Wstrząsająca relacja rodziców młodych gimnastyczek. Oskarżają krakowskiego polityka!

Musisz przeczytać

Ponad 20 dzieci wyleciało na bruk z PTG Sokół. W bezczelny i wulgarny sposób miał je wyrzucić prezes towarzystwa. Tymczasem rodzice nie mają wątpliwości – szefem klubu steruje jeden z krakowskich radnych i kandydat do senatu Rafał Komarewicz. – Przez swoje chore ambicje krzywdzi inne dzieci – mówią nam rodzice czołowych polskich gimnastyczek.

Po serii naszych publikacji o Komarewiczu, na skrzynkę redakcyjną zaczęły wpływać maile, żebyśmy zajęli się sytuacją w Sokole. Rodzice dali też upust emocjom na profilu radnego na Facebooku. Niewygodne komentarze były jednak kasowane. Przyjrzeliśmy się sprawie i rodzice młodych gimnastyczek nie mają wątpliwości – prezes Konrad Firlej wraz z radnym urządzili sobie z klubu prywatny folwark.

Zemsta

Na początku września z Sokoła wyleciała trenerka sekcji – Katarzyna Strychalska, a jeszcze wcześniej druga trenerka Natalia Sikora. Dlaczego? Podobno nie chciały się zgodzić na faworyzowanie… córki radnego. – Nie zamierzały wchodzić w żadne układy z rodzicami, które polegałyby na tym, że ktoś im mówi: chcę, żeby moje dziecko było lepiej traktowane. One traktowały wszystkich równo – mówi nam Joanna Zapała, mama jednej z dziewczynek.

Panie trenerki odmówiły „specjalnego traktowania” i rodzice podejrzewają, że to właśnie dlatego córka polityka zmieniła grupę. Ale to nie koniec, bo oczywistym jest fakt, że po zwolnieniu wszystkich trenerek, grupa została rozwiązania. Rodzice twierdzą, że stało się to z zemsty na trenerkach, a także na rodzicach dzieci, którzy bez strachu, acz bezskutecznie dopominali się o swoje prawa u prezesa Firleja.

Ambicje radnego

Tomasz Marczewski, ojciec jednej z dziewczynek twierdzi, że Emilia Komarewicz, córka kandydata do senatu, to bardzo utalentowana zawodniczka i sama broni się wynikami. Nie potrzebuje ciągnięcia za uszy. – Cieszymy się z jej osiągnąć. Tylko dlaczego zniszczono grupę, w której córka radnego już nie trenuje? – denerwuje się.

– Czyjeś prywatne ambicje polityczne czy osobiste nie interesują nas dopóty, dopóki nie uderzają w nasze dzieci. Nie może być tak, że ktoś wykorzystuje swoje stanowisko i wpływy, by osobiste urazy, czy konflikty rozwiązywać kosztem innych, zwłaszcza jeśli to dotyczy dzieci. Nie możemy pozostawać obojętni, kiedy ktoś niszczy ich pielęgnowany przez lata, z olbrzymim trudem i poświęceniem świat sportowej pasji – dodaje mama innej dziewczynki, Dorota Wojewoda.

Majchrowski ostro o starciu przed wyborami: „miałem ich związać?!” [NASZ WYWIAD]

Kuriozum

Prezesem towarzystwa jest 77-letni Konrad Firlej. – Do tej pory nie był zainteresowany gimnastyką. Dla niego liczyły się wyłącznie konwencje PiS, sztandary i piękne słowa. Ale tak długo, jak nie przeszkadzał, zawodniczki mogły trenować i osiągać sukcesy na mistrzostwach Polski i zawodach międzynarodowych, dzięki wieloletniej współpracy ze zwolnionymi już trenerkami. Wszystko zaczęło się zmieniać, gdy córka pana radnego zmieniła grupę – twierdzi Zapała.

– Nagle prezes zaczął ingerować we wszystko: gdzie jedziemy na zawody, dlaczego, czyich i ile zdjęć jest wrzucanych do internetu… i zawsze był problem jak było więcej zdjęć innych dzieci niż córki radnego – dodaje inny rodzic.

Jak twierdzą rodzice, Firlej nawet nie stara się ukrywać, że liczy się ze zdaniem Komarewicza. Chociaż… rzadko wymienia jego nazwisko, co prowadzi do kuriozalnych sytuacji.

