Zakłada blokady, odgania adoratorów. Piękna strażniczka pilnuje porządku w Krakowie [wywiad]

Dominika Przysucha / fot. Edyta Ćwiklik (SMMK)

Założyła prawie tysiąc blokad. Często ma do czynienia z pijanymi i agresywnymi „klientami”. Jednego z nich musiała nawet powalić na ziemię. A przy tym jest młoda, drobna i… bardzo atrakcyjna! Tak, wiemy, że zaraz zarzucicie nam szowinizm, ale… A zresztą! Koniecznie przeczytajcie wywiad z Dominiką Przysuchą, jedną z najlepszych strażniczek miejskich w Krakowie.

Dominika ma 24 lata i zajęła trzecie miejsce w konkursie na strażnika roku.

Dominika Przysucha / fot. archiwum

Łukasz Mordarski: Co młodą, atrakcyjną kobietę pchnęło w objęcia żuli?

Dominika Przysucha: O matko!

Akurat, gdy chciałem się umówić na tę rozmowę, usłyszałem: ma teraz interwencje i „ściąga” kogoś z ulicy.

Nie do końca. To było przy Galerii Krakowskiej. Na miejscu okazało się, że zasłabł mężczyzna z powodu upałów.

Ale ze śmierdzącymi, pijanymi bezdomnymi też masz do czynienia.

Na co dzień pracuję w referacie ruchu drogowego, ale fakt – zdarza się, że dostaję inne zadania. Nie ukrywam, że bałam się tego typu interwencji, bo od razu człowiek sobie myśli, że nie jest to nic przyjemnego. Ciężko mi było się przestawić, że będę miała do czynienia z takimi osobami: pijanymi, agresywnymi… Tego się obawiałam. Ale powiem ci, że w tej pracy bardzo dużo zależy od ludzi. I od strażników, i od tych, których spotykamy na ulicy.

Jak bardzo twoje wyobrażenia o pracy w straży miejskiej rozjechały się z rzeczywistością?

Myślałam, że będzie trudniej. Nie chodzi o same obowiązki, ale o to, że wszyscy są bardzo pomocni. Pracuję ze świetnymi ludźmi. Myślałam, że nie zniosę tego psychicznie, ale odkąd tu pracuję, to wszystkie bariery zniknęły.

Co więcej – inaczej postrzegam pewne sytuacje i osoby. Ostatnio na przykład mieliśmy zgłoszenie, że pijany mężczyzna leży przy wejściu do kamienicy i utrudnia wejście kobiecie. Podjechaliśmy na miejsce i… dotarliśmy tam w ostatniej chwili. Pan miał 41 stopni gorączki! Wcale nie był pijany. Mimo to osunął się na ziemię. Karetka zabrało go z podejrzeniem udaru.

Dominika Przysucha / fot. Edyta Ćwiklik (SMMK)

Takie interwencje nie są dla ciebie chlebem powszednim, bo na co dzień jesteś „tą, co zakłada blokady na koła”.

Dokładnie tak (uśmiech).

Ostatnio byłem świadkiem sytuacji, gdy jedna ze strażniczek usłyszała od rozwścieczonego, agresywnego kierowcy, że jest „ku**ą”. Często słyszysz takie rzeczy?

Zdarzają się agresywni ludzie. Pytają, za co i o co w ogóle chodzi. Ludzie nie patrzą na znaki. Odpalają sobie nawigację i heja do przodu. Dopiero jak im się zwróci uwagę, to przyznają nam rację.

Natomiast, jeżeli trafimy na kogoś nerwowego, to trzeba dać mu się wygadać, wyżalić i tyle. Po chwili najczęściej takie osoby się uspokajają. Tym bardziej, że my nie odpowiadamy agresją na agresję, ale staramy się tłumaczyć.

Kobiety mają łatwiej?

W takich sytuacjach na pewno. Zazwyczaj to mężczyźni są agresywni, a jak podchodzi do nich kobieta, to często sobie myślą, że nie wypada się wulgarnie odzywać.

Dominika Przysucha / fot. archiwum

Jak zareagowali twoi znajomi, gdy powiedziałaś, że idziesz do straży miejskiej?

Wielu było w szoku. Tym bardziej, że wcześniej mieszkałam w Warszawie i miałam tam różne sytuacje. Zdarzyło mi się dostać mandat od strażników. Jak oni mnie mogą w ogóle karać?! No ale teraz, gdy mam porównanie z jednej i drugiej strony, wygląda to zupełnie inaczej.

Jednak stereotypy o strażnikach są ciągle żywe.

To się na szczęście zmienia. Nie powiem – też się bałam reakcji znajomych. Dziwi mnie na przykład, że zdarzają się tacy, którzy nikomu nie mówią, gdzie pracują. To jest dziwne. Bardzo dziwne. Ja nigdy się nie spotkałam z negatywną reakcją.

Dominika Przysucha / fot. Edyta Ćwiklik (SMMK)

Na co dzień też ubierasz się tak kobieco jak dziś?

No pewnie! (śmiech)

Mundur kobiecy nie jest.

No nie wiem… W mundurze wyglądam zupełnie inaczej.

Dostojniej?

Nie wiem jak to określić. Na pewno zmienia człowieka.

Bardziej się sobie podobasz w mundurze, czy w wersji „cywilnej” tak, jak dziś?

I tak i tak się sobie podobam (śmiech).

Pogadałem trochę ze strażnikami i dowiedziałem się, że masz bardzo wielu adoratorów.

Serio?! To dobrze wiedzieć! Nie mam pojęcia czym to się objawia. Albo tego nie zauważyłam (śmiech).

Dominika Przysucha / fot. archiwum

Pamiętasz swoją pierwszą interwencję?

Nie.

Hmm… a to nie jest tak jak z pierwszym pocałunkiem czy pierwszym seksem?

Pierwszej interwencji nie przytoczę, ale są takie, które na długo zapadają w pamięć. Po kilku miesiącach pracy miałam interwencję na placu Wolnica. Pojechaliśmy na rutynową kontrolę, mieliśmy sprawdzać identyfikatory za szybami aut. Skończyło się tym, że musiałam pomóc koledze obezwładnić mężczyznę.

Był pijany, siedział z kobietą. Zaczął przeklinać, awanturować się. Mój kolega z patrolu zwrócił mu uwagę, a ten stał się jeszcze bardziej agresywny. Gdy poprosiliśmy go o dokumenty, pan zaczął nam uciekać. Skończyło się tak, że musiałam pierwszy raz kogoś obezwładnić. Tego nie zapomnę. Byłam trochę przerażona, ale – z tego, co mówili koledzy – dałam radę.

Dominika Przysucha / fot. Edyta Ćwiklik (SMMK)

Lubicie się z policjantami?

Pewnie, że tak. Ja nie mam z tym problemu.

Serio?!

Często wykonujemy wspólne patrole. Współpracę oceniam naprawdę bardzo pozytywnie.

A ty jesteś wolna czy można cię zaprosić na randkę?

Nie. Mam chłopaka. Policjanta (śmiech).

Dominika Przysucha / fot. Edyta Ćwiklik (SMMK)

Ile blokad na koła założyłaś?

Nie mam pojęcia. Myślę, że na przestrzeni tych dwóch lat to pewnie koło tysiąca. Czasem w ciągu dnia zakłada się i czterdzieści.

Rozmawiał Łukasz Mordarski

 

Zobacz także