Zakopianka będzie szybsza? Nie ma się co podniecać

„Super, będzie szybciej!”, „Ekstra, to dla nas milowy krok!”, „To historyczny dzień!” – takie zachwyty przeczytałem pod artykułami o drążeniu tunelu pod Zakopiankę. A później przejechałem trasę Kraków – Francja i się przeraziłem.

Żebyśmy mieli jasność – też się cieszę, że w końcu jest szansa, by na Sylwestra do Zakopanego jechać krócej niż pięć godzin, ale jak słyszę te wszystkie zachwyty, to aż mnie trafia, że górale i władza aż tak potrafili nas wytresować.

Sam niemal podskoczyłem z radości, gdy zaczęli drążyć tę dziurę w Naprawie. Gdy jednak jechałem z Krakowa do Francji uświadomiłem sobie, że cieszę się rzeczą banalną. Jakbym podniecał się, że w wieku 25 lat nauczyłem się jeździć na rowerze. Z jednej strony umiejętność ta w każdym wieku jest przyjemna i radosna, tylko zostaje pytanie – czemu nie zrobiłem tego jak wszyscy, czyli 20 lat temu? Przyznacie, że 25-latek podniecający się utrzymywaniem równowagi na dwóch kółkach to widok co najmniej dziwny.

No i jadę do tej Francji. Austria – tam można się denerwować, że z powodu remontu tuneli tworzą się korki. Ale jeśli remontują, to znaczy, że te dziury w skale służą im już ze 20 i więcej lat. Później Włochy – to samo plus ogromne mosty. No i Francja – oczopląsów można dostać, bo dobrze nie zdążysz wyjechać z jednej dziury, a już wjeżdżasz do drugiej.

A u nas? Wiercimy ten otwór pod Zakopiankę i bawimy się przy tym jak na wiejskim festynie. Telewizje, radia, gazety. Na Twitterze ludzie prześcigają się w komentarzach i zdjęciach z okolic budowy, a minister infrastruktury i budownictwa oznajmia: „To historyczny dzień!”.

Tak, historyczny, bo gdy cała Europa rąbała skały (i to nawet ta słabiej rozwinięta, np. Chorwacja), to u nas rządzący – od lewa do prawa – przez lata albo nie mieli pieniędzy, albo cackali się z bacami, którzy dziury w skale mieć nie chcieli.

Dawid Mizioł

Zobacz także