– Kiedyś na spotkaniu z nami powiedział, że w Sokole jest taka dziewczynka, bardzo zdolna i ma bardzo dobre wyniki. Stwierdził, że „nie będzie podawał nazwiska, ale jest ona córką radnego i przeszła z jednej grupy do drugiej” – uśmiecha się Zapała.

Złość i agresja

Z relacji rodziców i pracowników Sokoła wynika, że radny często odwiedza prezesa. Równie często powtarza, że to on dał pieniądze na klub. Przez ON rozumie pieniądze, które przekazało miasto.

– Obnosił się z tym co najmniej tak, jakby to były jego własne pieniądze. Wychodzi z założenia: dałem kasę, to niech moja córka ma specjalne przywileje – denerwują się rodzice.

– Niech sobie prezes będzie wdzięczny jednemu czy drugiemu radnemu za faktyczną pomoc, bo pieniądze te z pewnością były potrzebne. Niech chucha i dmucha na jedno dziecko. Ale nie wolno mu niszczyć pozostałych zawodniczek z tego powodu – twierdzi Marczewski.

Z tym zarzutem rodzice zwracali się także do prezesa ustnie i pisemnie. Ale ten nie zwykł odpowiadać na pisma. A jeśli już odpowiada, to w stylu: „bo mi wolno”. Na kolejne pytania reaguje złością i agresją.

„Z mordą” na dzieci

O tym, jakim jest człowiekiem najlepiej może świadczyć sytuacja z piątku, 13 września. O godzinie 19.30 wpadł do sali, w której trenowały dzieci i kazał im się wynosić.

– Wykrzykiwał wniebogłosy słowa, których nie wypada mówić nie tylko przy dzieciach – zauważają rodzice. Powód? – Pomyliła mu się godzina zakończenia treningu. Ta przewidziana była na 20 – słyszymy od rodziców.

Gdy ci zaczęli przyjeżdżać po swoje pociechy, prezes nadal darł się na kilkuletnie dzieci. Z relacji rodziców wynika, że jak awantura się rozkręciła na dobre, to na miejscu pojawił się radny Komarewicz… choć jego córka nie miała w tym czasie treningu w hali. – Po co? – zastanawiają się rodzice innych dzieci. Na miejsce została wezwana policja, a część rodziców została już przesłuchana. Sprawa jest w toku.

– Prezes traktuje Sokoła jak prywatny folwark na usługach radnego. Nie odczuwa też żadnego zażenowania czy strachu o swoją pozycję z racji swoich niezgodnych ze statutem Towarzystwa poczynań. Skąd w nim takie poczucie bezkarności? Czy nie jest ono wspierane relacją z tak wpływowym radnym? – zastanawia się Marczewski.

Komarewicz – „Mistrz Cynizmu i Hipokryzji”. Jak Wam się podoba takie zaśmiecanie miasta?

Po trupach do celu

Rodzice nie mają złudzeń – radny ma dwie twarze. – W kontakcie bezpośrednim jest miły, grzeczny i ułożony. Uśmiecha się. Nie trzyma ludzi na dystans – opisują.

O drugiej twarzy polityka mogliśmy przeczytać w Internecie, gdy pod naszym tekstem wypowiedział się jeden z rodziców. – To bezwzględny człowiek dążący po trupach do osiągnięcia własnej korzyści – uważa Michał Jakubowicz.

– Chcę podziękować ci za trud włożony w likwidację sekcji gimnastyki artystycznej wyczynowej w klubie z ogromnymi tradycjami, posiadającym obecnie w swoim gronie reprezentantki Polski. Ale to nie przeszkadza w tym, żeby liczyła się tylko jedna twoja córka, a reszta dzieci może zniknie. Życie jest jedno i ludzie którzy nie są godni, by podać im rękę nie powinni brać udziału w życiu społecznym. Tym bardziej, że tak pięknie opowiadasz o swoich planach i zmianach jakie chcesz, by w naszym mieście nastąpiły. Bzdura. Masz to gdzieś głęboko. Pozdrawiam i życzę ci, abyś przemyślałem swoje postępowanie wobec innych ludzi, którzy nic nie zrobili tobie ani twojej rodzinie – pisze.

Wpis ten umieścił także na profilu polityka, ale komentarz natychmiast został usunięty.

