Wszystko zwariowało. Protesty i szaleństwa

Obserwując co dzieje się przed tym niewątpliwie wielkim dla miasta wydarzeniem, jakim są Światowe Dni Młodzieży, można dość do wniosku, że wszystko zwariowało. Ale to absolutnie wszystko.

Kilka dni temu stanął na mojej ulicy znak: zakaz ruchu. Czyli będę mógł dostać się do domu tylko z tak zwanego buta albo przez pola. Okazuje się, że według ulotki ZiKiT-u wydanej specjalnie na ŚDM, będę musiał okazać pewnie policji dokument określający zameldowanie na terenie danej strefy. Tymczasem mam nowy dowód, który nie określa mojego miejsca zamieszkania…

Lepiej siedzieć w domu i protestować

Jadąc taksówką, kierowca poinformował mnie, że na ŚDM do Krakowa już zjechała prawdziwa elita, najlepsi z najlepszych, pierwsza światowa liga… włamywaczy, specjalizujących się w obrabianiu mieszkań i kieszeni. – Niech pana ręka boska broni, żeby teraz wyjeżdżać! Trzeba zostać i pilnować mieszkania! – rzucił. Czyli jednak zostajemy w domu, do którego już nie pojedziemy autem, ale udamy się na piechotę.

Przeczytałem na jednym z portali, że mieszkańcy ulicy X będą protestować, ok – protest ważna rzecz i nasze prawo. Czego dotyczy protest? Niewyremontowanej ulicy. Na pytanie dlatego właśnie teraz będą protestować, odpowiedz brzmiała – Bo teraz będą Światowe Dni Młodzieży i wszystkie media będą skierowane na Kraków – może teraz zauważą. Zastanawiam się więc, czy się oflagują i będą głodować. Bo przecież, mimo ŚDM, muszą jakoś zwrócić uwagę mediów.

Szaleństwa ciąg dalszy

Oczom moim ukazał się też krakowski mural z ulicy Fieldorfa Nila. Rozumiem twórczość ludową, rozumiem ludzi, którzy malują murale, ale to coś… Dawny mural z Janem Pawłem II przy Czarnowiejskiej (róg Kijowskiej) przy tym czymś, to było arcydzieło.

Przeczytałem kilka dni temu, ogłoszenie wywieszone w klatce bloku z windą: „Z powodu utrudnień komunikacyjnych związanych z ŚDM dotarcie przez konserwatora do uszkodzonej windy może być utrudnione. Prosimy o rozważne korzystanie z windy”.

Mało więc, że z centrum do domu dostanę się tylko na nogach to jeszcze na 8 piętro też muszę dostać się „nożnie”. Przypomina mi to mema, który kończył się słowami – prosimy załatwiać to na własną rękę.

Obawiam się, że takich historii dostarczy nam życie jeszcze bardzo dużo, a najwięcej w najbliższych dniach.

Z pewnością je opiszemy.

Bartek Grzywacz

Zobacz także