Włoski polityk wyśmiewał koronawirusa i został zakażony. Jak wygląda życie w Mediolanie?

– W niedzielę 8 marca, czyli w Dzień Kobiet, w czasie, gdy wiele pań dostawało kwiaty, ja otrzymałam dużo bardziej zaskakujący prezent – kordon sanitarny. Mediolan, który jeszcze do minionej soboty żartował sobie z potencjalnego zagrożenia, twierdząc, że to, co się dzieje na podwórkach u sąsiadów w czerwonych strefach nas nie dotyczy, został wchłonięty przez epicentrum epidemii, jakim we Włoszech jest Lombardia – pisze dla KRKnews.pl Misza Czumaczenko, modelka z Krakowa, która obecnie mieszka w Mediolanie. 
 
Kiedy do mediów przeciekła informacja, że miasto może zostać potencjalnie objęte nowymi restrykcjami, byłam ze znajomymi na kolacji w restauracji. Większość z ekipy zaśmiała się jedynie nad kieliszkiem wina, twierdząc, że to pewnie tylko kolejna kaczka dziennikarska i nie ma potrzeby się niepokoić. Jeden z panów w naszym gronie przeprosił jednak i pożegnał się uprzejmie z całym towarzystwem, stwierdzając, że musi niezwłocznie jechać do sklepu całodobowego, aby zrobić zakupy, bo dnia następnego na pewno dojdzie do takiej sytuacji, o której już słyszeliśmy – ludzie rzucą się wykupywać wszystko, co się da.
 
Przed większymi supermarketami w niedzielny poranek faktycznie ustawiały się długie kolejki jeszcze sporo przed godziną ich otwarcia, ale mniejsze sklepy, na przykład te w centrum miasta, czyli w mojej okolicy, nie zaznały tłumów. Być może dlatego, że to domena turystów oraz osób z przeważnie wysokimi dochodami, a odnoszę wrażenie, że ani jednych, ani drugich najzwyczajniej nie ma obecnie na terenie miasta. 
 
W czasie kiedy my nieświadomie spożywaliśmy naszą, jak się później okazało, ostatnią prawnie dozwoloną poza domem kolację niczym ostatnią wieczerzę, niektórzy podeszli do doniesienia z większą powagą lub być może grozą, pakowali walizy i pędzili na dworzec kolejowy, aby zdążyć na ostatni pociąg. Ludzie dosłownie oblężali perony tej nocy i wpychali się do wagonów nawet bez biletów, byle opuścić Mediolan i uciec poza region. 
 
W efekcie włożyli cały ten wysiłek ewakuując się ze strefy tylko po to, aby i tak 48 godzin później wylądować w jednej wielkiej czerwonej strefie, gdy całe Włochy zostały objęte jednakowymi przepisami dla wszystkich regionów oraz miast. Nie ma czerwonych stref, nie ma obszarów jeden i dwa – całe Włochy stały się tak zwanym zintegrowanym obszarem chronionym (una zona protteta). 
 
Katedra w Mediolanie w czasie epidemii koronawirusa / fot. Misha Czumaczenko
 
Uciekinierzy z Mediolanu
 
Mój znajomy znajdował się akurat w ten obfitujący w nieoczekiwany zwrot akcji weekend na Sardynii. Zadzwonił do mnie w poniedziałek mówiąc, że nie wie, co ma robić i siedzi w domu z zamkniętymi okiennicami, pełen niepokoju. Otóż rano wyszedł z domu i udał się do jednej z kawiarenek w miasteczku. Jest to typowa mała społeczność, w której wszyscy się znają, więc jak ktoś jest obcy, to od razu wiadomo, że to nie swój. Poprosił pana za ladą o poranną kawę, na co usłyszał mało uprzejmą odpowiedź, że jak chce pić kawę, to niech wraca na północ do klatki, z której uciekł i tam ją sobie zamówi.
 