Co dalej?

Obecnie ponad 20 dzieci jest na bruku. – Pozbawione są wszystkiego: sali, trenerów, startu w zawodach… – denerwuje się Zapała. – A przecież to są dziewczyny, które osiągną sukcesy, są w kadrze Polski! To nie jest rekreacja, ale sport wyczynowy. To są zawodniczki, które mają dla Polski zdobywać tytuły na mistrzostwach czy igrzyskach – zaznacza Marczewski.

– Mocno wierzę w to, że w końcu ktoś zrobi z tym porządek! To jest nieludzkie, aby 20 dziewczynek, które przecież nie są niczemu winne, straciły szanse na dalszy rozwój kariery sportowej, po wielu latach katorżniczej pracy. Zawiść i zazdrość w tym sporcie zawsze była obecna, ale w Sokole w tym momencie sięgnęła sufitu – podsumowuje trenerka Katarzyna Strychalska.

Łukasz Mordarski

„Moją córkę zaczęto brzydko przezywać”

Rozmowa z Rafałem Komarewiczem, krakowskim radnym, ojcem gimnastyczki Sokoła

KRKnews: Jak opisana sytuacja wygląda z Pana perspektywy?

Rafał Komarewicz: Moja perspektywa jest perspektywą rodzica. Moja córka od wielu lat z pasją trenuję gimnastykę artystyczną. Pragnę, aby mogła rozwijać swój talent pod okiem fachowców oraz trenerów umiejących dostrzec jej potencjał i zmotywować ją do dalszej pracy, a także szkoleniowców wsłuchujących się również w opinie rodziców. Córka ma na już na swoim koncie sukcesy sportowe, które są dowodem na to, że podąża dobrą drogą.

Rafał Komarewicz

Ponad rok temu córka została przeniesiona do innej grupy – w ramach sekcji gimnastyki artystycznej. Decyzja o przeniesieniu była podyktowana m.in. narastającą złą atmosferą w grupie i negatywnymi zachowaniami zarówno wobec mojej żony, jak i córki. Ponadto zostaliśmy poinformowani przez ówczesną panią trener, iż z powodu rodziców innej zawodniczki, rezygnuje z pracy w Sokole i prosi o niekontaktowanie się więcej w tej sprawie.

Niestety przykrości pojawiały się nadal. Moją córkę zaczęto brzydko przezywać.

Kto i jak o niej mówił?

Nie chciałbym komentować tej sprawy. Jak każdy troszczący się ojciec, nie jestem obojętny na przykrości i nadużycia słowne wobec młodych latorośli. Uważam też, że każdy klub sportowy powinien chwalić się sukcesami swoich podopiecznych poprzez zamieszczanie zdjęć i informacji m.in. na portalach społecznościowych. Dla dzieci wkładających mnóstwo pracy, wysiłku i poświęcenia dla sportu, takie publikacje są w dużej mierze wyróżnieniem i nagrodą. Niestety Facebook Klubu Sokoła został przez kogoś usunięty. Wcześniej znikały też z niego zdjęcia mojej córki.

Rodzice sami podkreślają, że to utalentowana zawodniczka, która sama broni się wynikami, ale pytają, czemu chce się zniszczyć resztę młodych gimnastyczek.

Nie robię niczego, co mogłoby wpływać na pracę i treningi innych dzieci. Sugerowanie, że mam jakikolwiek wpływu na pracę i atmosferę w innych zespołach jest wyrazem wiary w teorie spiskowe.  

Ale z tego co mówią rodzice, prezes siedzi u pana w kieszeni.

Proszę wybaczyć, ale takie sugestie nie zasługują na komentarz, ponieważ mój wpływ na prezesa jest taki sam jak wszystkich innych rodziców.

Uważa pan, że to rozgrywki polityczne?

Proszę o jedno, aby nie łączyć i nie mieszać dwóch kwestii. Spraw dorosłych związanych z polityką, oraz spraw młodych zawodniczek. Dlatego mam nadzieję, że nie jest to rozgrywka polityczna.

A dlaczego kasuje pan posty na Facebooku, które są niewygodne? Posty rodziców, którzy piszą jaka jest sytuacja?

Kasowane są posty osób, które zawierają nieprawdziwe lub nieobyczajne treści. Taka jest rola administratora. Nie można akceptować rozpowszechniania nieprawdziwych informacji lub obraźliwych treści.

