wantucha rozwiązaniem psiego problemu powinien być monitoring, który pomógłby w odnalezieniu nieodpowiedzialnego opiekuna i ukarania go. 

– Napisałem interpelację w sprawie monitoringu. Chcę wiedzieć, ile jest kamer na Plantach i jakie są plany rozbudowy monitoringu w tym miejscu. Zacznę od Plant. Nie chodzi tylko o psy, ale także o bezdomnych czy picie alkoholu. Planty są miejscem, gdzie jest najwięcej tego typu wydarzeń – komentuje Łukasz Wantuch z Przyjaznego Krakowa. 

js

Zobacz także