Znajomy zobaczył później w internecie wiadomość dla miejscowych, że na tej ulicy, na której znajduje się zakupiona przez niego od niedawna nieruchomość, ukrywają się uciekinierzy z Mediolanu, więc zaleca się, aby nikt tamtędy nie chodził ani nie przejeżdżał i zachował maksymalną ostrożności oraz wzmożoną uwagę, aby nie doprowadzić do kontaktu z roznosicielami zarazy. 
 
Strach przed wirusem
 
Największa panika wybucha w mniejszych miasteczkach i wioskach, zwłaszcza na południu, gdzie część ludzi zdaje się żyć w zeszłym stuleciu, jeśli nie w jeszcze bardziej zamierzchłych czasach. Społeczeństwo tam nie posiada rzetelnej wiedzy o wirusie, ani dostatecznych informacji o stanie rzeczy, a strach przed tym, co nieznane i niezrozumiałe powoduje wzmożenie paniki, a także wrogie nastawienie wobec osób, które mogą potencjalnie przenosić zakażenie.
 
Populacja podzieliła się na grupy. Część osób, podchodzi do sytuacji rzetelnie słuchając zaleceń ministerstwa, ale też zachowując rozsądek, część całkowicie bagatelizuje zagrożenie, buńczucznie manifestując, że wirus im nie straszny, a część miota się ślepo w panice i najchętniej schowałaby się w schronach atomowych. Są tacy, co gdyby mieli pistolet, gotowi są strzelić ci w głowę, jeśli koło nich przypadkiem kichniesz. 
 
Jak wygląda życie w Mediolanie?
 
W tej chwili wszystkie lokale w Mediolanie takie jak bary, stołówki, kawiarnie, zwykle restauracje i te typu fast food mają kategoryczny zakaz obsługiwania klientów po godzinie 18:00, a te, które decydują się działać przed tą godziną, muszą dopilnować, aby pomiędzy każdą z osób je odwiedzających był zachowany minimum dystans 1 metra. Jeżeli kierownik nie spełni obowiązku zapewnienia bezpieczeństwa interpersonalnego w lokalu, grozi mu sankcja i zawieszenie aktywność lokalu. 
 
Większość miejsc serwujących posiłki postanowiła jednakże całkowicie zawiesić działalność, gdyż ponoszą straty. Właściciele nie są w stanie pokryć kosztów eksploatacyjnych i opłacić pracowników, gdy w ciągu całego dnia mają tylko jednego klienta lub wcale. Także spora część mniejszych sklepów znajdujących się w kategorii biznesu familijnego nie prowadzi w danej chwili z tegoż powodu działalności. 
 
Wstrzymano pracę urzędów, banków, sądów i trybunału. Ciekawostką jest to, że jeżeli w obecnej sytuacji policja zatrzyma samochodów na kontrolę i okaże się, że kierowca jest nietrzeźwy, to funkcjonariusze ze względu na koronawirus nie mogą poprosić go o poddanie się badaniu alkomatem. 
 
Działalność przedszkoli, szkół wszystkich poziomów, uniwersytetów i akademii jest zawieszona. Większość z nich stara się jednak kontynuować działalność i prowadzi dla uczniów oraz studentów zajęcia on-line za pośrednictwem wideokonferencji lub przesyła wytyczne dla samodzielnej nauki w domu. 
 
Wszystko zamknięte…
 
Muzea, kina, teatry, puby, dyskoteki i temu podobne kluby, centra kultury a także baseny, szkoły tańca, siłownie, ośrodki narciarskie, spa, centra odnowy biologicznej, zakłady bukmacherskie i hale bingo muszą pozostać zamknięte. Dodatkowo zwróciłam uwagę, że w danej chwili prywatne praktyki lekarskie na przykład typu studia dentystyczne nie przyjmują pacjentów. Zarządzono również zawieszenie egzaminów na prawo jazdy.
 
Sklepy sieciowe z odzieżą w mojej okolicy działają według zwykłego grafiku, ale pracownicy wyposażeni są w rękawiczki ochronne, a niektórzy również w maski. Wielkie centra handlowe mają zakaz handlu w weekend. 
 