Czuje się pan zaszczuty przed wyborami?

Każdy kandydat musi liczyć się z wieloma insynuacjami i sytuacjami wykorzystywanymi w walce wyborczej. Nie chciałbym, aby ta cała sytuacja uderzyła w moją rodzinę.

Z relacji niektórych rodziców wynika, że prezes Sokoła nie ukrywa podczas spotkań, że się z panem zna i ustalacie pewne rzeczy wspólnie.

Nic mi o tym nie wiadomo.

A te opinie o panu, że dąży pan po trupach do celu, i że ci ludzie dziękują panu za trud włożony w likwidację sekcji gimnastycznej wyczynowej, w klubie z ogromnymi tradycjami, i że nie jest pan godny, by podawać panu rękę…

Pomagam wielu klubom sportowym, organizuję dla nich środki na rozgrywki piłkarskie, sponsoruję medale i puchary. Pomagam bardzo różnym ludziom.

Jakby chciał pan rozwiązać tę sytuację?

Mam nadzieję, że wszystko zostanie wyjaśnione. Jeżeli nie, to może przydatna byłaby osoba z zewnątrz, która w tym pomoże.

Kogo pan proponuje?

Napiszę pismo do Kurator Oświaty i do Prezydenta Miasta Krakowa. Mam nadzieję, że będą  w stanie podjąć rozmowy celem wyjaśnienia i zakończenia nieporozumień.

Może pan zadziała jak radny?

Jeżeli będzie to korzystne dla klubu, to postaram się zainteresować tematem władze samorządowe.

Po tej rozmowie radny Komarewicz wysłał pisma do kurator Barbary Nowak i prezydenta Jacka Majchrowskiego. Skany poniżej:

„Pana Komarewicza poznałem osobiście, ale szczególnych kontaktów nie miałem i nie mam. Wiem, że jest cenionym radnym”

Rozmowa z prezesem PTG Sokół, Konradem Firlejem

/Wywiad autoryzowany, pisownia oryginalna. Tekst publikujemy w całości, bez żadnych skrótów pochodzących od redakcji/

KRKnews: Panie prezesie, co się wydarzyło 13 września o godzinie 19:30? Rodzice i trenerki twierdzą, że było – mówiąc po młodzieżowemu – „na grubo”. A do akcji wkroczyła policja. Jak to wyglądało z pana perspektywy?

Konrad Firlej, prezes Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” : Po pierwsze, bądźmy precyzyjni. To była godzina 19:40. Wszedłem na salę, by sprawdzić, jak wygląda zakończenie zajęć. Te miały się skończyć o godzinie 19:30. Zobaczyłem na sali dwie nieuprawnione osoby do prowadzenia treningu. Na sali były też cztery dziewczynki. Natomiast pozostała część była w szatni, już z rodzicami – ubierały się i wychodziły do domu. Zapytałem m.in. panią Natalię Sikorę, trenerkę, co ona tutaj robi, skoro jej stosunek pracy wynikający z umowy zlecenia został rozwiązany… 26 czerwca powiedziałem, że nie będzie przedłużony, a jeszcze w sierpniu pani była zatrudniona na umowie zlecenie. Od 1 września nie powinna już zajęć prowadzić. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi, wyłączyłem radio, zaniosłem do sekretariatu i powiedziałem, że panie mają opuścić tę salę. Pytałem również, jak to się stało, że one zgłosiły się na zajęcia, na których nie powinny być. (…) W momencie, gdy znalazłem się w sekretariacie, pojawił się pan Welo, jeden z rodziców dwóch dziewczynek, które należą do sekcji od dość niedawna. Pan Welo – krzyczał: „Zaraz tu będą policjanci i pana zabiorą”. Zjawili się wkrótce trzej funkcjonariusze, pan Welo nadal  głośno krzyczał wskazując na mnie, że to jest pedofil, że straszę dzieci. Jeden z funkcjonariuszy powiedział mu: „Proszę pana, to jest bardzo poważny zarzut”. Jeszcze kilka razy pan Welo zbliżał się do mnie w agresywnej postawie, jakby chciał mnie uderzyć, ale przytomnie zachowywali się policjanci, stanęli miedzy nami. Obecna była w tym czasie pracownica w sekretariacie, która widziała całe to zajście. I na tym w tym dniu sprawa się skończyła. Potem policja odjechała, a ja postanowiłem wystąpić na drogę sądową o to znieważenie, jakie mnie spotkało. Natomiast podejrzewając, że takie sytuacje mogą mieć miejsce, że osoby nieuprawnione mogą prowadzić zajęcia z dziewczętami z SOKOŁA na innym przez nas wynajętym obiekcie, na tzn. hali Focha, postanowiłem dokonywać tzw. hospitacji.

Czyli nadzoru, wizytowania zajęć.

Podczas jednej z hospitacji rzucił się do mnie pan Welo, krzycząc do ochrony obiektu i pokazując na mnie: „Wyprowadzić stąd tego człowieka, jest to osoba, która podpatruje dzieci, one się go boją, płaczą, to nienormalny człowiek”. Ochrona – to była kobieta – powiedziała zdecydowanie: „Proszę opuścić to miejsce, bo pana stąd wyrzucę”. Wtedy powiedziałem, do tej  osoba z ochrony aby porozumiała się z panem Królikowskim, który jest dyrektorem (Rafał Królikowski, koordynator hali przy Focha – przyp. red.) i wie, że ja tę halę wynajmuję w określonych godzinach, właśnie dla grupy gimnastyczek z SOKOŁA. Pojawił się pan Królikowski, pojawiła się również policja. Poprosili o dokumenty, wylegitymowali mnie. Ponieważ pan Welo wykrzykiwał dalej pod moim adresem, że prześladuję i podglądam dzieci,  pan Królikowski poprosił, aby uniknąć zakłócania spokoju  w holu dostępnym dla wszystkich, by przeszli w inne miejsce, poszli w stronę toalet, gdzie – jak przypuszczam-  policjanci przeprowadzili wywiad nie tylko z panem Welo, ale również z rodzicami, którzy przybyli na trening. Nie wiem, co tam się działo. Z tego incydentu jest nagranie, ponieważ jest to obiekt monitorowany. To był drugi incydent na tej hali.

A często wyzywają pana od pedofilów?

Nie, dwukrotnie – tylko pan Welo.

Rodzice bardzo często podkreślają, że faworyzuje pan córkę radnego Komarewicza. Do pana też pewnie dochodziły te głosy…

Tak, dochodziły, incydentalnie, to absolutnie nie ma żadnego uzasadnienia w faktach. Nie wiem, na czym miałoby polegać to faworyzowanie, gdyby udało się panu to sprecyzować…

Konrard Firlej / fot. PTG Sokół / sokol.pl

Na przykład 23 września dziewczynki nie mogły zacząć punktualnie zajęć, bo w sali była córka radnego.

Nie mam pojęcia, czy była czy nie była, natomiast o której godzinie to miało być?

Tego nie wiem.

Mamy harmonogram zajęć, jeżeli coś takiego się zdarzyło, to w pierwszej kolejności powinna być o tym zawiadomiona osoba, która dyżuruje do godziny 21:00, ja żadnej takiej informacji nie mam.

A czemu rozwiązał pan grupę pani Katarzyny?

Nie rozwiązałem. To jakieś nieporozumienie. O jaką grupę panu chodzi?

O grupę, której trenerem była pani Katarzyna Strychalska. Grupę „zbuntowanych rodziców”?

To już pana opinia co do nazwy – nie wiem, czy zbuntowana, natomiast na pewno nie są zadowoleni ze współdziałania czy braku współdziałania ze mną. Na to się składa szereg elementów, chociażby takie zachowania, że spotykałem się kilkukrotnie z rodzicami i nigdy nie mogliśmy zakończyć żadnym konstruktywnym wnioskiem, bo rodzice zaczynali się przekrzykiwać. Ja prowadziłem te spotkania, prosiłem, żeby kolejno się wypowiadali, nie wpadali sobie w zdanie, nie przerywali, pozwolili odnieść mi się do sytuacji, którą opisywali, żeby zająć jakieś stanowisko. Nie udawało się tego zrobić. Zdarzały się nawet takie wypadki, że państwo Welo przychodzili – czy też inna osoba – z małym dzieckiem na ręku. I te dzieci podczas spotkania zaczynały płakać. Prosiłem, żeby przynajmniej wyszli do sąsiedniego (pomieszczenia – przy. red.), bo dziecko może nie rozumieć, ale wyczuwa stan napięcia nerwowego rodziców.