Jeżeli udajesz się do supermarketu czy do apteki w kolejce do kasy należy zachowywać metr odległości od osoby przed tobą oraz za tobą. Jest to zasada obowiązująca we wszystkich miejscach publicznych. Zakaz ten wprowadza dziwne uczucie zimna i zdystansowania pomiędzy ludźmi, co jest całkowicie nienaturalne, gdyż Włosi z natury uwielbiają dotyk i przytulanie. W zwykłej codzienności przestrzeń osobista zdaje się w tym kraju nie istnieć. 
 
Nikt nie podaje ręki na przywitanie
 
Każde państwo ma też swoje tradycje jeśli chodzi o przywitania, a Włosi są w tym planie bardzo wylewni. Ludzie tutaj dają sobie na przywitanie z reguły dwa buziaki w policzki, przy czym również mężczyźni, co jest całkowicie naturalne. Towarzyszy temu też często serdeczny uścisk albo podanie dłoni. Teraz, witając się ze znajomymi, nikt nie podaje sobie nawet ręki i widać, jak po twarzach przebiega niezręczny przepraszający uśmiech. 
 
 
Jak wygląda sytuacja we włoskiej służbie zdrowia?
 
Największym problemem jest brak personelu medycznego oraz sprzętu, bardzo potrzebnego w związku z szerzeniem się wirusa. W Mediolanie prosi się kierowców o wzmożoną uwagę na drodze, bo jeżeli dojdzie do wypadku na skuterze, co zdarza się w mieście dość często, to szpital nie będzie w stanie wysłać karetki, aby udzielić pomocy poszkodowanym.
 
Osoby towarzyszące nie mogą przebywać w poczekalniach pogotowia. Dostęp krewnych i gości do szpitali jest również ograniczony. Słyszałam, że osoby z objawami koronawirusa powyżej 70 roku życia nie są już przyjmowane, gdyż nie ma wystarczającej liczby miejsc w szpitalach i powiedziano, że tak jak na wojnie, trzeba wybierać, komu pomóc. 
 
Kościoły są zamknięte – żadnych wesel i pogrzebów. Koleżanka opowiedziała mi, że jeden z jej współpracowników przebywa przez ostatnie 48 godzin w domu ze zmarłą siostrą, bo po zgłoszeniu zgonu nadal nie nadesłano karetki, aby przetransportować zwłoki do kostnicy. 
 
 
Czy można podróżować?
 
Podróżowanie pomiędzy regionami i miastami jest zakazane. Ponoć zakaz ruchu nie jest kategoryczny, ale ci, którzy będą chcieli się przemieścić, muszą to uzasadnić w oficjalnym piśmie. Możemy się przemieszczać tylko w nagłych wypadkach związanych z sytuacją zagrożenia życia lub zdrowia lub w „udowodnionych” potrzebach pracy, które muszą być jednak zautoryzowane przez prefekta. Ci, którzy sfałszują fakty czy wjadą do lub wyjadą z Mediolanu bez istotnego „niemożliwego do odroczenia” powodu,  zostaną ukarani grzywną lub nawet karą pozbawieniem wolności do 3 miesięcy. Uzasadnienie typu że masz dzieci, które zostawiłeś u dziadków na weekend, albo musisz konieczni zobaczyć swoją ukochaną, która mieszka w innym mieście nie stanowią tu argumentu. 
 
Jakie są powody epidemii we Włoszech?
 
Jeżeli ktoś by mnie zapytał, dlaczego epidemia rozszerzyła się na terenie Włoch tak szybko, powiedziałabym, że według mnie, to z powodu włoskiej mentalności. Umysł Włocha, to niekończąca się fiesta, którą nawet epidemia zdaje się nie być w stanie przytłumić. Jeżeli nakazuje się zmianę życia towarzyskiego i zawodowego, nawet w obliczu zagrożenia epidemiologicznego, co jest powodem niebagatelnym, ludzie rozpatrują to tutaj jako atak na ich wolność i prawa, zwłaszcza, że niektóre ważne osoby publiczne stanęły w opozycji do dekretów i utwierdzały ludzi w przekonaniu, że taka postawa jest właściwa.
 