Wracając do relacji z rodzicami…

Kiedyś córka pana Komarewicza, która uchodzi za szczególnie utalentowaną dziewczynkę, była trenowana przez panią K. Strychalską i N. Sikorę. W pewnym momencie rodzice Emilki doszli do wniosku, że chcieliby, aby trenowała ją inna trenerka, pani Samanta Gawor. Już wcześniej między tymi trenerkami dochodziło – delikatnie mówiąc – do braku okazywania sympatii. Co prawda, kilka razy zwracałem się do trenerek, że są w jednym klubie i o tradycjach, gdzie liczy się na przyjaźń, wyrozumiałość. Spotykałem się też z opinią koleżanek z Polskiego Związku Gimnastycznego, że to artystki, więc to, że dochodzi między nimi do nieporozumień nie jest czymś nadzwyczajnym. Zwłaszcza pani S. Gawor znalazła się w kłopotliwej sytuacji, bo przejmowała Emilkę, która była przez lata trenowana przez panią Strychalską. Zwracali się do niej o to rodzice. Kiedy rodzice zwrócili się z tym do mnie, powiedziałem, że uznaję, iż o dziecku małoletnim decyduje rodzic. Natomiast wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że to jest dość kłopotliwa sytuacja. Rodzice prosili, bym to ja jako prezes wyraził zgodę, by pani Samanta Gawor ją trenowała. Ja to przyjąłem do akceptującej wiadomości, bo uważałem i nadal uważam,że decyzja rodzica jest w takich sytuacjach niepodważalna. Wydarzył  też  nieco później niepotrzebny incydent: chodziło o pewien układ taneczny, który był ćwiczony z panią Katarzyną Strychalską, a pani Samanta zwróciła się z prośbą, czy może ten układ wykorzystać dla Natalki Komarewicz startującej w zawodach, bezpośrednio po przejściu tej dziewczynki do nowej trenerki. Dowiedziałem się, że nie ma takiej zgody od pani K. Strychalskiej, więc zadzwoniłem, zapytałem, z czego to wynika, jakie są przeciwwskazania, jeśli działamy dla dobra dziecka. Również jako prawnik: pani Strychalska ten układ robiła w ramach prowadzenia treningów, to nie był jakiś układ ekstra i praw autorskich do niego nie ma. Pani Strychalska nie zgodziła się jednak na to, prosiłem ją około 40 minut. (…) Koniec końców i tak Natalka Komarewicz z tego układu nie skorzystała.

Każda z trenerek dobiera sobie do pomocy lub na tzw. zastępstwo trenerki, za moją obligatoryjną zgodą… Chodzi tu nie tylko o kwalifikacje ale i konsekwencje prawne takiego dopuszczenia do zajęć. Stwierdzałem, iż na hali, gdzie prowadzi zajęcia pani K. Strychalska, pojawiają się osoby i prowadzą zajęcia, o których ja nic nie wiem. Post factum, gdy prosiłem o wyjaśnienie, mówiono, że to są osoby odpowiednie i mają uprawnienia do prowadzenia zajęć. Może mają, ale nie mogą prowadzić treningu, stawiając mnie przed faktami dokonanymi. Nie mogę na to w Sokole pozwolić. Druga rzecz jest taka, że nie każda osoba, nawet taka, którą akceptuje trenerka, może takie zajęcia prowadzić. Nawet jak to jest  tzw. wolontariat. Trenerki wiedzą, że każdy występ Sokoła poza obiektami, które my wynajmujemy, a więc i na tzw. imprezach, gdzie występują jako PTG SOKÓŁ muszą uzyskać zgodę prezesa… Mnie zależy na tym, aby był utrzymany profil Sokoła, określony w jego statucie.

Zdarzył się też niestety wypadek (na treningu u Katarzyny Strychalskiej – przyp. red.). Dowiedziałem się o tym z kilkudniowym opóźnieniem, że pewna dziewczynka złamała sobie palec u ręki. Po to między innymi w większych grupach jest dwóch trenerów, by jeden zajął się kontuzjowaną  dziewczyną, zadbał o przyjazd pogotowia albo odwiózł do szpitala, zawiadomił rodziców. Dziewczynka (trenująca u trenerki Strychalskiej – przyp. red.) doznała złamania, matka miała pretensje, czemu nie interweniowaliśmy, czy mamy ubezpieczenie dla dzieci, że będzie pozywać Sokoła do sądu, że nie zabezpieczył odpowiednio maty… Ma do tego prawo, ale trenerka powinna bezzwłocznie zawiadomić o takim incydencie SOKOŁA i wpisać zdarzenie do dzienniczka zajęć, po to również aby przeanalizować jego przebieg i przeciwdziałać  w przyszłości zapobiegać, wszystkie  dziewczęta są oczywiście ubezpieczone, także te trenujące wyczynowo. Emilka Komarewicz startowała w tym roku  na MŚ w Moskwie,  zajęła 17 miejsce, więc jest to duże osiągnięcie prawdziwy wyczyn. Nie ja decyduję o tym, kto jest w reprezentacji, tylko Polski Związek Gimnastyczny, więc ten zarzut, że miałbym faworyzować Emilkę Komarewicz jest chybiony. Są również w grupie pani K. Strychalskiej dziewczęta uzdolnione, i chociaż w większości nie są naszymi wychowankami, tylko przyszły z innych klubów: z Krakusa, Olimpii itd. to miały i mają możliwość kontynuowania treningów w sekcji gimnastyki artystycznej. Nikt tej wyczynowej sekcji nie rozwiązywał, nadal istnieje. Odstąpiliśmy jedynie od prowadzenia zajęć z tzw. maluszkami (grupka ośmioosobowa), nie bez znaczenia dla tej były również finanse których w Sokole brakuje.

Wnioskuję, że był pan niezadowolony z pracy trenerki. Ale chciałem jeszcze porozmawiać o pana relacji z radnym Komarewiczem.

Pana Komarewicza poznałem osobiście. Zdarza mi się, że podchodzę do rodziców oczekujących na dzieci, które trenują. Jeśli któreś ma szczególne wyniki, to rozmawiam z rodzicami, gratuluję im, pytam, czy są zadowoleni, co im się podoba, a co nie. Takich rodziców jest wielu, w wielu sekcjach. Z panem Komarewiczem szczególnych kontaktów nie miałem i nie mam. Wiem, że jest cenionym radnym ale jako radny nic mi ani SOKOŁOWI nie obiecywał. Na pewno mógł nam pomóc w działaniach, w których każdy radny, do którego się zwracam, nie powinien SOKOŁOWI odmówić: np.  czy nie ma  kontaktów aby pozyskać jakichś sponsorów, czy wie o jakichś działaniach podejmowanych przez Radę Miasta, o których my nie wiemy bo oficjalne informacje przegapiliśmy. W tym sensie pomagał.

A są rzeczy, które ustala pan z radnym Komarewiczem, a dotyczą Sokoła?

Zdarzyło się tak, że mówiłem, iż mamy kłopot, bo pani Strychalska prowadzi zajęcia na hali Orła, między Wieliczką a Krakowem. Mówiłem, że to odległe miejsce i w związku z remontami dróg rodzicom jest tam ciężko dowieźć dziecko i odebrać. Mówiłem do pana Komarewicza: Gdyby pan wiedział o jakiejś hali, którą moglibyśmy bliżej wynająć, to będę wdzięczny. Specjalnie na to nie liczyłem, ale pan Komarewicz zadzwonił do mnie i zapytał, czy Sokół nie chciałby skorzystać z sali na Focha. Powiedział, że jest w stanie pomóc. Powiedziałem, że jestem wdzięczny i zapytałem, czy to nie przerośnie naszych możliwości. Powiedział: niech pan najpierw wystąpi z taką  propozycją, a zobaczymy, co na to odpowie zarząd Cracovii. Wystąpiłem i warunki, które zaproponowali, były korzystne… a koszty  zbliżone do kosztów wynajmowania Orła – a standard tej hali jest zupełnie inny. Bliskość obiektu też miała znaczenie. Nota bene na tym obiekcie trenowały dziewczęta z sekcji prowadzonej przez panie K. Strychalską i N. Sikorę. Innych pomocy sobie nie przypominam. Natomiast nie wiem, czy przy rozpatrywaniu w ogóle jakichkolwiek grantów pan radny Komarewicz brał jakiś udział. Grantów jest wiele i leżą w gestii Urzędu Miasta a nie radnych. Mogę powiedzieć, że są bardzo często takie sytuacje kiedy  instytucje urzędowe, do których składamy wnioski o granty, załatwiają je odmownie.