Na przykład znany włoski polityk Nicola Zingarettii, w pierwszym tygodniu wyznaczenia czerwonych stref i wprowadzenia lżejszych ograniczeń w Mediolanie, zorganizował w dniu 27 lutego w jednym z lokali w słynnej mediolańskiej dzielnicy Navigli akcję „aperitivo contro la paura” („aperitif przeciwko lękowi”), wyśmiewając się z koronawirusa i mówiąc: „Wyjdźmy wszyscy”. Akcja została oznaczona hashtagiem „Milano non si ferma” („Mediolan się nie zatrzymuje”). Zostało to przyjęte przez mieszkańcom miasta bardzo entuzjastycznie, aż tu nagle w przeddzień oficjalnego odizolowania Lombardii od reszty kraju, polityk poinformował w swoich mediach społecznościowych, że on również padł ofiarą koronawirusa. I w tym oto momencie wszyscy podrapali się po głowie i zrozumieli, że nie ma z czego żartować, a Mediolan się zatrzymał… 
 
Każdy kraj ma szalonego polityka…
 
Na dniach deputowana Barbara Saltamartini zamieściła w mediach społecznościowych zdjęcia z imprezy na 60 osób, która odbyła się w prywatnym domu z okazji świętowania zwycięstwa Valerii Alessandrini. Zdjęcia pokazuję tłum osób skupionych blisko siebie, co jest ewidentnym dowodem na pogwałcenie dekretu rządowego, który wyraźnie odradza gromadzenie się ludzi w przestrzeni publicznej czy prywatnej nawet na obszarach, gdzie infekcja jest mniej rozpowszechniona i nakazuje zachowywać dystans. Saltamartini została przytłoczona deszczem krytyki na swoim profilu, co być może pokazuje zmianę nastawienia ludzi wobec sytuacji i w końcu zaczynają podchodzić do niej poważnie. 
 
Lepiej nie opuszczać domów
 
Prosi się w miarę możliwości o nie opuszczanie domów i zaleca się ograniczenie, w miarę możliwości, przemieszczania się pomiędzy miejscami do ściśle niezbędnych przypadków. Policja ma prawo wylegitymować przechodnia i zapytać o powód, dla jakiego kręci się po ulicy. Transport publiczny w Mediolanie działa bez zakłóceń, ale przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej muszą stosować nadzwyczajne środki dezynfekujące pojazdy.
 
Mediolan przypomina miasto widmo. Z okna salonu mam widok na jedną z najbardziej ruchliwych ulic – Via Torino. W normalnych warunkach codzienne przewalały się przez nią tłumy ludzi, tak, że idąc po chodniku, człowiek potrafił się irytować liczbą przechodniów. Teraz świeci pustkami. Do godziny 18:00 można jeszcze zobaczyć pojedyncze postacie, przemykające chodnikiem, ale wieczorem, jedynie puste tramwaje tłuką się upiornie, śmigając po torach. Miasto jest wtedy niczym senny majak, realistyczny, ale czujesz, że czegoś ci w brakuje. 
 
Via Torino w czasie epidemii koronawirusa / fot. Misha Czumaczenko
Ludzie nie wiedzą, co mają robić z całym tym czasem, jaki nagle się pojawił, gdy nie muszą iść do pracy. Niektórych przeraża, że jak dzieci nie są w szkole, to nagle, mając je ciągle w domu, trzeba przyjąć na siebie całą wagę bycia rodzicem.  Ci, których jedynym zainteresowaniem są tylko imprezy w klubach, nie wiedzą, gdzie się podziać i desperacko szukają sposobu na zorganizowanie rozrywek, do których przywykli…
 
„Świat zwariował”, jak powiedziała moja sąsiadka. W moim odczuciu koronawirus będzie naszym katharsis. Gdy zagrożenie przeminie i emocje opadną, umysł się oczyści i to, co teraz przeraża oraz przytłacza, okaże się wyzwalające.
 
Misha Czumaczenko
 

Zobacz także