A jeśli chodzi o Urząd Miasta, to udaje się te granty pozyskiwać?

Tutaj wszystkie kluby coś dostają… Natomiast pan Komarewicz mi się nie chwalił: „Widzi pan, załatwiłem coś panu tam”… Nie wiem nawet, w jakiej on działa komisji w Radzie Miasta mamy tam wielu przyjaciół ceniących SOKOŁA ale wnioski grantowe,  z tego co wiem rozpatruje odpowiedni wydział Urzędu Miasta. Z panem Komarewiczem nie jestem per ty, nie jest członkiem Sokoła, nie jest w zarządzie, nie ma tu faktu żadnego dominowania nad prezesem SOKOŁA.. Jest osobą dorosłą, ma uznanie wielu osób, skoro jest radnym. To, że startuje na senatora, to jego sprawa, nie rozmawiamy o poglądach społecznych czy politycznych. Natomiast uważam, że nie jest mu obojętne to, co dzieje się w Sokole z uwagi na tę córkę i drugie dziecko, które tam trenuje. A wracając do relacji z rodzicami, to z niektórymi z nich, ale tylko z tymi (których określał pan tu w rozmowie ze mną „zbuntowanymi”) z grupy  maluszków prowadzonej przez p. Natalię Sikorę, ciężko współpracować,  nie opłacają systematycznie składek, na przykład, dopiero wczoraj państwo Welo w części zapłacili zaległe składki, i tak się szczęśliwie złożyło, że przed pana wizytą. Właśnie ze strony pana Welo, jego zachowanie wobec mnie świadczy o wysokim braku kultury, który jak się wydaje zyskał aprobatę niektórych z rodziców dzieci z tej ośmioosobowej grupy. Takie zachowanie i wygrażanie opinii nie zjednuje sympatii.  Różne zawody wykonywałem: i nauczyciela akademickiego i adwokata… Żeby takimi pomówieniami i obelgami się do mnie zwracać to jest rzecz karygodna i niewybaczalna. Rzeczywiście zaglądam od czasu do czasu na salę, obserwuję jak przebiega trening, kto go prowadzi,  nie wtrącam się w prowadzenie zajęć, ale czy pan sobie wyobraża, że ta kilku osobowa grupa rodziców przyjmując  taktykę działania polegającą na obrażaniu, wygrażaniu rękoma i zakrzykiwaniu wypowiedzi prezesa, rozwiążę m.in. problem braku środków finansowych na wynajem hali i opłacenie trenerów.  , … A teraz czy się dzieje jakaś szczególna krzywda tym osobom (ze zlikwidowanej sekcji gimnastycznej – przy. red.)? Nie. Wykupili lub zarezerwowali, jak można wnosić z informacji zamieszczonej w internecie, na hali przy ul. Focha  na cały miesiąc, pięć razy w tygodniu,  godziny na zajęcia sportowe m.in. z gimnastyki artystycznej. Co stoi na przeszkodzie, by dziewczęta, (a właściwie ich rodzice ) które chcą, aby pani K. Strychalska je trenowała w Sokole, żeby trenowały na tej hali (przy Focha – przyp. red.), skoro organizatorzy tej nowo utworzonej organizacji sportowej prowadzącej analogiczną  działalności działalność jak PTG SOKÓŁ, dysponują stosownymi do tego  środkami? Ja nie będę stawiał żadnych przeszkód.  Dobro dziecka, wbrew temu, co rodzice zarzucają, dalej jest u mnie na pierwszym miejscu. Jest klub Olimpia –. Krakus mogą  tam przejść, bez żadnej karencji. Miejsce też jest- bo trenują na hali Focha  Dlaczego się upierają na Sokoła, w którym jest tak źle, to dla mnie jest niezrozumiałe. W każdym razie jest chyba rzeczą oczywistą, że nie rodzice ale statutowo wyznaczona władza Towarzystwa decyduje z kim i jakie umowy cywilno-prawne są przez to Towarzystwo zawierane.

Zebrał: (lm)

- Advertisement -spot_img

Przeczytaj również

0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
- Advertisement -spot_img

Najnowsze

KRK News Poleca